Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
portal górski
Regulamin forum


Teraz jest Cz gru 01, 2022 10:41 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: N lut 20, 2022 3:08 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr sie 31, 2005 7:05 am
Posty: 1590
Lokalizacja: Brzozówka k. Krakowa
A wiosna tego roku była specyficzna, bardzo specyficzna. Nastał maj i właściwie większość ludzi wciąż nie wiedziała czy można bezkarnie wyjść z domu, by nie zostać zgarniętym przez jakiś patrol. Czy kwatery prywatne można wynajmować czy też nie. Czy można kichnąć na świeżym powietrzu, czy dostanie się za to co najmniej „zawiasy”. O planowanych czerwcowych wyjazdach na Ukrainę i do Rumunii można było zapomnieć, więc chciałem czegoś w zamian. Chociaż namiastki tych poważnych górskich eskapad. W drugiej połowie maja nieśmiało wrzuciłem na FB swoją propozycję wyjazdu na Dolny Śląsk. Kilka osób zareagowało, ale jako pewniacy od początku jawili się Artur i Basia. I tak też zostało do dnia 03 czerwca, kiedy to wcześnie rano spotykamy się pod moją pracą. Przesiadamy się do mojego samochodu i wtaczamy się na znaną i lubianą DK 94. Podróż idzie sprawnie, choć za Olkuszem mgła totalna. Potem autostrada, Kędzierzyn - Koźle i po ok. 4 godzinach docieramy do Kłodzka. Mieliśmy się zatrzymać wcześniej, ale mój biedny smartfon zagotował przy szybie (dzień był słoneczny) i niepostrzeżenie zobaczyliśmy po lewej stronie Twierdzę Kłodzką. Trzeba było kilka piruetów wykręcić, ale w końcu przed 10-tą jesteśmy na Przełęczy Kłodzkiej. Stoi tu kilka samochodów, miejsce jest dosyć charakterystyczne. Jakim cudem mogliśmy to przegapić ??? Nieważne, pora w góry. To punkt pierwszy z 8 obowiązkowych na tym wyjeździe – niczym w programie krótkim łyżwiarzy figurowych. Podejście na Kłodzką Górę zaczyna się od bardzo stromego odcinka, ale nie jest on zbyt długi. Potem jest już łagodniej. A widoki ? No są, może nie jakieś szałowe, ale raz na czas między drzewami coś widać.

Obrazek

Obrazek

Po ok. godzinie Kłodzką Górę mamy na wyciągniecie ręki, ale zostawiamy ją sobie na deser. Zmierzamy na Szeroką Górę mierzącą 766 m. Szczyt jest wyższy od Kłodzkiej Góry należącej do Korony Gór Polski. Wytłumaczy mi to ktoś ? Szeroka Góra jest jak najbardziej dostępna, choć nie wiedzie na nią oficjalny szlak turystyczny. Wierzchołek zwieńczony jest czaszą anteny satelitarnej, przymocowanej do drzewa. Dosyć oryginalnie to wygląda trzeba przyznać.

Obrazek

Obrazek

Wracamy – czyli idziemy na Kłodzką Górę. Jest tutaj tabliczka informująca o przynależności szczytu do KGP i zalążek wieży widokowej (byłem na niej w listopadzie 2021 :)) – czyli kilka sporych rozmiarów betonowych bloków, które posłużyły nam za stół i krzesła.

Obrazek

Obrazek

Schodzimy częściowo nieoznakowaną ścieżką, by ostatecznie wrócić na szlak. Znowu między drzewami migają przyjemne widoczki.

Obrazek

Po 12-tej jesteśmy przy samochodzie z satysfakcją, że 1/8 planu wykonana.
Obieramy kurs na schronisko górskie Orzeł, skąd będziemy atakować Wielką Sowę. Byłem na tym szczycie przy okazji kolonii w Jugowicach – jakieś 30 lat temu. Warto, a nawet trzeba powtórzyć. Dojazd pod schronisko całkiem ambitny. Raptem 90-cio konny silnik mojego opla prawie wyskakiwał z butów, ale się nie poddał. Na parkingu Basia z Artkiem postanowili sobie trochę dodać animuszu i ruszyliśmy w górę.

Obrazek

Niewątpliwie nie jest to szczególnie wymagająca góra – przynajmniej od tej strony. Idzie się przyjemnie, pogoda cały czas wyśmienita.

Obrazek

I tak niepostrzeżenie naszym oczom ukazuje się wieża widokowa. Teraz sobie przypomniałem, że na pewno tu byłem, ale wtedy chyba wychodziliśmy z Walimia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wychodzimy z Arturem na wieżę. Widok stąd kapitalny i bardzo rozległy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Basia robi nam gustowne zdjęcie z dołu.

Obrazek

Pora schodzić, bo czekają na nas Góry Kamienne. Oby tylko nie zagotować płynu hamulcowego... Uff, jakoś się udało. Ustawiam nawigację na schronisko Andrzejówka. Tu się zaczęły przygody. Jedna droga zamknięta, druga w remoncie. W ciężkich bólach dotarliśmy na miejsce.

Obrazek

Było już późne popołudnie. Udało się skołować jakieś symboliczne piwo w schronisku, oczywiście na wynos. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i trzeba było się zbierać.

Obrazek

Ten kto był na Waligórze wie, że podejście jest krótkie, ale bardzo treściwe – przynajmniej to od strony Andrzejówki. Jest uznawane za jedno z najbardziej stromych we wszystkich polskich górach i coś w tym jest. Ja tradycyjnie posłużę się przykładem Ćwilina z Gruszowca. Coś w ten deseń, ale jeszcze stromiej. Odnóża górne miejscami przydatne. Zdjęć z podejścia nie mam, bo i tak by nie oddały tej stromizny. Mam za to ze szczytu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy okrężną drogą. Najpierw szlakiem żółtym a potem niebieskim. Po drodze ugryzł mnie jakiś ohydny robal. Łydkę mi wybombiło jak po szerszeniu. Zbliżamy się ponownie do schroniska. Pogoda cały czas żyleta.

Obrazek

Zamawiamy fasolową, oczywiście na wynos i po zjedzeniu trzeba pomyśleć o jakimś noclegu. Od początku moim pierwszym typem było Międzygórze, choć Duszniki też by nie były złym wyborem. Nawigacja pokazuje do Międzygórza prawie 100 km, ale co poradzić. Na miejsce docieramy już po zmroku, ale bez trudu odnajduję pensjonat, w którym ostatnio (czyli w roku 2017) nocowaliśmy. Wtedy płaciliśmy po 40 PLN, ale czasy się zmieniają, pandemia i w ogóle. Krzyczą po 60 PLN, ale ostatecznie targujemy na 50. Warunki bardzo dobre, więc może być. Wreszcie mogę się spokojnie napić całego piwka. Zdecydowanie zasłużyłem. :) Uwielbiam ten moment, kiedy jestem kierowcą. Dziś wykonaliśmy 3/8 planu, więc jest ok. Nazajutrz planowałem ambitnie zrobić 4 szczyty do KGP...

Dzień 2

Rano zbieramy się żwawo, bo ma do nas dojechać Darek z Elą. Miejsce spotkania – parking pod leśniczówką w Bielicach. Kiedy Darek dzwoni, wiem, ze coś jest nie tak. I rzeczywiście awaria samochodu, która praktycznie rozwiewa nadzieje na spotkanie. Szkoda wielka, ale my konsekwentnie zamierzamy realizować plan. Parkujemy pod wspomnianą leśniczówką i startujemy w Góry Bialskie. Zaczyna się od padalca.

Obrazek

Potem fajny schron.

Obrazek

I ciekawe drzewo z hubą.

Obrazek
I tak stajemy na Rudawcu. Ale nie był to spacerek. Jest tu kawałek podejścia. W sumie to dobrze, ze zaczęliśmy od tego szczytu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest tu fajny klimacik. Strasznie bujne leśne runo, szczególnie borówki.

Obrazek

Schodzimy tą samą drogę. Tuż przed parkingiem, rozpoczyna szlak na Kowadło – najwyższy szczyt Gór Złotych – i nasz kolejny cel na ten dzień.

Obrazek

Po drodze jakieś turystki częstują nas truskawkami, chyba pierwszymi w tym roku. Skręcamy w las i od tej pory zaczyna się ostre podejście, miejscami po wielkich skalnych głazach. Dzień jest parny i to podejście wydaje się strasznie dłużyć. Bardzo się ucieszyłem jak zobaczyłem szczyt, a na nim 3 roznegliżowane Czeszki. Speszyły się trochę jak nas zobaczyły, ale fotkę sobie z nami zrobiły :).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak byliśmy na szczycie to ni z tego, ni z owego walnął piorun. Nie przejęliśmy się tym zbytnio, bo wciąż świeciło słońce. Były to jednak miłe złego początki. Robię sobie jeszcze fotkę na Kovadlinie – czeskiej wersji Kowadła i rozpoczynamy zejście.

Obrazek

Idąc w tym kierunku mamy dużo lepsze widoki...

Obrazek

Obrazek

Generalnie fajne rejony. Przy samochodzie jesteśmy po 14-tej. Hmmm, trochę późno, a jeszcze 2 szczyty w planie i dosyć długi przejazd w rejon Zieleńca. Po drodze jestem strasznie senny. Wiadomo co to oznacza. Chmurzy się coraz bardziej. Jak dojeżdżamy do Dusznik to jest to juz regularna ulewa. Wycieraczki ledwo dają radę. Trzeba się tu zatrzymać i coś zjeść, ale w dobie pandemii... Chyba z godzinę jeździliśmy po miasteczku aby znaleźć czynną pizzerię. W końcu się udało. Pizza zamówiona, zjedzona, deszcz powoli przestaje padać, więc pora ruszać dalej. Parkuję na dużym parkingu przy Autostradzie Sudeckiej. Wciąż delikatnie siąpi deszcz, ale da się iść. Po deszczu dość ciekawe widoki z mglista poświatą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Błotnistą ścieżką malowaną na zielono wtaczamy się na Orlicę. Zajmuje nam to może jakieś pół godziny. Pod szczytem covidovy armagedon szlabany, taśmy. Wieża oczywiście zamknięta na cztery spusty. Ludzi zero. Robimy pamiątkowe zdjęcia i tą samą drogą schodzimy w dół.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trzeci szczyt dzisiaj zaliczony. Pozostała nam Jagodna w Górach Bystrzyckich. Czasu już coraz mniej, sił również, a na domiar złego znów zaczyna padać i to solidnie. Co robić ? Parkuję przy początku niebieskiego szlaku i czekamy. Mam wrażenie, że już robi się ciemno, ale to przez gęste deszczowe chmury. Po kilkunastu minutach deszcz słabnie, a my podejmujemy męską decyzję, choć przy udziale kobiety. Idziemy. Szlak początkowo wiedzie lasem a potem dochodzi się do takiej szerokiej utwardzonej drogi, którą dochodzi się na sam szczyt. Jakieś tam widoki są po drodze, ale bez szaleństw.

Obrazek

Po lewej towarzyszy nam cały czas trasa biegowa dla narciarzy.

Obrazek

Z ulgą dostrzegamy wieżę widokową na szczycie. Oczywiście nie można na nią wejść bo jeszcze nie ma odbioru, a my nie chcemy kusić losu.

Obrazek

Nie pozostaje nic innego jak uwiecznić naszą bytność na szczycie i już prawie po ciemku zejść na dół tą samą drogą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Umówmy się, że nie są to góry w swoim najciekawszym wydaniu, ale zawsze to góry. Podczas schodzenia stuknęło mi właśnie 40 000 kroków, co się przekłada na jakieś 30 km z buda. Do tego sporo przejazdów. Naprawdę solidnie wykorzystany dzień. Na powrocie trochę alko zakupiliśmy, bo jutro Śnieżnik z Międzygórza, więc samochodu nie dotykam.

Dzień 3

Miało lać i leje i to jak z cebra. Może to i dobrze. Śpimy, jemy śniadanie, sączymy piwko. Już po południu coś tam ustaje, więc podejmujemy decyzję, że jednak uderzamy na Śnieżnik, ale nie pierwszym lepszym szlakiem z Międzygórza tylko przez Przełęcz Puchacza, a co. Wychodzimy na zewnątrz, przechodzimy może ze 2 kilometry, a tu znowu jak nie lunie. Moja mina musiała być strasznie skwaszona, bo moi towarzysze mówią, że jak mi się nie chce z nimi iść to mogę zawrócić. Różnica była zasadnicza, bo oni wcześniej nie byli na Śnieżniku a ja i owszem. Chwilę biłem się z myślami, ale w końcu mówię, dobra olewam to wracam na kwaterę i idę spać. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że na dole zorientowałem się, że zostawiłem na górze kijki. Fajne vikingi, szkoda mi ich. Idę więc w deszczu z powrotem pod górę a tu schodzi jakaś ekipa z moimi kijkami. I tak mimochodem zapytali czy nie zostawiłem kijków. Nie wnikam w to jakie były ich zamiary, ale summa sammarum kijki odzyskałem. Wracam na kwaterę i leniuchuję. Ale żeby tak cały dzień zmitrężyć ? Muszę jakąś pieczęć odcisnąć. Wiem, pójdę na zachód słońca na Górę Igliczną. Pomysł może i niezły, ale jak się później okazało nieco szalony. Najpierw standardowo wodospad Wilczki.

Obrazek

Obrazek

Ale już na podejściu zaczęły się problemy. Kac zaczął ze mnie wyłazić w jakiś taki wyjątkowo nieciekawy sposób. Zaczęły się jakieś lęki, że zaraz tu kitę odwalę. Co chwilę robiłem przerwy. Co ciekawe wcale jakoś ostro nie zabalowaliśmy dzień wcześniej, no ale mineralnej też nie piliśmy. Siłę niby miałem ale coś mnie paraliżowało (psycha zapewne). I tak szarpanym tempem docieram pod Sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej.

Obrazek

Obrazek

Niebo piękne z „barankami”. Do zachodu słońca jeszcze chwila, więc wejdę sobie na wierzchołek Góry Iglicznej. Tak też czynię.

Obrazek

Obrazek

Schodzę pod schronisko. Nic nie zapowiada tragedii, tylko gdzie to słońce ?

Obrazek
Jakieś tylko przebłyski czystego nieba, ale co tu robią te ciemne chmury ???

Obrazek

Coś mnie tknęło, że to najwyższa pora na ewakuację. Ruszam w dół innym, niby krótszym szlakiem. Wchodzę w las i zaraz robi się ciemno. Coś zaczyna kropić ? Niemożliwe, przecież wieczór miał być bardzo pogodny. No tak, ale to były prognozy, a ja jestem sam w ciemnym lesie, na łeb mi leje i w dodatku mocno wieje. To sobie zorganizowałem wieczór... Wyciągam czołówkę, coś marnie świeci. Raz po raz się ślizgam na kamieniach. A jak już jakiś potężny zwirz ryknął tuż koło mnie to już resztki włosów stanęły mi na głowie. Co było robić, kijki w pogotowiu i noga za nogą w dół. Z każdym metrem bliżej. Gdy wreszcie zobaczyłem światła pierwszego budynku, zacząłem głębiej oddychać. Dotarłem do pokoju po moich towarzyszach, którym wycieczka na Śnieżnik całkiem się powiodła, ale emocji to mi oni mogli pozazdrościć. :)

Dzień 4

No i została ostatnia perła w koronie aby domknąć KGP – czyli Biskupia Kopa w Górach Opawskich. Pogoda od rana świetna. Po wczorajszym deszczu nie ma nawet śladu. Nie jest też upalnie. Wieje przyjemny chłodny wiaterek. Zapowiada się wspaniała wycieczka na koniec. Kierujemy się do miejscowości Jarnołtówek położonej w województwie opolskim skąd wyruszymy na ostatni szlak. Podróż idzie sprawnie i gdzieś koło 10-tej po zaparkowaniu na jednym z darmowych parkingów ruszamy w górę czerwonym szlakiem. Jest to ponoć najambitniejsza opcja wejścia na szczyt, co nie znaczy, że jakaś szczególnie uciążliwa. Pierwszym z pomniejszych szczytów na trasie jest Grzebień mierzący 768 m n.p.m.

Obrazek

Obrazek

Potem jeszcze góra pół godziny dosyć stromym szlakiem z niezłymi widokami...

Obrazek

I stajemy na szczycie Biskupiej Kopy. Wahamy się czy wchodzić na wieżę widokową, ale ostatecznie z tego rezygnujemy, uznając, że i stąd widoki są wystarczająco ciekawe. Jest to dla mnie dość istotna chwila, bo tym szczytem właśnie zamknąłem KGP. Pasowałoby jakieś piwo wypić, no ale niestety trzeba siebie i towarzyszy bezpiecznie dowieźć do domu. Piwo będzie później, podobnie jak i zbiorcza relacja ze zdobywania szczytów należących do KGP. Póki co odpoczywamy i robimy zdjęcia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pora zawijać. Jest sobota. Może na ostatni mecz PL uda się zdążyć. :) Schodzimy inną drogą, choć na początku tą samą. Wieża z dołu wygląda jeszcze lepiej.

Obrazek

Widoki stąd bardzo rozległe. Widać, że województwo opolskie należy raczej do równinnych (poza Górami Opawskimi) rzecz jasna.

Obrazek

Dochodzimy do schroniska Dom Turysty pod Biskupią Kopą. Ale ludzi taki tłum i taka kolejka, że decydujemy się do niego nie wchodzić.

Obrazek

Tu już pełne rozprężenie, coś motamy ze szlakiem i trochę wydłużamy sobie drogę, ale co tam...

Obrazek

Obrazek

Jest tutaj dużo wygodnych, utwardzonych dróg, więc pogubić się nie sposób, nawet jeśli nie idzie się szlakiem. Pod koniec jeszcze taki osobnik i prawie znowu jesteśmy przy samochodzie, aczkolwiek doszliśmy od zupełnie innej strony.

Obrazek

Został już tylko przejazd powrotny do domu. Idzie sprawnie. W domu jestem na tyle wcześnie, że jeszcze trawnik udaje mi się wykosić i rzeczony mecz ligi angielskiej obejrzeć.
Był to wyjazd w trudnym okresie, kiedy właściwie nie było wiadomo czego można się spodziewać w miejscowościach turystycznych. Kilka razy przekładałem jego termin ze względu na kiepskie prognozy pogody. Czy coś w ten sposób uzyskałem – nie wiem. Przez większość czasu mieliśmy ładną pogodę, ale swoje musiało popadać. Cieszę się zwłaszcza, ze zdobycia szczytów stosunkowo mało popularnych – takich jak Waligóra, Rudawiec czy Kowadło. Co do samej KGP to nie zamierzam się nad tym jakoś szczególnie rozwodzić, bo pewnie jest to temat godny odrębnej relacji. Nie znaczy to, że czuję się z tego powodu jakoś szczególnie podekscytowany, spełniony itd. Nic z tych rzeczy. Po prostu miałem do odwiedzenie kilka punktów na mapie i zadanie wykonałem. Dziękuję moim towarzyszom ze szlaku – totalnie bezproblemowym i bezkonfliktowym i co najważniejsze obdarzonym dużym poczuciem humoru. Zresztą znamy się nie od wczoraj, więc wiedziałem kogo biorę na ten wyjazd. Jedyne co bym zmienił z perspektywy czasu, to zmieniłbym chyba naszą bazę z Międzygórza, na Duszniki Zdrój (Zieleniec), bo chyba jednak byłoby wszędzie trochę bliżej, ale do Międzygórza mam jakąś dziwną słabość.
Nie znaczy to, że straciłem zainteresowane górami Dolnego Śląska od tamtej pory. Absolutnie nie. Jeżdżę tam regularnie i wciąż mnie tamte rejony fascynują. Za niespełna 2 tygodnie mam nadzieję być tam znowu...

_________________
Góry mogą zastąpić wiele leków, ale żaden lek nie zastąpi gór.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lut 21, 2022 3:07 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr paź 31, 2007 9:46 pm
Posty: 4435
Lokalizacja: GEKONY
Pocisnęliście KGP:) Mnie zostały jeszcze szczyty w Bielskich i Złotych do odfajkowania, może uda się na wiosnę/lato tego roku.

Jak byłem na Szerokiej to zamiast satelity były tylko tabliczki:
Obrazek

W ogóle wtedy nie było wieży na Jagodnej, obelisku na Orlicy, itd.
Schronisko Andrzejówka - rewelacja. Już kilka razy tam byłem, w zeszłym roku nawet na urlop i jedno z lepszych moim zdaniem. A podejście na Waligórę dokładnie tak jak opisałeś "krótkie, ale treściwe".

"Pod Igliczną" też mi się podobało. Taki klimat żeby po śniadaniu otworzyć piwo na ławeczce przed schroniskiem i patrzeć na góry do zachodu słońca :mrgreen:

_________________
A ja dalej jeżdżę walcem, choćby pod wałek trafić miał cały świat.

http://summitate.wordpress.com/


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lut 21, 2022 4:53 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr sie 31, 2005 7:05 am
Posty: 1590
Lokalizacja: Brzozówka k. Krakowa
kefir napisał(a):
Pocisnęliście KGP:) Mnie zostały jeszcze szczyty w Bielskich i Złotych do odfajkowania, może uda się na wiosnę/lato tego roku.


Ja temat zamknąłem w czerwcu 2020. Ten wyjazd, z którego to jest relacja zakończył sprawę.
Pewnie jakąś zbiorczą relacje z tego skrobnę.

kefir napisał(a):
W ogóle wtedy nie było wieży na Jagodnej, obelisku na Orlicy, itd.


Wieży widokowej na Orlicy zapewne też nie. :)

kefir napisał(a):
Schronisko Andrzejówka - rewelacja. Już kilka razy tam byłem, w zeszłym roku nawet na urlop i jedno z lepszych moim zdaniem. A podejście na Waligórę dokładnie tak jak opisałeś "krótkie, ale treściwe".


Mam takie same odczucia i bardzo fajni ludzie je prowadzą. Naprawdę można się z nimi dogadać.

_________________
Góry mogą zastąpić wiele leków, ale żaden lek nie zastąpi gór.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Polityka prywatności i ciasteczka
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL