Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
portal górski
Regulamin forum


Teraz jest So paź 01, 2022 7:52 pm

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Alpiniada 2022
PostNapisane: So sie 06, 2022 12:09 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 718
Lokalizacja: Chrzanów
I kolejne alpejskie akcje za nami :D
W tym roku byliśmy bardziej elastyczni niż w zeszłym a niewątpliwie ten lipiec w Alpach był wybitnie specyficzny. Warunki zmieniały się z dnia na dzień. Fala upałów zrobiła straszne rzeczy z lodowcami. Mieliśmy spędzić prawie tydzień w masywie Mont Blanc, robiąc tam kilka klasyków a na koniec pocisnąć 3M. Po kolej jednak docierały do nas informacje, że jest coraz gorzej, chociaż Królewski Trawers trzymał się dość długo w dobrym stanie, odpuściliśmy go z uwagi na brak sensownej drogi zejściowej. Po zrobieniu dwóch zaplanowanych szczytów, zamiast jechać do Courmayeur pojechaliśmy do Tasch, by wrócić do nieskończonego zeszłorocznego kolosa i po kilku dniach przenieść się na drugą stronę doliny. Niewątpliwie prym w lipcu wiodły góry "suche", czyli te gdzie nie trzeba przechodzić lodowców i gdzie droga na szczyt prowadzi grania lub filarem, czyli formacją na jakiej trudno zarobić spadającymi kamieniami. Długo czailiśmy się na Dent Blanche, niestety dostanie miejsca w schronisku było niemożliwe. Przez dwa tygodnie słońce wysmażyło nas na wióry, ale była też okazja zwilżyć zwłoki w górskim jeziorze. Skład na tegoroczny wyjazd to trzy osoby z zeszłego roku, plus dziewczyna, co jest nowością. Wszyscy od początku roku borykaliśmy się z kontuzjami, w większym lub mniejszym stopniu udało się je zaleczyć, chęć odkucia się za zeszły rok była jednak na tyle duża, że nikt nie marudził. Razem z Michałem byliśmy najbardziej doświadczonymi misiami na tym wyjeździe, więc siłą rzeczy prowadziliśmy wejścia na trudniejsze szczyty. Małą satysfakcją dla mnie z tego wyjazdu jest to, że poprowadziłem drogi na Dent d'Herens i Dom des Mischabel.

Masyw Ortler-Cevedale.
Cima di Solda 3376m.n p.m.

Obrazek

Monte Cevedale 3769m.n p.m.

Obrazek

Alpy Pennińskie.
Dent d'Herens 4174m.n p.m.

Obrazek

Weisshorn 4505m.n p.m.

Obrazek

Schwarzbergchopf 2868m.n p.m.

Obrazek

Lagginhorn 4010m.n p.m.

Obrazek

Dom de Mischabel 4545m.n p.m.

Obrazek

W miarę możliwości będę ciągnął wątek :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N sie 07, 2022 11:19 am 
Nowy

Dołączył(a): Śr wrz 30, 2020 10:27 am
Posty: 14
Koniecznie musisz opowiedzieć szerzej o wyjeździe bo działo się wiele ;) Zdjęcia będą sztos to pewniaczek a kolejne dni zdradzą więcej dramaturgii ;) Bo nie była to łatwa Alpiniada, wyrównała część rachunków z 2021r, nakreśliła inne podejście do gór. Bardziej elastyczną formę i dała lekcje Alpinizmu i jego problemów w ówczesnych czasach ;) Miłej lektury wszystkim przeglądający, i bądźcie z nami dalej ;)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 08, 2022 9:31 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): N sie 25, 2013 10:23 am
Posty: 1415
Grubo Panowie, nie zwalniacie tempa.
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy, fajnie poczytać takie relacje, kiedy człowiekowi okrutnie dokucza brak spręża.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt wrz 23, 2022 11:53 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 718
Lokalizacja: Chrzanów
Graty spakowane:

Obrazek

Załadowane do samochodu:

Obrazek

Można ruszać w około 12h jazdę w kierunku Południowego Tyrolu. Tegoroczną Alpiniadę 2022, zaczynamy w słonecznej Italii od aklimatyzacji w masywie Ortler-Cevedale wejściem na Cima di Solda i Monte Cevedale. Masyw znamy z zeszłego roku, gdy weszliśmy na najwyższy szczyt masywu, Ortler. Po przestudiowaniu map, wyszło że w tym rejonie jest sporo wysokich trzy tysięczników, stosunkowo łatwo dostępnych i idealnych do aklimatyzacji. Z miejscowości Santa Caterina płatną drogą dojeżdżamy pod schronisko Forni, gdzie na parkingu przeznaczonym dla schroniska Casati robimy rozpierduchę.

Obrazek

Po godzinie jesteśmy zwarci i gotowi by ruszyć w górę.

Obrazek

Opuszczamy parking i doliną Valle Cedec wśród rozgrzanych alpejskich łąk pełnych parzystokopytnych kierujemy się do schroniska Pizzini, upał mocno daje się we znaki, na całej drodze podejściowej próżno szukać cienia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez większość drogi towarzyszy nam widok na piramidę Gran Zebru.

Obrazek

Widok na Pizzo Tresero i Punta S. Matteo.

Obrazek

Pierwsze spojrzenie na lodowiec pod Monte Cevedale.

Obrazek

I bliskie spotkania III stopnia :lol:

Obrazek

Obrazek

Docieramy do schroniska pośredniego Pizzini.

Obrazek

Obrazek



Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po krótkiej przerwie w cieniu schroniskowego tarasu przychodzi zmierzyć się z trudniejszą częścią drogi, która stromo wiedzie na grań do schroniska Gianni Casati.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Krajobraz jest iście marsjański.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po około 3h jesteśmy na grani, przechodzimy na jej drugą stronę i naszym oczom ukazuje się dzisiejszy cel, schronisko Casati.

Obrazek

W schronisku robimy dłuższą przerwę, posilamy się michą makaronu i zupą chmielową, po czym postanawiamy to spalić wchodząc na pierwszą górkę tego wyjazdu, łatwo dostępną ze schroniska Cima di Solda.

Obrazek

Obrazek

Widok na jutrzejszy cel, trzy wierzchołki Monte Cevedale i lodowiec prowadzący na szczyt, nie wygląda zbyt ładnie.

Obrazek

Gran Zebru i Ortler, najwyższe szczyty masywu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dolina Cedec, którą podchodziliśmy.

Obrazek

Grupowe.

Obrazek

Solo.

Obrazek

Ciekawy krzyż, wykonany na podstawie lemiesza armaty z pierwszej wojny światowej.

Obrazek

Pogoda jest świetna, siedzimy zatem i łapiemy wysokość, chociaż 3376m. n p.m. daje o sobie znać i głowa zaczyna nudzić, schodzimy zatem do schroniska by uskutecznić praktykowany i wielce skuteczny płynny sposób na chorobę wysokościową o nazwie wino :lol:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So wrz 24, 2022 10:35 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 718
Lokalizacja: Chrzanów
Siedząc przy winku, Michał z Magdą planują przejść lodowiec i wejść na skalną wyspę o nazwie Cima Tri Canoni, jest to miejsce, gdzie podczas IWŚ włoscy Alpini wtargali trzy armaty, z których ostrzeliwali pozycje austriackie.

Obrazek

W schronisku jest kącik pamięci poświęcony historii tego miejsca i wydarzeń jakie miały tu miejsce.

Obrazek

W tym roku lodowiec był tak wytopiony, że bez problemu można było znaleźć artefakty z tamtych czasów, metry drutu kolczastego, zapalniki do pocisków armatnich i magazynki z pociskami do karabinów. Przez dzień przewijało się sporo grup, które ewidentnie przyszły tu w celu poszukiwania tego typu gadżetów. Michał z Magdą wyszli na lodowiec, ja poszedłem w kimę, nieprzespana noc, ponad 3h trekkingu i wysokość dają o sobie znać, odpowiednio długa drzemka złagodzi te niedogodności. Po powrocie Magdy i Michała robimy kolejne wino i idziemy w kimę, przed trzecią pobudka. Startujemy koło czwartej w kierunku Cevedale, jesteśmy jedynym zespołem. Schodzimy na lodowiec, który jest twardy, nie ma śniegu, który przez dzień zamieni się w breję, mamy szczery lód, w który nawet raki trudno wbić. Pierwsze dwie części lodowca są mocno poprzecinane szczelinami, przy drugim spiętrzeniu lodowca troszkę lawirujemy wśród szczelin, Michał poszedł mocno we wschodnią część lodowca, podczas gdy droga wejściowa normalnie wiedzie jego zachodnią częścią. Jako, że idę ostatni najłatwiej przejąć mi prowadzenie, zawracam ekipę nad próg lodowca, gdzie najłatwiej było pokonać szczeliny i prawą stroną lodowca wzdłuż kolejnych szczelin kierujemy się w górę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest mrocznie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chmury w dolinach robią klimacik.

Obrazek

Obrazek

Do szczytu już niedaleko.

Obrazek

Łapiemy wschód słońca.

Obrazek

Obrazek

Na wysokości powyżej 3400m lodowiec już jest przykryty śniegiem i widoczną ścieżką podchodzimy pod robiącą wrażenie szczelinę brzeżną.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przekroczenie jej nie nastręcza problemów.

Obrazek

Obrazek

Tuż przed granią szczytową jest mocno twardy śnieg i miejscami lód, więc ostre raki są wskazane. Przed wejściem w kopułę szczytową mamy jeszcze jedną szczelinę do przejścia.

Obrazek

Obrazek

Krótkim fragmentem grani wzdłuż robiącej jeszcze większe wrażenie szczeliny docieramy na szczyt. Szczelina powstała w skutek odklejenia się lodowca od skały i dość znacznego zsunięcia, teren jest stromy, więc tylko czekać jak cały ten lodowiec zjedzie w dół. Koło siódmej jako jedyny zespół tego dnia stajemy na szczycie. Sesjona start.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Warun świetny, sporo siedzimy na szczycie, super widoki w każdym kierunku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostatni rzut oka na pusty wierzchołek i ruszamy do zejścia, idzie sprawnie, przy zejściu z grani w ścianę robi się czujnie bo jest naprawdę twardo, przy potknięciu nie widzę szans na wyhamowanie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znów przechodzimy szczelinę, w dół troszkę trudniej, ale ściana jest w cieniu, więc można się dość pewnie poruszać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostatni rzut oka na szczyt.

Obrazek

Na zejściu problem robi tylko ściana lodu na progu lodowca, jest stromo i mocno trzeba popracować rakami by zejść te kilka metrów na poziomy fragment lodowca. Magda robi zjazd, reszta schodzi, ale beton jest straszny, zejście tylko na przednich zębach raków. Koło dziesiątej jesteśmy z powrotem w schronisku. Zmieniamy odzież, bo grzeje strasznie, wsuwamy po konserwie i jako, że południe blisko wypijam ( w końcu ) włoskie cappuccino :D

Obrazek

Powoli zwijamy obóz na tarasie schroniska.

Obrazek

Obrazek

I mozolnie w skwarze schodzimy na dno doliny.

Obrazek

Pakujemy się i przejeżdżamy do doliny Valpalline, w Alpach Pennińskich. Droga prowadzi znów przez serce masywu, tym razem przejeżdżamy poniżej Passo dello Stelvio, ale otoczenie pomimo, że surowe robi wrażenie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po kilku godzinach jazdy przekraczamy bramę doliny Aosta, odbijamy w dolinę Valpalline, gdzie w miejscowości Bionaz znajdujemy świetny camp Lac Lexert, na którym rozbijamy bazę na najbliższą noc.

Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So paź 01, 2022 9:10 am 
Nowy

Dołączył(a): Śr wrz 30, 2020 10:27 am
Posty: 14
Wydaje mi się, że to była jedna z naszych ładniejszych aklimatyzacji ;) Fajnie to wyszło. Mamy chyba ten swój styl wyjazdowy :P


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Polityka prywatności i ciasteczka
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL