Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
portal górski
Regulamin forum


Teraz jest Wt lis 28, 2023 9:06 pm

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: Cz lip 20, 2023 7:00 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 843
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
Pomysł na wyjazd do Alpago zrodził się z okoliczności, które spowodował termin naszego urlopu. Początek czerwca wiązał się z dużą ilością śniegu w wyższych górskich partiach a my nastawialiśmy się zdecydowanie na letnie trasy. Szukaliśmy więc niższych gór, najlepiej położonych jak najbardziej na południu Alp, gdzie słońce dociera wcześniej i robi swoją robotę. Do tego w styczniu znaleźliśmy niezły apartament w Farra D'Alpago, który na bookingu chwalił się możliwością wystawienia faktury, na której zależało nam najbardziej, bo w pracy miałem po urlopie dostać zwrot za wczasy pod gruszą. Włosi, jak to Włosi - faktury nie wystawili, bo niby jak mieli ją wystawić skoro nie byli płatnikami Vat. Planów jednak nie zmieniliśmy, choć trochę kasy nas to kosztowało...
Tydzień wcześniej spadł spory opad śniegu w całych Alpach, również w Dolomitach i z niepokojem obserwowaliśmy rozwój wydarzeń a właściwie proces topnienia śniegu. Napiszę krótko, że poszło mu całkiem dobrze.
Na urlopie nie mieliśmy żadnych problemów ze śniegiem, raki zabraliśmy w zasadzie tylko na jedną wycieczkę i nawet ich nie użyliśmy. Pogoda dobrze się zgrała, dwa dni z całkowitym zachmurzeniem spędziliśmy na plażach w Bibione, jeden na leżeniu plackiem w wyrze, a wszystkie pozostałe na mniejszych bądź większych górskich wycieczkach. A czasu było sporo, bo aż 16 dni.
Burze w regionie były praktycznie codziennie - małe i duże, słabe i ostre, ale mieliśmy na nie radę w postaci wczesnych startów no i wybieraliśmy wycieczki nie aż tak wyrypiaste żeby dać radę zejść do doliny o odpowiedniej porze.
To tyle tytułem wstępu i jak to mówią w tv rządowej - jedziemy!
Jedziemy i jedziemy i tak w piątek 3 czerwca docieramy w Salzkammergut. Jest taka niewysoka (1502 m npm) górka w okolicy Wolfgangsee a nazywa się Sparber. Parking umiejscowiony u jej podnóża przy Kleefeld Gasthaus jest płatny i drogi (9 euro), płatność zaś jest możliwa jedynie kartą.
Podejście lasem jest strome a na kopułę szczytową tej samodzielnej turni wyprowadzają jeszcze bardziej strome drabiny (A), które trzeba pokonać również w dół.
Ze szczytu ładne widoki, szerszy plan zasłania masyw Rinnkogla, na zachodzie majaczą ośnieżone wapienne formacje pasma Tennengebirge, zaś na północy wzrok przyciąga Schafberg i jezioro Wolfgangsee. Głównego grzbietu Dachsteinu niestety nie dojrzymy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na górze spędziliśmy sami dobrą godzinkę, ale w drodze powrotnej mijaliśmy już całkiem liczne grupy podchodzących turystów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Kleefeld

Po wycieczce trzeba było pokonać kolejne setki kilometrów autostrady (odcinek Flachau-Villach w permanentnym korku) aby w godzinach popołudniowych zameldować się u naszych gospodarzy w Farra D'Alpago.

06.06
Po minięciu Belluno kręta i wąska droga przez Barp doprowadziła nas na niewielki (taki na 4-5 aut) parking położony na wysokości ok. 900 m npm.
Prognozy na ten dzień były huraoptymistyczne - miało być ciepło i słonecznie. Niestety tego dnia chmury były wszędzie - na dole i u góry, do tego co pewien czas zraszał nas padający deszczyk.
Byliśmy słabo przygotowani do trasy (nieznakowanej na mapach) i od razu zbłądziliśmy, wybierając pierwsze lepsze podejście w górę na przełęcz Costa Corta. Stamtąd w gęstej mgle trzeba było dodatkowo przejść grań San Giorgio. W końcu doszliśmy do kapliczki o tej samej nazwie, gdzie rozpoczęło się właściwe podejście na naszą górkę - Palę Altę (1933 m npm).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Momentami chmury się rozstępowały i ukazywały się interesujące widoki, jednak tego właśnie dnia było mi najbardziej żal na urlopie, bo przy ładnej pogodzie okolica musi się prezentować spektakularnie. Szczególnie miałem takie odczucia stojąc na szczycie i spoglądając w otchłań doliny Cordevole pod stopami i wyłaniające się z chmur turnie Dolomitów Bellunesi.
Trasa na szczyt jest średnio wygodna i bardzo mozolna. Na końcu trzeba pokonać w dół (z powrotem dla odmiany w górę) II-owe miejsce ubezpieczone na szczęście linami i kolejny, troszkę łatwiejszy próg pod szczytem. Chyba warto mieć też kask na tej trasie, bo teren jest sypki i jest niemałe zagrożenie spuszczanymi kamulcami. Wraca się tą samą trasą, co jeszcze bardziej podbija jej żmudność.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

07.06
Tym razem prognozy były dobre i się sprawdziły, ale nie na tyle dobre by ryzykować jakąś ważną trasę, dlatego nasz wybór tego dnia był taki a nie inny. Zaletą jej jest fakt, że stanowi ona szlakową pętlę z Casso do Casso przez szczyt Monte Borga w najbardziej wysuniętych na zachód rubieżach Alp Karnickich.
Podejście jest bardzo ostre, mokre trawki średnio przyjemne, oczywiście buty od razu przemokły. W sumie ten scenariusz powtarzał się każdego dnia na tym urlopie.
Zgodnie z codziennym rytuałem pogodowym chmury bardzo wcześnie rano zaczęły podnosić się z dolin aby po kilku godzinach szczelnie zakryć wierzchołki gór, ale kto rano wstał tego dnia i ruszył szlakiem na Borgę (to my :wink:) ten miał całkiem przyjemny wgląd w grupę Bosconero i Schiary. Na szczyt Sterpezzy weszliśmy jednym cugiem, bez przerw, od czego dodatkowo przemokła mi jeszcze koszulka. A ze Sterpezzy był już rzut beretem na Borgę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szlak zejściowy w kierunku Erto okazał się całkiem przyjemny, zresztą podobnie jak powrotny trawers do Casso. Były widoki na zbiornik Vajont i jego okolicę, łukowatą zabudowę Erto, trafił się nawet wodospadzik przy szlaku.

Obrazek
Duranno w chmurach

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

08.06
Tego dnia trafiła się najdalsza wycieczka na skraj Dolomitów i grupy Catena di Lagorai. Mieliśmy w planach więcej akcji górskich w tym rejonie, ale ostatecznie wypalił tylko plan z Monte Coppolo. Start z górskiej osady Lamon położonej na wysokości ok. 1200 m npm. Po wyjściu z lasu od razu pojawiły się skały i pierwszy etap ferraty wyremontowanej niedawno po jej 23 letnim zamknięciu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Początek ferraty jest bardzo ostry, mimo że wycena nie jest wysoka (B/C), to jednak ekspozycja jest sroga. Rodzynkiem na cieście jest powietrzny trawers po klamrach. Ubezpieczenia nowoczesne, mnóstwo przepinek karabinków.
Chmury szybko zaczęły się wykłębiać, ale widoki mieliśmy i tak wystarczające na całą okolicę, bo masyw jest dość mocno odizolowany od reszty. Trzeba trafić na jakiś mega jesienny dzień żeby zachwycać się pełnią tamtejszych krajobrazów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po pokonaniu 1 etapu ferraty zdobyliśmy wierzchołek z krzyżem i dalej maszerowaliśmy wąską i ubezpieczoną granią w kierunku właściwego szczytu Monte Coppolo (2089 m npm).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przyjemny marsz zakończyła forsowna ścianka (D) i (C/D) a następnie kolejna za C/D.

Obrazek

Obrazek

Przy szczycie z krzyżem zrobiliśmy sobie przerwę obserwując ekspresowo wykłębiające się burzowe chmury.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zejście z Monte Coppolo też jest ciekawe i prowadzi fajnymi trawersami to z jednej, to zaś z drugiej strony masywu by ostatecznie dotrzeć do miejsca, w którym startowała ferrata.

Obrazek

09.06
Dojazd z Alpago przez Val di Zoldo na przełęcz Passo Giau był już przygodą samą w sobie, zaś przełęcz zaskoczyła nas swoją przestrzennością i różnorodnością widoków. Kilka dolomitowych grup można było podziwiać jak na dłoni, bo był to perfekcyjny poranek pełen ochów i achów.
Nie próżnując zbytnio zostawiliśmy przełęcz za sobą i czających się na niej fotografów. Ruszyliśmy w kierunku łatwej ferraty (gdzie ta ferrata?) Ra Gusela na Nuvolau. Odcinek okazał się krajobrazowo przepiękny.
Na szczycie zastaliśmy zamknięte schronisko i korzystając, że mamy cały wierzchołek dla siebie, zajęliśmy się kontemplowaniem widoków.

Obrazek

Obrazek
Marmolada

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy przy Tofanie di Rozes pojawiła się pierwsza chmura my przekraczaliśmy już przełęcz Nuvolau kierując się pod kolejną, trochę trudniejszą (B/C) (o tak!) ferratkę na Averau.
Żona trochę się gramoliła więc postanowiliśmy się rozdzielić, no więc ruszyłem wartko w kierunku szczytu aby porobić jeszcze jakieś fotki zanim chmury rozgoszczą się w górach na dobre. Chcąc ominąć śnieżne płaty zapędziłem się w kozi róg a dokładnie na jakiś podrzędny wierzchołek Averau. Na moje szczęście dało się przetrawersować na ten właściwy. Tam łapałem promienie słoneczne w oczekiwaniu na małżonkę, która doczłapała na szczyt jakieś pół godziny później. Po drodze również miała kłopoty logistyczne w tym samym miejscu co ja, a działo się tak chyba głównie z tego powodu, że ślady poprzedników na śniegu zostały wymyte przez padający dzień wcześnie ulewny deszcz. Widoczna na Tofanach biel śniegu wskazywała jasno, że dzień wcześniej musiał to on tam spaść.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zejście po płatach czujne, bo bez raków; ferratą w dół zeszliśmy dla odmiany trudniejszym wariantem kominkiem przy zaklinowanym głazie, bo łatwiejszy wariant był tego dnia wyjątkowo śliski. W ogóle skała na ferracie byłą wyślizgana równie mocno co na naszym Giewoncie. Nie jest to jednak specjalnym zaskoczeniem w popularnych miejscach w Dolomitach.
Po powrocie na przełęcz Nuvolau został nam już tylko powrót trawersem na przełęcz Giau. Dzień pogodowo wypadł na duży plus.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Cdn mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu...


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lip 21, 2023 8:47 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1475
Lokalizacja: W-wa
Dobra relacja na początek dnia, od razu robi się miło na duszy.
Cytuj:
Na szczyt Sterpezzy weszliśmy jednym cugiem, bez przerw
1280 metrów do góry jednym ciągiem - brawo!
(sprawdziłam, czym się chwalisz :wink: )

_________________
Nutko moja
https://www.youtube.com/@CarpathianMusicWorld/playlists


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lip 21, 2023 10:25 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N mar 09, 2014 2:19 pm
Posty: 3045
Pięknie tam. Baaardzo mi się podobają te rejony. Byłem na początku lipca w tamtej okolicy. Cudo!
Fotki jak zwykle super!


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So lip 22, 2023 8:35 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pn gru 05, 2011 12:08 am
Posty: 631
Lokalizacja: 110 km
Widoki jakie mieliście naprawdę robią wrażenie.
Mam nadzieje że uda nam się chociaż samochodem przejechać przez ten rejon w tym roku i zobaczyć to na własne oczy.

_________________
http://wokolkominainietylko.blogspot.com/


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N lip 23, 2023 9:56 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2133
Magisy jak gdzieś pojadą, to człowiek od razu zaczyna nienawidzić swoje marne i nudne życie ;)
Piękne widoki! Góry chyba jednak za trudne dla nas, amatorów niskopiennych ekscesów... ale pooglądać i poczytać zawsze ciekawie.
Najważniejsza na takich wyjazdach chyba jest pogoda. Oczywiście na zdjęciach zawsze piękna, ale z opisu wynika, że różnie z tym bywało. Czekam na ciąg dalszy :)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lip 24, 2023 5:13 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 843
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
anke napisał(a):
1280 metrów do góry jednym ciągiem - brawo!

W dalszej części urlopu bojowe nastroje nieco przygasły :wink:.
krank1 napisał(a):
Pięknie tam. Baaardzo mi się podobają te rejony.

Mi też i muszę przyznać, że to moja ulubiona alpejska okolica. Dolomiti Bellunesi to góry idealnie w moim guście i estetyce, pewnie jeździłbym tam częściej gdyby mieli troszkę tańsze noclegi.
krank1 napisał(a):
Byłem na początku lipca w tamtej okolicy.

A gdzie dokładnie?
Krajan83 napisał(a):
Mam nadzieje że uda nam się chociaż samochodem przejechać przez ten rejon w tym roku i zobaczyć to na własne oczy.

Pieszo też wypadałoby coś zaliczyć :wink:.
sprocket73 napisał(a):
Góry chyba jednak za trudne dla nas, amatorów niskopiennych ekscesów.

A mi się wydawało, że chodziliście tam trochę po górach podczas wypoczynku nad jeziorem Santa Croce.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lip 24, 2023 5:55 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 843
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
10.06
Na końcu, czy też na początku graniówki oznaczonej numerem 7 w Prealpach Weneckich znajduje się odcinek między Monte Doladą a Col Matem, który śnił mi się po nocach zanim przyjechałem w to miejsce na wakacje. Może trochę przesadzam, co nie zmienia faktu że dzień tej wycieczki dobierałem bardzo starannie byleby nie wtopić pogodowo. Gigantyczną przewagą nad codziennym wczesnym zachmurzaniem była opcja z podjechaniem wysoko samochodem pod schronisko Dolomieu al Dolada, skąd na przełęcz Dolada (1739 m npm) jest jedynie 250 metrów podejścia.
Na pierwszym wzniesieniu zrobiliśmy sobie przerwę na podziwianie widoków, oczekując również na światło, które rzuci się na trawiaste stoki Col Mata. Minęła nas wtedy włoska para. Mężczyzna niósł w jednej ręce pudełko z pizzą, kobieta zaś go nagrywała kamerką. Ciężko powiedzieć o co im chodziło, ale możliwe że była to jakaś forma reklamy. Parka poszła dalej granią i chyba doszli aż na Col Nudo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nasza akcja zaś skończyła się na Col Macie po pokonaniu odcinka, który zapierał dech w piersiach. Charakteryzował się on niezwykłą stromizną z obu stron, wąziutka ścieżka wymagała skupienia i wytężonej uwagi przy stawianiu kroków. Po drodze był też niedługi odcinek ubezpieczony linami w najbardziej wąskim miejscu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Grupa Cavallo

Obrazek
z prawej Monte Dolada

Obrazek
z lewej Schiara, z prawej Civetta

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Col Nudo w chmurach

Żeby nie wracać tą samą drogą miejscowi budowniczy szlakowi wyznaczyli całkiem wygodny trawers w tych ekstremalnie stromych zboczach, prowadzący do miejsca startu przy schronisku.

Obrazek

Obrazek

11.06
Dwa najładniejsze pogodowo dni trafiliśmy na graniowej "7" i nie były to strzały w siódemkę ale raczej w dziesiątkę. Pierwszym z nich była wycieczka na Crep Nudo (2207 m npm).
Podejście z Casery Crosetta doliną La Valle było dość łagodne aż do rozstaju dróg pod Przełęczą Venal, gdzie szlak numer 7 prezentuje już swój prawdziwy charakter wąziutkiej koziej perci wyznakowanej w spektakularnym otoczeniu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po pokonaniu odcinka graniowego do Capel Grande, nastąpił trawers zboczami Crep Nudo aż pod finalny, wyciskający poty, piarżysty pasaż na szczyt.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tam widok na wszystkie strony świata:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczycie nie byliśmy sami, poznaliśmy lokalsa sterującego dronem, z którym zamieniliśmy miłą pogawędkę. Trochę był zdziwiony naszą obecnością w tym paśmie, bo jak twierdził (a czego byliśmy świadkami na urlopie) praktycznie cały ruch turystyczny, który odbywa się w tym regionie kumuluje się w Dolomitach. Zachęcał nas do windsurfingu i innych form spędzania czasu na pobliskim jeziorze Lago di Santa Croce, ale jakoś nie mieliśmy później ani czasu ani chęci żeby z nich skorzystać.
Szlak 933, którym wracaliśmy do auta okazał się typową zejściówką, tak więc pętla była zaplanowana właściwie.

Obrazek

12.06
Tego dnia ze względu na słabszą pogodę wybraliśmy się na Monte Favergherę, którą obserwowaliśmy codziennie z okna naszego apartamentu.
Spacerkiem z górnej stacji wyciągu narciarskiego przy La Caserze podeszliśmy aż pod Col Visentin trawiastym grzbietem, a wróciliśmy szutrowymi drogami. U góry straszą trochę przeróżne obiekty infrastruktury narciarskiej, budynki meteo, schroniska i inne, ale za to widoki są znakomite.
Trasa całkiem fajna na odpoczynkowy dzionek. Obiecałem sobie, że wygospodaruję jeden dzień na wschód słońca na Favergherze, bo miejscówka nadaje się do tego idealnie, niestety z różnych względów nie udało mi się wkleić tego wyjścia w grafik.


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Lago di Santa Croce, w tle grań, którą biegnie siódemka

14.06
Dzień wcześniej był spory opad, więc postanowiliśmy pójść do wąwozu Val di Piero, chociaż wszystkie przewodniki każą postępować odwrotnie, tzn. pchać się w wąwozy przy niskim stanie wody. Co tam przewodniki - my wiemy swoje :wink:. Jak ktoś kiedyś utonie w wąwozie, to przynajmniej będzie wiadomo kogo szukać :wink:.
Najpierw jednak podjechaliśmy pod sztuczny zbiornik Lago del Mis aby obejrzeć wodospady La Soffia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieopodal znajdowała się kolejna atrakcja, czyli Cadini del Brenton i tutaj również natura zaszalała, a ściślej potok Brenton tworząc 15 lejów wyżłobionych przez wodę oraz sekwencję niewielkich wodospadów. Wstęp do tej atrakcji jest odpłatny, ale chyba tylko w ścisłym sezonie, bo w środku czerwcowego tygodnia w budce nie było nikogo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

By dostać się do kolejnej atrakcji czyli wąwozu w dolinie Piero musieliśmy opuścić jezioro Mis i przemieścić się do sąsiedniej doliny Cordevole. Zostawiliśmy auto w pobliżu La Stangi przy moście pod którym znajduje się wejście do wąwozu. Jest tam jakaś stara tablica informacyjna, ale w samym wąwozie nie ma znaków. Nie są one jednak specjalnie potrzebne - wystarczy kierować się w górę pod prąd rzeczny. Wody było tak dużo, że już po paru metrach zrezygnowałem z oszczędzania butów i wlazłem po kolana do wody. Szukanie optymalnej drogi stanowiło nie lada wyzwanie, jednak po jej odkryciu droga powrotna poszła nam już dużo lepiej i sprawniej.
Trasa kończy swój bieg w ślepo zakończonej ogromnej sali przy 30-metrowym wodospadzie. Wrażenie jest niesamowite - miejsce jest z wszystkich stron otoczone wysokimi ścianami a huk spadającej wody powoduje że ma się wrażenie jakby owe ściany miały się lada chwila zawalić.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trasę gorąco polecał Tkaczyk w swoim przewodniku i nie da się z nim nie zgodzić, bo stanowi ona przygodę jedyną w swoim rodzaju. Dzięki chłopie!
Wysokie buty, które mieliśmy założone na wycieczce, musiały schnąć trzy dni na balkonie...

15.06
Mieliśmy atakować pobliską siódemkę w Prealpach Weneckich, ale odstraszyły nas chmury i ostatecznie wylądowaliśmy na niewielkim parkingu nad Erto San Martino, skąd startował szlak nr 903 w kierunku Casery Cornet.
W planach była pętla przez Gialinut, Caserę Feroni i dolinę Vajont, ale tabliczka informacyjna na początku trasy przy kapliczce jasno twierdziła, ze ścieżka jest niemożliwa do przejścia, w co z bólem serca musieliśmy uwierzyć. Pozostał nam jedynie atak na Monte Cornet (czy też Cornetto) tam i z powrotem.
Podejście na halę Pian di Saina to typowe kopanie się po czole, do tego w ciężkim mozole. Na szczęście monotonia podejścia urozmaicona jest kilkoma niezłymi punktami widokowymi. Na hali wyścielonej przez pełnik alpejski znajdują się ruiny szopy, w pełni wyposażony obiekt biwakowy z książką wpisową, grób Covid 19, no i oczywiście cudowny widok na Alpy Karnickie z Monte Duranno na czele.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Aby wejść na szczyt Monte Cornetto, trzeba było podejść wyżej na jeszcze ładniejszą halę Pian Grant i odbić w prawo stromym stokiem, a następnie rzadkim laskiem bez oznaczeń namiastką ścieżki.
Szczyt zdobi skromny krzyż i rozpościera się z niego cudowny widok na grupę Col Nudo i Alpy Karnickie jak wcześniej, ale już w szerszym planie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zejście tą samą drogą.

Obrazek

Obrazek

Z okolic Erto cyknąłem jeszcze fotkę naszej górce - droga wejściowa biegła lewym ramieniem, no bo nie tą ścianą z prawej, rzecz jasna :wink:. Po powrocie obowiązkowo sięgnęliśmy do zamrażarki po rożki Cornetto - zbieżność nazw nieprzypadkowa.

Obrazek

cdn jutro..


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt lip 25, 2023 2:50 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 843
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
16.06
Tego dnia znowu przegoniły nas poranne chmury z naszej grzbietowej siódemki i uciekliśmy dla odmiany na północny-zachód w Dolomiti Bellunesi. Serią serpentyn podjechaliśmy na przełęcz Franche (998 m npm), skąd wystartował wybitnie stromy szlak w kierunku naszego celu, czyli niższego wierzchołka Piz di Mezzodi, zwanego również Pizzonem (2217 m npm). Od początku wbijamy się w piętro kosówki, które ciągnie się niemiłosiernie długo by w końcu ustąpić gruzom malowniczej dolinki otoczonej skalnymi murami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Następnie szlak zatacza długi łuk w lewo pod żleb, którym wydostajemy się na grańkę w kierunku Pizzoca.
Na początku żlebu jest miejsce II-owe przy którym poddała się moja żona, która nie była w najlepszej formie tego dnia. Miejsce nie jest aż takie trudne - mało chwytów i dość sypko, natomiast wyżej, w górnej części żlebu robi się stromo. Ja w obawie, że zaraz chmury spowiją wierzchołki, ruszyłem z kopyta co koń wyskocz i po kilkunastu minutach stałem już na szczycie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Książkę wpisową udekorowałem drugim wpisem tego roku, ale sądząc po śladach, które widzieliśmy na szlaku, ludzi musiało być na nim więcej. No chyba że ten wycof mojej żony nie był jednostkowym przypadkiem...
Powrót tą samą drogą, co wiązało się z ponownym męczącym wędrowaniem w kosówie. Dość monotonny przebieg trasy na Pizzoc nie wpływa pewnie zbyt pozytywnie na frekwencję, zresztą po drodze nie spotkaliśmy nikogo.

Obrazek

Obrazek

17.06
Ostatniego dnia w Alpago pożegnaliśmy się grzecznie z właścicielami apartamentu i pojechaliśmy w kierunku grzbietu Prealp Weneckich a naszym celem był kolejny odcinek graniowej siódemki.
Na parking pod Malga Cate dokładnie o tej samej porze podjechał Włoch z Belluno, który spytał mnie czy może da się podjechać jeszcze wyżej, bo szutrowa droga wyglądała bardzo zachęcająco. Ja, jako lokalny ekspert, pokazałem mu palcem aż dwa znaki zakazu stojące u wylotu drogi i pokręciłem przecząco głową. Zaparkował więc obok nas. Akurat szedł tą samą trasą co my i mieliśmy go całą drogę za sobą w zasięgu wzroku.
Szutrową drogą i licznymi przecinkami dotarliśmy na halę Pian de le Stele. Tam skończyły się żarty a ukazała się dla odmiany nikła ścieżynka w stromych piargach, szumnie nazwana szlakiem nr 972, prowadząca na przełęcz Grava Piana. U góry trzeba już było mocno improwizować operując rękami i nogami a także wytężać wzrok w poszukiwaniu jakiejkolwiek łatwej opcji na wejście. Na zejściu coś koszmarnego, no chyba że ktoś jest mistrzem świata w zjeżdżaniu po piargach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na przełęczy Grava Piana otwarł się piękny widok na drugą stronę i ukazały się znaki graniowej siódemki. Już od startu tego odcinka trudności są dość skondensowane - trzeba się jeszcze bardziej skupić na stawianiu kroków, bo grań jest wąska z lufami po obu stronach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
to nasz kierunek marszu

Obrazek

Za Monte Pianiną trzeba pokonać w dół stromy uskok terenu, coś w rodzaju naszych Kozich Czub, tylko że bez ubezpieczeń. Żonie tam trochę zeszło - miałem czas na odpoczynek i robienie zdjęć.
Dalszy etap to skalisto-trawiasta grań szeroka na jakiś metr i momentami przechodząca w konie skalne.
Sam wierzchołek Monte Sestier (2084 m npm) szlak obchodzi trawersem po północnej stronie. Dalej trzeba podejść sypkim żlebkiem pod najtrudniejsze II-owe miejsce. Tam trzeba się trochę podciągnąć, na szczęście nie ma wielkiej ekspozycji.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zdobyliśmy bezszlakowo któryś z wierzchołków Sestiera, jednak nie ten najwyższy, bo źle oceniliśmy wysokość poszczególnych kopców. Zrobiłem takie oto zdjęcie (niekaszlikowane) na zejściu, które trochę oddaje stromiznę terenu:

Obrazek

Później grzbiet staje się dużo bardziej łagodny a szlak szybko sprowadza na przełęcz Sestier, z której zeszliśmy do pięknej doliny Salatis i dalej z powrotem na parking. Wyszła nam więc świetna pętelka.
Na parkingu mimowolnie staliśmy się kibicami młodzieżowego Giro d'Italia, które akurat przejeżdżało przez Malga Cate. Na ostatniego marudera czekaliśmy okrągłą godzinę. Oczywiście braw nie dostał :wink: .

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

18.06
Koniec naszego urlopu zwieńczyło wejście na Monte Zaiavor w Alpach Julijskich.
Po biwaku na Sella Carnizza wystartowaliśmy wczesnym porankiem. Na przełęcz Bochetta di Zaiavor prowadzą szerokie i super wygodne zakosy, chyba przebijające wszystkie ceprostrady które kojarzę. Od przełęczy teren staje się dużo bardziej stromy, a ścieżka już tak się nie wije w lewo i w prawo. Ale to tylko 200 metrów terenu - bułka z masłem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce z krzyżem nie jest najwyższym punktem, trzeba jeszcze pokonać kilkaset metrów grani.
Widoczność tego dnia była tragiczna - góry można było poznać tylko po ledwo majaczących konturach. Zaiavor można gorąco polecić na jesienne widoki, bo okoliczne lasy są piękne i wysoko podchodzą pod piętro hal i skał.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i to tyle. I po urlopie, ale głowa do góry bo we wrześniu już czeka następny.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 01, 2023 1:42 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2133
Pięknych gór ciąg dalszy. Nawet nie sprawdzałem gdzie to dokładnie jest, bo jakoś założyłem, że w takie tereny nigdy nie pójdziemy, ale o dziwo natknąłem się na znane nazwy i kadry. Faverghera - przecież tam byliśmy w 2010 roku, a nad jeziorem Święte Krocze się opalaliśmy. Zapuszczaliśmy się też w wyższe rejony, gdzie trudności powodowały rozpad związku, ale przecież to były stare czasy i teraz powinno być lepiej. Kto wie, może trzeba zaplanować wakacje z zahaczeniem o Alpy w przyszłym roku... ;)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt sie 04, 2023 11:29 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 776
Lokalizacja: Chrzanów
W tym roku pogoda we Włoszech jest wyjątkowo nie włoska :lol:
Zdradziłem Chorwację jeżeli chodzi o rodzinne wakacje i to pewnie dlatego :roll:
Byłem w połowie maja w okolicach Wenecji i Gardy i czułem się jak nad Bałtykiem, zimno i wietrznie :lol:
Przełęcz Giau też odwiedziłem, goniłem Giro di Italia :D
Kontrast wapiennych skał i soczystej zieleni, piękan sprawa.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 08, 2023 9:33 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): N sie 25, 2013 10:23 am
Posty: 1488
Krajan83 napisał(a):
Widoki jakie mieliście naprawdę robią wrażenie.


Tutaj bym się specjalnie nie sugerował, bo jakby magis dowalił zdjęciem Gubałówki, to też mogłoby się wydawać, że to najpiękniejszy pagór w tej części Europy :mrgreen:

No ale tak bardziej serio, to trzeba przyznać, że w gruncie rzeczy

sprocket73 napisał(a):
Magisy jak gdzieś pojadą


to ... można sobie tylko notować do listy marzeń, która zaczyna się rozrastać do niepokojących rozmiarów. Ale jeżeli np. ten 30-metrowy wodospad rzeczywiście zrobił tak duże wrażenie na osobach, które już w górach niejedno widziały i sporo przeżyły, to musi oznaczać, że jest to miejsce faktycznie unikatowe.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N sie 20, 2023 8:37 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1475
Lokalizacja: W-wa
Świetny wyjazd, w górskimi wyzwaniami.

Obrazek

Cytuj:
Na zejściu coś koszmarnego, no chyba że ktoś jest mistrzem świata w zjeżdżaniu po piargach.
W Słowenii ludzie czasem błyskawicznie zbiegają po piargach, ja też próbowałam poinstruowana przez Słoweńca, że polega to niejako na zjeżdżaniu/obsuwaniu się na piętach. Jest takie miejsce na Mojstrovce, gdzie ludzie dają popisy takiego błyskawicznego zejścia.
https://www.youtube.com/watch?v=kM8FM-E6d9s

_________________
Nutko moja
https://www.youtube.com/@CarpathianMusicWorld/playlists


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 24, 2023 6:36 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Wt lip 10, 2007 9:34 pm
Posty: 2523
Lokalizacja: mazowieckie/małopolskie
Magis, na podstawie Waszych wycieczek można gotowe plany urlopowe konstruować :) Widokowo i miejscowo to w 200% mój gust, fotograficznie cudo, czego więcej chcieć. Mam nadzieję, że się nie obrazisz jak sobie niektóre z Waszych wyjazdów na własne plany zaadaptujemy ;-)

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Polityka prywatności i ciasteczka
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL