Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
relacje na mapie
Regulamin forum


Teraz jest Pt cze 23, 2017 7:55 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: N maja 07, 2006 8:18 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 13, 2005 2:03 pm
Posty: 9159
Lokalizacja: Poznań
28 kwiecień - piątek
Tego dnia przyjechaliśmy więc na początek coś lightowego – Murowaniec i Czarny Staw. Z naciskiem na Murowaniec.

Podczas powrotu przez Boczań poślizgnąłem się na płacie lodu, spadłem na tyłek i zgiąłem kijek.


Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

29 kwiecień - sobota
Jedziemy z Piomiciem i jego znajomymi na Słowację. Celem jest Chata Teryego. Po przybyciu do Starego Smokowca trzeba zjeść jakieś śniadanko. Miejscem akcji jest restauracja Hotelu Grand. Kładziemy plecaki gdzieś z boku i siadamy przy stolikach. Może wyglądamy troszeczkę dziwnie z tym górskim szpejem ale co tam. „Szwedzki Stół” kosztuje 160 Sk Zawsze żałuje, że rano nie mam nigdy takiego apetytu aby w pełni z tego skorzystać

Po śniadanku wjeżdżamy kolejką na Hrebienok. Dalej szlak prowadzi od schroniska do schroniska. Mijamy wodospad i skrót nosiczów by w końcu dotrzeć do Schroniska Zamkowskiego. Tu chwila przerwy i ruszamy dalej Doliną Małej Zimnej Wody. Na koniec pozostaje tylko podejście do Chaty Teryego na próg Doliny Pięciu Stawów Spiskich. Czyli do pokonania jakieś 300, 400 m różnicy wzniesień. Śnieg się czasem trochę zapada, ale podejście możliwe bez raków. Z lewej strony towarzyszy nam Pośrednia Turnia słabo widoczna z powodu nisko wiszących chmur. W końcu docieramy do schroniska. Jadalnia jest bardzo mała ale udaje się znaleźć jakieś miejsca. Piwko, gulasz i czekamy aż dotrze reszta grupy. Po głowach snują się jakieś nielegalne plany. Blisko jest choćby Czerwona Ławka. Ostatecznie i tak wszystko rozwiązuje pogoda. Zaczął padać deszcz. Zejście już w strugach deszczy. Boguś z Piomiciem szybko znikają. Ja na zejście jednak zakładam raki. Zawsze bezpieczniej. Schodzę na dół i nadal ich nie widać. Intuicja i znajomość gór (i nie tylko gór) podpowiada mi jedno „Idź do schroniska” :wink: No i idę . Są :) Piwo z wkładką już zamówione. Też biorę piwo i zaczynam się trochę suszyć. Pozostała cześć grupy ominęła schronisko i poszła dalej. My się trochę podsuszyliśmy i wzmocniliśmy. Mamy już wychodzić, ale gospodarz schroniska proponuje wzmocnienie drugiej nogi. Wzmacniamy się wiec proporcjonalnie (Borowiczką czy Bobrowiczką?) i wychodzimy. Uderzamy od razu skrótem nosiczów. Jest trochę ślisko. Ojciec dostaje obniżona notę przy zejściu za kilkukrotne podparcie :wink: ale docieramy do szlaku zaoszczędzając sporo czasu. W końcu doganiamy całą grupę. Dalej już tylko jazda kolejką z Hrebienoka do Smokowca, zakupy i powrót do Zakopanego.


Obrazek Obrazek Obrazek
Piomic i Ojciec na granicy. W restauracji Hotelu Grand

Obrazek Obrazek Obrazek
Podejście do Chaty Teryego

30 kwiecień – niedziela
W planach Dolina Pięciu Stawów i może coś jeszcze. Wsiadamy w busa i jedziemy do Palenicy. I tu niespodzianka. Bus już nie kosztuje 5 zł tylko 6 zł. No i nie podwozi nas do samej Palenicy tylko wysadza wcześniej bo dalej przez korek podobno nie może dojechać. To nas lekko wkurzyło. Nawet Ojciec się podgrzał, a to przecież niespotykanie spokojny człowiek :wink: Ale to nie był koniec niespodzianek. Takiej kolejki po bilety do TPN jeszcze nie widziałem. Ale co zrobić, trzeba czekać. Kolejka po piwo była krótsza.

W końcu wchodzimy do parku. Teraz tylko przejście asfaltu i dojście do Wodogrzmotów. Po skręceniu na szlak do DPS jest już znacznie mniej ludzi. Z początku nie ma śniegu ale potem warunki są już zimowe. Przy podejściu na próg doliny idziemy już w sznurku ludzi. Z Bogusiem zakładamy raki i mijamy te zatory ścinając trochę zakosy. Choć raki w zasadzie nie są potrzebne. Pod schroniskiem spotykamy Sylwię. Chciałem dalej iść na Kozi Wierch lub na Szpiglasowy ale, że Sylwia chce przejść przez Szpiglasową Przełęcz do schroniska nad Morskim Okiem to wolę iść z nią. Co tak będę się samemu włóczył po jakiś Kozich Wierchach.. W schronisku jeszcze tylko kupuje piwo i szarlotkę. Siadamy na murku przed schroniskiem bo w środku jest straszny tłok. Ojciec się jeszcze zastanawia czy iść na ten Szpiglas ale w końcu mówi, że nie idzie. Podobno nie chce nam przeszkadzać ale widzę, ze mu się nie chce :) A w schronisku jeszcze jest wiśnióweczka :wink:

Po chwili ruszamy a reszta wycieczki pozostaje w schronisku. Zimowa droga na Szpiglasową Przełęcz jest poprowadzona trochę inaczej niż letnia. Przechodzi się między Wielkim a Przednim Stawem i dalej trawersuje się zbocze Miedzianych aż pod samą przełęcz. Nie jest to najbezpieczniejsza droga. Z Miedzianych często schodzą lawiny. W zeszłym roku grupa turystów podcięła tam śnieżną deskę. W tamtej lawinie zginęła wtedy młoda dziewczyna. Jak siedzieliśmy przy schronisku i potem jak już szliśmy, widzieliśmy jak z Miedzianych zsuwają się małe lawinki. Ale to akurat było trochę z boku, nie tam gdzie szliśmy. Była lawinowa I ale przechodząc po drodze przez kilka lawinisk czuje się trochę niepewnie. W końcu podchodzimy pod samą przełęcz. Pozostało podejście prosto w górę w często zapadającym się śniegu. Parę razy wpadam dość głęboko. Sama końcówka jest łatwa, łańcuchy nawet miejscami wystają z pod śniegu. Z przełęczy jak zwykle niezły widok na Orlą Perć czy w drugą stronę na Mięguszowiecki. Podchodzimy jeszcze ten kawałek na Szpiglasowy Wierch. Chwila na szczycie i schodzimy. Sama ta krótka droga do przełęczy też nie jest zbyt miła bo miejscami oblodzona. Za samą przełęczą wpadam jedna nogą w jakąś dziurę, przechyla mnie i przewracam się w śnieg. Latem zejście Ceprostradą jest łatwe. Teraz jest stromo więc trzeba bardzo uważać aby nie pojechać. Omijamy kilka miejsc po skałkach i trawie. W pewnym momencie widzimy ślad po zjeździe. Nie było to najlepsze miejsce na dupozjazd. Na dole chyba trochę podcięte i wystawały gdzie niegdzie skały. Potem się Sylwia dowiedziała, że w tym miejscu pojechała jakaś dziewczyna. Raki jej się zaczepiły o jakieś paski i zrobiła sobie sporą krzywdę. Po jakimś czasie zejście jest już mniej strome. Jeszcze przez chwile idziemy po śniegu by w końcu dojść do znakowanego szlaku. Po dojściu do schroniska okazało się, że tłumy zniknęły. Ludzi prawie nie było. Na chwile jeszcze wchodzę z Sylwią do starego schroniska żeby zobaczyć jak tam wygląda. Sylwia tam nocowała więc się żegnamy, a mi zostaje jeszcze 9 km tego pieprzonego asfaltu. Po drodze jak tylko złapałem zasięg melduję, że żyję. Prawda Wiolu ? :)


Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Kolejka po bilety do parku. Weekendowi turyści :) Widok ze Szpiglasowego Wierchu

Obrazek Obrazek
Staw Staszica. Wrota Chałubińskiego


1 maja – poniedziałek
Idziemy do Murowańca bez sprecyzowanych planów na to co potem. Dla odmiany tym razem przez Jaworzynkę. Pogoda jest nieciekawa. Zaczyna padać deszcz. Przy podejściu na Przełęcz między Kopami troszeczkę sobie przyśpieszam aby sprawdzić jak u mnie z kondycją. I chyba nie najgorzej :wink: W Murowańcu wypijam herbatę, zjadam szarlotkę i czekam aż dojdzie reszta wycieczki. Murowaniec jest strasznie zatłoczony, ale znajdujemy jakiś większy stolik gdzie możemy pomieścić się wszyscy. Małe śniadanko i decydujemy się na wyjście na Skrajny Granat. Zbyt wielu chętnych na ten przemiły spacerek w deszczu i śniegu niestety nie ma. Nawet Ojciec sobie odpuszcza. Czyżby był zmęczony wydarzeniami dnia poprzedniego? Ostatecznie idę ja, Gofer, Robert i „Czarny Koń” naszego zespołu – Nordland. :)

Wychodzimy z Murowańca i znowu zaczyna padać deszcz. Po drodze do Czarnego Stawu pytam jeszcze Toprowca jak jest z podejściem na Granaty i otrzymuje odpowiedź „Że na dwoje babka wróżyła”. Cóż, najwyżej zawrócimy. Teraz zaczyna już padać śnieg. Przy Czarnym Stawie skręcamy w kierunku Granatu. Nordland nadal idzie z nami. Wydawało mi się, że ma dojść tylko do stawu albo wejść na Karb. Ale cóż to wolny kraj. Dochodzimy do rozwidlenia szlaków i skręcamy w kierunku Skrajnego. Podejście jest po śniegu lub czasami po szlakowej, kamiennej ścieżce. Trzeba uważać którędy się idzie bo można się zapaść w śniegu lub co gorsza wpaść w jakąś skalną szczelinę. Najbardziej zdradliwe jest wokół skał, ponieważ tam śnieg bywa wytopiony i można wpaść. No i w jednym takim miejscu Gofer się zapada. Najgorsze jest to, że noga wpadła mu między ukryte pod śniegiem skały. Wydobywa się stamtąd i mówi „ Skręciłem nogę” No i du..a. Będzie trzeba zawrócić. Mówię mu „Poczekajmy chwilę. Jak nie przestanie bolec to zawracamy a jak przestanie to znaczy, że wszystko OK”. Po chwili Gofer mówi „Idziemy dalej” więc wszystko OK. Przechodzimy przez pierwszy lawiniasty żleb, Nordland się zatrzymuje i coś chce powiedzieć. To mówię mu żeby się w takich miejscach nie zatrzymywał. Idziemy dalej i dochodzimy do żlebu którym pójdziemy już w górę do samej Pańszczyckiej Przełączki Wyżniej pod Skrajnym Granatem. W tym miejscu Nordland zadaje nam trudne pytanie :
- Czy ktoś z lękiem wysokości może iść dalej? :) A my
- Co??? Masz lęk wysokości. Czemu nie powiedziałeś tego na dole?
Rozłożył nas zupełnie. Pytamy się czy to paraliżujący lęk a on mówi, że tak. Że musi wtedy usiąść. To mu mówimy żeby zszedł lepiej na dół. A Młody na to:
- To dajcie mi się jeszcze napić i idę - A ja na to
- Co???. Schodzisz do schroniska i chcesz nas jeszcze opijać z resztek wody?
W końcu Młody zaczął schodzić do schroniska. Jak dojdzie miał jeszcze dać sygnał, że wszystko OK. W tym momencie dochodzą do nas dwaj Taternicy. Od razu widać, że bardziej doświadczeni od nas. Zakładają raki i wyciągają czekany. Ja też się charakteryzuję. Raki na nogi, w jedną rękę kijek w drugą czekan. Dalej w górę idziemy razem. Oni chcą ze Skrajnego jeszcze pójść dalej Granatami.
Podejście żlebem z początku nie jest zbyt strome. Śnieg jest miejscami zmrożony choć przeważnie się zapada. Ale stopnie robione w śniegu raczej trzymają. Do zrobienia jest jakieś 300 m różnicy poziomów. O dziwo łatwiej idzie mi się żlebami w górę niż biega po Boczaniach czy Jaworzynkach. Tu idzie się tak jak po schodach, prosto do góry.
Po pewnym czasie robi się już bardziej stromo a śnieg zaczyna mocniej padać. Jest też dość silny wiatr. Sama końcówka jest już naprawdę stroma. Ale wchodzimy w końcu na przełęcz. Dookoła niewiele widać. Wszystko jest w chmurach i śniegu. Do szczytu Skrajnego pozostało nie wiele, ok. 50 m różnicy poziomów. Ale aby tam wejść trzeba się wspiąć kilkanaście metrów po skałach lub obejść je po stromym i wyglądającym niezbyt bezpiecznie śnieżnym zboczu. Jak stamtąd ktoś zjedzie to prosto w żleb i dalej w dół. Taternicy którzy byli z nami idą śniegiem a nam zostaje do pokonania ta droga przez skały. Nie jest łatwo. Skały są oblodzone a chwytów mało. W tym miejscu można spaść tylko kilka metrów na przełęcz. Gofer i Robert przechodzą ten fragment. Ja czasem przy pomocy czekana, który klinuje w jakiś szczelinach skalnych też przechodzę. Teraz pozostaje tylko do przejścia mała skalna, nachylona płyta i dalej już będzie w miarę łatwo bo w większości po śniegu. Wieje silny wiatr i śnieg już pada poziomo. Nie wiem jak przeszli to Gofer i Robert bo byłem wtedy jeszcze trochę niżej, ale wygląda na to, że trzeba poprostu po tej płycie przejść. Stawiam na nią but i jadę. Szukam na skale jakiś chwytów i nie znajduję. Obejść bokiem nie mogę bo jest lód. Z drugiej strony też oblodzona skała bez jakiś wygodnych chwytów. Jedyny sposób to przejść po tej płycie i liczyć na to, że nie pojadę. Patrzę w dół. Tu już nie ma tylko kilku metrów. Jak spadnę to prosto w żleb i dalej jak się gdzieś nie zatrzymam to kilkaset metrów zjadę w dół. Zaryzykuje, przejdę po płycie to dalej na szczyt jest już w miarę łatwo. A potem będziemy się martwić jak tędy zejść. Na decyzje potrzebowałem tylko chwilę. Pieprze to. Nie mam ochoty się tu zabić. Wejdę sobie na Skrajny innym razem. Z asekuracją pewnie bym to przeszedł. A tak ryzyko jest za duże. Schodzę na przełęcz. Ale zejście jest znacznie trudniejsze niż wejście. Sporo muszę kombinować aby jakoś bezpiecznie zejść. Mało dobrych chwytów i ślisko. Nie mam wyjścia. Tępię czekan wbijając go w jakieś skalne szczeliny i przy jego pomocy i przy pomocy jakiś mało pewnych chwytów w końcu opuszczam się na przełęcz. Staje pod skałą i przygotowuję się na zejście zakładając raki. Nagle słyszę jakiś dziwny odgłos i po chwili trzy, cztery metry obok mnie przelatuje sporej wielkości skała, która wpada w żleb i toczy się nim w dół. W tym momencie ja i Gofer mieliśmy sporo szczęścia. Ja, że nie stałem akurat w tym miejscu a on, że nie poleciał razem z tą skałą. Krzyczę do góry „Q... nie strącajcie kamieni”. Po chwili Robert i Gofer schodzą na przełęcz. Taternicy, którzy mieli iść dalej na Granaty zrezygnowali i też zawrócili. Teraz czekało nas zejście na dół. Ten końcowy odcinek podejścia był na tyle stromy, że trzeba schodzić twarzą do śniegu. Dalej jest mniej stromo więc idziemy już normalnie. W końcu wychodzimy ze żlebu. Dziwnie idzie się w rakach po skale. Taternicy, którzy szli z nami robią dupozjazd do Czarnego Stawu następnym żlebem. Ja zdejmuje raki i też jedziemy w dół ich śladem.
Dalej omijamy Murowaniec, wchodzimy na przełęcz i przez Boczań schodzimy do Kuźnic. Schodzimy cali i zdrowi.
Było ciekawie, ale też i w paru momentach ryzykownie i niebezpiecznie. Nawet bardzo niebezpiecznie. To wszystko i tak kwestia szczescia.


Obrazek Obrazek Obrazek
W Murowańcu. Młody - jeszcze bez lęku wysokości. Podejście żlebem

Obrazek Obrazek Obrazek
Skały pod szczytem. Już na dole.


2 maja – wtorek
Mała wycieczka na Giewont. Strasznie się męczę na podejściu do Kalatówek (gdzie jemy z Bogusiem śniadanko) i dalej na Hale Kondratową. Takie prawie płaskie odcinki mnie męczą w żlebem w gorę mogę iść bez problemów. Trochę to dziwne. W schronisku na Kondratowej zatrzymujemy się na chwilę by po chwili ruszyć w stronę Kondrackiej Przełęczy. Wszystko dookoła jest jeszcze w śniegu. Z prawej strony, chyba Końskim Żlebem niektórzy wchodzą w stronę Giewontu choć jest to tor lawin i widać tam już jakieś ślady lawinek błotnych. My idziemy dalej prosto. Podejście jest łatwe. Przydają się tylko kijki. Ścinamy z Ojcem jakiś zakos idąc po śniegu prosto w górę. Ale śnieg jest już taki, że często można się zapadać. W końcu wchodzimy na przełęcz gdzie znowu spotykamy Sylwię. Polskie Tatry są chyba za małe. :) Teraz zostało już tylko podejście na sam Giewont. Jest jeszcze trochę śniegu, ale większość szlaku jest już odkryta choć miejscami oblodzona. Na końcu jeszcze trochę łańcuchów i jesteśmy na szczycie. Jestem pierwszy raz na Giewoncie. Teraz dopiero mogę powiedzieć, że naprawdę chodzę po Tatrach :wink: W końcu Giewont u moich stóp. Musze zapamiętać tą datę :) Chwila na szczycie i schodzimy. Zejście łatwe ale trzeba uważać bo miejscami oblodzone. Na przełęczy decydujemy, że zjedziemy w dół na tyłkach. Kawałek schodzimy, aby dojść do miejsca skąd dobrze się zjeżdża. Przed nami jadą jeszcze w dół zakonnicy w sutannach :) Ciekawy to widok. Potem jedzie Robert a ja z nim. Następnie Ojciec, Bartek i Daria. No i gdzieś w tym miejscu Bartek niestety gubi portfel. Idziemy dalej do schroniska. Tu już mnóstwo ludzi. Kupujemy piwo i dowiadujemy się od Darii, że Bartek zgubił portfel i poszedł go szukać. My z Bogusiem jesteśmy umówieni w Zakopanem, więc musimy się już zbierać. W drodze powrotnej do Kuźnic zmoczył nas jeszcze deszcz z gradem.
Ale Giewont zaliczony. :)


Obrazek Obrazek Obrazek
Przełęcz Kondracka. Z przełeczy na Kominiarski i Kopę Kondracką

Obrazek Obrazek
Na Giewoncie i widok na Tatry Wysokie

3 maja – środa
Skałki na Słowacji
Pogoda rano jest słoneczna. Po przekroczeniu granicy jeszcze małe zakupy i jedziemy w stronę Zuberca na skałki u wylotu Suchej Doliny. Po drodze mijamy baseny termalne a już przed samymi skałkami mijamy obory gdzie hodowane są krowy - bardzo przykry widok, zwierzęta zaniedbane, leżący na podjeździe martwy cielak.. Widok szokujący.
Kawałek dalej są skałki, na których mamy ćwiczyć. Zakładamy uprzęże. Maciek zakłada linę do asekuracji. Droga na której mamy ćwiczyć ma 10 m i skale trudności II + z elementami III. W zasadzie ćwiczymy podstawy. Robimy kilka, a właściwie kilkanaście razy tą drogę różnymi wariantami. Ćwiczymy opuszczanie w dół a potem zjazdy z ósemki. Ćwiczymy też asekurację z wędki na ósemce i kubku oraz utrzymywanie odpadnięcia. Bardzo mi się to wszystko podobało. Mieliśmy jeszcze później spróbować drogi IV ale pogoda się popsuła, kropiło i nie mieliśmy już za dużo czasu więc zostawiliśmy to na kiedy indziej. Początek tej drogi jest najtrudniejszy bo lekko odchylony, ale przymierzając się do tego prawie przeszedłem ten początek więc może bym zrobił tą całą drogę. Za jakiś czas się przekonam.
Skałki bardzo mi się podobały. To co ćwiczyliśmy robiliśmy pod kątem chodzenia po niektórych tatrzańskich drogach więc na pewno się przyda.
I chyba już wiem, że to mi się spodoba :)


Obrazek Obrazek Obrazek
My na skałkach :)

Obrazek Obrazek
To chyba też ja. Na środku, tak z lewej zaczyna się ta droga IV

-------------------------------------
Tatry


Ostatnio edytowano Pn maja 08, 2006 5:41 pm przez tomek.l, łącznie edytowano 6 razy

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N maja 07, 2006 8:46 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt cze 14, 2005 4:40 pm
Posty: 6849
Lokalizacja: WOŁOMIN
Tomq jak dla mnie BOMBA!!! :shock: 8) :twisted:
Fajnie było przeżyć to jeszcze raz... 8)

Pozdrawiam!
Bartek :D

_________________
Wchodzi Kaczyński do sklepu a tam wszędzie WINA TUSKA :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N maja 07, 2006 10:01 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N lis 06, 2005 1:56 pm
Posty: 1388
Lokalizacja: Warszawa
Wszystko pięknie Tomku ale dwa szczegóły mi sie tu niezgadzają . Pozatym to mało fotek jest :cry: Relacja wyśmienita ale nie oddaje całej dramaturgii jaka towarzyszyła nam przy podejściu na Granaty .

_________________
http://www.jokerteem.fora.pl/

http://pl.youtube.com/watch?v=P6-fvNX_lFo


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N maja 07, 2006 10:13 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 13, 2005 2:03 pm
Posty: 9159
Lokalizacja: Poznań
Jakie szczegóły? Jaka dramaturgia?
Zdjęć więcej nie ma. Bo nie było ani pogody ani czasu. :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 7:45 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr sie 03, 2005 1:09 pm
Posty: 21722
tomek.l napisał(a):
Podobno nie chce nam przeszkadzać ale widzę, ze mu się nie chce A w schronisku jeszcze jest wiśnióweczka


Muszę sprostować. Biskup został w celu udzielenia nam pokuty. Co widać w innym topicu :lol: . A wiśnióweczka służyła tylko do nawilżenia gardła. Przed mową 8)

_________________
"Stary jestem, mam sklerozę, czas umierać" 09.IX.2006 - rozstaj dróg w Dolince za Mnichem

"Stałem się nowym użytkownikiem ale ten nowy też musi posta napisać"


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 8:12 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Wt lip 05, 2005 3:50 pm
Posty: 748
Zgiąłeś kijek? Tak po prostu usiadłeś dupą na pięknej Kohli i dup?!? Normalnie pała z kontroli lotu :mrgreen:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 8:18 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 9:18 am
Posty: 3112
Lokalizacja: z Manczy
tomtom napisał(a):
Zgiąłeś kijek? Tak po prostu usiadłeś dupą na pięknej Kohli i dup?!? Normalnie pała z kontroli lotu :mrgreen:


Jeszcze gorzej.
Tomek nie wie jak TO się stało.
To nie jest piękna Kohla tylko " gówno" :wink:

_________________
"Posekaj, posekaj"


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 8:21 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Wt lip 05, 2005 3:50 pm
Posty: 748
no przecie pisze, ze sie poslizgnal na placie lodu - wg Jagielly to jedna z czestszych przyczyn wypadkow smiertelnych lub ciezkich obrazen w Tatrach, tak dla ludzi jak i sprzetu ;)
ale zeby od razu "gówno"? bylo schudnac, wygiecie byloby mniejsze :rofl_an:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 8:25 am 
Czyta się to naprawdę kapitalnie :bowdown: Zwłaszcza ze Skrajnym to jednak piękna walka musiała być. 8) Super relacyjka :wink:


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 8:30 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 9:18 am
Posty: 3112
Lokalizacja: z Manczy
[quote="tomtom"]
no przecie pisze, ze sie poslizgnal na placie lodu

Jak doszedł to nie wiedział jak TO się stało. Potem obrał linię obrony :wink: . Dzięki Bogu trzyma się jej.
A mówiłem uwaga na alkohol. Nie smaruje się kijków alkoholem :wink: .

_________________
"Posekaj, posekaj"


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 10:25 am 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 04, 2005 2:35 pm
Posty: 262
Lokalizacja: Aleksandrów Łódzki
tomek.l napisał(a):
Po drodze jak tylko złapałem zasięg melduję, że żyję. Prawda Wiolu ? :)


Prawda- tylko trochę mi było głupio tak Cię okłamywać ,ale inaczej niespodzianka by się nie udała 8) :D więc musisz wybaczyć :)

_________________
Góry, jak jeden żywioł, uczą rozsądku ale i rozsądku wymagają!


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 10:58 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 13, 2005 2:03 pm
Posty: 9159
Lokalizacja: Poznań
tomtom tak Kohla się zgięła, nie pamiętam nawet aby się gdzieś kijek zablokował.
Poprostu się zagadałem i wlazłem na lód :) Bartek może potwierdzić.
Wiolu dawno juz wybaczyłem :) Inaczej nie było by niespodzianki
Kuria jaki alkohol? :wink:
Robert18 już pisze jakiś dramat o tym wejściu na Skrajny więc dramaturgia będzie pewnie większa :wink:
Musze tylko znaleźć wydawcę :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 12:02 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt cze 14, 2005 4:40 pm
Posty: 6849
Lokalizacja: WOŁOMIN
tomek.l napisał(a):
Bartek może potwierdzić.


Potwerdzam, Tomek szedł i nagle fruuuuu... Wsaje a koniec kija wygięty... :?

Pozdrawiam!
Bartek :D

_________________
Wchodzi Kaczyński do sklepu a tam wszędzie WINA TUSKA :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 12:45 pm 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 08, 2005 8:18 am
Posty: 670
Fajnie napisane - jakbym tam był :D . Gofer polazł dalej ?? To normalne , bo gdzie diabeł nie może............ [ coś w tym Kamil jest , nieprawda ?? ]

_________________
No matter where , but up !!!


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 3:02 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N lis 06, 2005 1:56 pm
Posty: 1388
Lokalizacja: Warszawa
tomek.l napisał(a):
Robert18 już pisze jakiś dramat o tym wejściu na Skrajny więc dramaturgia będzie pewnie większa :wink:
Musze tylko znaleźć wydawcę :)


Już nie mogę sie doczekać o wydawcy pogadaj z ojcem on napewno kogos ci podeśle :D

_________________
http://www.jokerteem.fora.pl/

http://pl.youtube.com/watch?v=P6-fvNX_lFo


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 3:06 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pn wrz 19, 2005 9:17 am
Posty: 1076
Lokalizacja: Gdańsk
Super relacja, napisana tak dobrze , że nawet tych fotek tak bardzo nie brakuje. Co do Granatów to faktycznie było kolorowo i poraz kolejny się przekonałem , że albo mam za niskie buty albo poprostu zawsze znajde jakieś fajne miejsce by sobie urozmaicić wejście (jakby wrażeń było mało). Tym razem było okej - noga zabolała mnie poprostu w efekcie starych skreceń (bo nigdy nie było czasu by to do konca wyleczyć). Ale pamiętam jak było na Babiej Górze wtedy nie miałem tęgiej miny i gdyby nie tabletki Stana było by mało ciekawie. Samo podejście na Granaty było momentami całkiem zabawne a najlepsze kawały opowiadał Nordland :wink: Wesoło przestało być na przełęczy a konkretnie na lotniczych płytach. Pamietam do teraz minę Robka kiedy dochodził do mnie na szczyt. Jego mina była bardzo sugestywna a oczy jakoś dziwnie duże, nie mówił za dużo. Zamruczał tylko: " Jakoś nie lubię szczytów , bo 80 % wypadków zdarza się przy schodzeniu" :roll: . Pomyslałem sobie: "Gdzieś to już słyszałem , tyle tylko , że teraz akurat chciałem by ktoś mnie pocieszył" :twisted:

Chciałem podziękować TOMKOWI bo bez Niego pewnie w ogóle byśmy nie wyszli z Murowańca

_________________
POZDRAWIAM !

-Gofer-


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 3:08 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pn wrz 19, 2005 9:17 am
Posty: 1076
Lokalizacja: Gdańsk
tomtom napisał(a):
Zgiąłeś kijek? Tak po prostu usiadłeś dupą na pięknej Kohli i dup?!? Normalnie pała z kontroli lotu :mrgreen:


Gdybyś Ty widział mój kijek , co z Niego zostało po tyłkozjeździe z Granatu :roll: 8) :twisted:

... Juz się chyba nigdy nie złoży a nawet w jedną całość nie połączy :P

_________________
POZDRAWIAM !

-Gofer-


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 3:14 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pn wrz 19, 2005 9:17 am
Posty: 1076
Lokalizacja: Gdańsk
Pylo napisał(a):
Fajnie napisane - jakbym tam był :D . Gofer polazł dalej ?? To normalne , bo gdzie diabeł nie może............ [ coś w tym Kamil jest , nieprawda ?? ]


To pytanie to prawie jak psychoanaliza, nie mnie oceniać jednak czy trafiona :P

_________________
POZDRAWIAM !

-Gofer-


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 3:34 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): N paź 23, 2005 9:18 pm
Posty: 2000
No no relacyjka super 8)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 5:25 pm 
Swój

Dołączył(a): Pt maja 05, 2006 8:33 am
Posty: 77
Świetna relacja i ambitne wycieczki, bardzo fajnie się czyta.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 5:25 pm 
Nowy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N maja 07, 2006 12:54 pm
Posty: 1
Lokalizacja: Kraków
Witam wszystkich forumowiczów!
Relacja bardzo mi się podoba, swymi zdjęciami utwierdziłeś mnie Tomku w przekonaniu, że to Ciebie wraz z kompanami widziałem w Murowańcu w poniedziałek. Wcześniej po avatarze nie byłem do końca pewien :P
Cieszę się, że trafiłem na to forum. Myślę, że się dużo od Was wszystkich jeszcze nauczę.
Pozdrawiam,
Łukasz.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 5:37 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N mar 13, 2005 4:25 pm
Posty: 9935
Lokalizacja: niedaleko Wąchocka
Tomek napisał(a):
Nie mam ochoty się tu zabić. Wejdę sobie na Skrajny innym razem. Z asekuracją pewnie bym to przeszedł. A tak ryzyko jest za duże.
No i bardzo dobrze, szkoda by Cię było. Teraz pękusie już wiedzą, dlaczego do Terinki Jarek wziął linę - właśnie na wypadek czegoś takiego, żebo można było w razie czego przyasekurować w trudniejszym miejscu. Tylko tam nie było trudniejszych miejsc :D .

_________________
Pamiętasz co obiecywała?


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 5:42 pm 
Widze ze w Murowancu byli z grupa Olka i Robert. Dlaczego ani slowa o nich?
Jestem przypadkowo za granica


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 5:54 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 13, 2005 2:03 pm
Posty: 9159
Lokalizacja: Poznań
piomic szukałem tam obejścia ale nie znalazłem. To był krótki fragment ale niebezpieczny. Może jakbym dłużej pokombinował to bym coś znalazł. Ale miałem jeszcze w głowię myśl, że trzeba będzie potem tamtędy wrócić. Tak więc odpuściłem.
Na przełęczy pomyślałem jeszcze o ominięciu tego śniegiem jak ci Taternicy ale zobaczyłem to strome zbocze na dole jeszcze podcięte i zrezygnowałem.
Z asekuracją to by było co innego.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 5:57 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N mar 13, 2005 4:25 pm
Posty: 9935
Lokalizacja: niedaleko Wąchocka
No właaaśnie...

_________________
Pamiętasz co obiecywała?


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 6:18 pm 
Stracony

Dołączył(a): Pt lis 04, 2005 7:38 pm
Posty: 4278
Lokalizacja: Buk
Alez ja Wam wszystkim zazdroszczę tych tras i w ogóle całego górskiego klimatu.Tak sobie czasami mysle, czy będzie mi kiedys dane tak sobie w śniegowej aurze gdzieś wyzej wleźć :lol:

_________________
Jak mówię,że wybaczam to nie znaczy,że zapomnę.

http://chomikuj.pl/hania.ratmed
http://7000.pl/index.php?page=wyprawy&o ... p=himalaje


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 7:33 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pn wrz 19, 2005 9:17 am
Posty: 1076
Lokalizacja: Gdańsk
tomek.l napisał(a):
piomic Ale miałem jeszcze w głowię myśl, że trzeba będzie potem tamtędy wrócić


I fakt schodzenie było jeszcze gorsze niż schodzenie. W pewnym momencie w ogóle zgupiałem bo czego nie dotkłem zle trzymało. W koncu przeszedłem to górą omijając w ogóle płyte, po tym jak spuściłem głaz leżący obok niej. Nie żałuje jednak niczego , mimo , że wiem , że do najodpowiedzialniejszych zagrań to nie należało

_________________
POZDRAWIAM !

-Gofer-


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn maja 08, 2006 7:33 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pn wrz 19, 2005 9:17 am
Posty: 1076
Lokalizacja: Gdańsk
Hania ratmed napisał(a):
Alez ja Wam wszystkim zazdroszczę tych tras i w ogóle całego górskiego klimatu.Tak sobie czasami mysle, czy będzie mi kiedys dane tak sobie w śniegowej aurze gdzieś wyzej wleźć :lol:


Haniu poczekaj tylko do zlotu zimowego :wink: :)

_________________
POZDRAWIAM !

-Gofer-


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt maja 09, 2006 5:29 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 13, 2005 2:03 pm
Posty: 9159
Lokalizacja: Poznań
Gofer i Robert, wy lepiej napiszcie jak wyglądał ten końcowy odcinek na szczyt.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr maja 10, 2006 2:49 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pn wrz 19, 2005 9:17 am
Posty: 1076
Lokalizacja: Gdańsk
No więc najtrudniejszym odcienkiem był ten który już opisałeś. To znaczy , mokre sliskie sakły , którymi trzeba było przejść jakieś plus minus 10 m do góry. Pózniej było już dużo łatwiej do szczytu od tego miejsca zostało jakieś 40 m. Snieg był zmrożony i stopnie w nim wykopywało się dośc dobrze , tyle tylko , że wszedzie było bardzo slisko a wizja poslizgnięcia się na dość stromym podejściu była czasem trochę paraliżująca. Ostatnie 10 m to mały spacerek po topniejącym nawisie , który zaprowadził nas na goły od sniegu szczyt. Ze szczytu ledwie widoczny był kolejny granat i można było dostrzec łancuchy prwadzące w stronę Krzyżnego. Widoków powalających wiec nie było .

_________________
POZDRAWIAM !

-Gofer-


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL