Sobota z ładna pogodą, ruszamy w góry!
Wymyśliłem, że pojedziemy do Bystrej k. Węgierskiej Górki i przejdziemy trochę nieznanych nam zakątków B. Żywieckiego, np. Magurę Cięcińską.
Rano pogoda żyleta - chyba pierwszy raz w tym roku. Powietrze rześkie. Zieleń bujna. Wychodzimy na łąki nad zabudowaniami.
Jest cudnie!
Idziemy oczywiście bez szlaku. Łąki dosłownie spływają wodą, musiało mocno padać w nocy. Miejscami śliskie błotko. Moim zdaniem w takich warunkach przydałyby się raki, a nigdzie na FB nie spotkałem się z taką poradą.
Nabieramy wysokości. Widoki są rewelacyjne. Kotlina Żywiecka.
Klimczok. Dobra przejrzystość.
Wgchodzimy na szczyt Magury (891). Jest tu krzyż i ławka.
Ka krzyżu obraz. Widać, że oryginalne rękodzieło ludowego artysty.
Grzbiet Magury jest bardzo widokowy. Duże łąki i hale.
Grojec (3612) - wciąż niezdobyta dla mnie góra. Zastanawiam się czemu nigdy tam nie byłem. To chyba kwestia bardzo trudnej lokalizacji. Otoczona dookoła miejscowościami, które bronią do niej dostępu. No nic, może jeszcze kiedyś.
Za Grojcem Beskid Mały, a dalej, na ostatnim planie Jaworzno - widać elektrownię.
Beskid Mały - Żar i Jaworzyna.
Bielsko Biała. A dalej elektrownia i hałda w Łaziskach.
Fajny jest ten grzbiet Magury.
Otwierają się widoki na Rysiankę i Romankę.
Ale najlepsze są na północ.
Jaworzno w całej okazałości, widoczne przez przełom Soły w Beskidzie Małym. Elektrownia Jaworzno III (ta z kominem), a po prawej nowy blok energetyczny. Przejrzystość naprawdę bardzo dobra.
Schodzimy ze Skały w kierunku Słowianki. Słońce wydobyło maksimum kolorów z późnowiosennej zieleni.
Wchodzimy w znane tereny.
Dopiero na Słowiance spotkaliśmy ludzi. I to od razu tłumy, psy, dzieci, rowery, motory, quady. Można powiedzieć cywilizacja. Popijając piwko krytykowałem portal pogodowy Ventusky, który przewidywał zachmurzenie, a wychwalałem nasze meteo.pl, który prognozował pełne słońce.
I jakoś nagle znikąd pojawiły się chmury.
Tobi idzie po pieńku. Widzi już, że nigdzie nie dojdzie, ale nie ma jak zawrócić. Trudno powiedzieć ile metrów poleci w dół, bo stok jest stromy, nie widać jaką wysokość mają młode drzewa. Czy przeżyje?
Romanka. Kiedyś, te 15-20 lat temu, uważałem, że jest to najpiękniejsze miejsce w Beskidach. Wielkie usychające jodły, ich bielejące pnie, podmokłe podłoże. A do tego dalekie widoki. To był klimat.
Ale z biegiem lat usychające drzewa zaczęły pojawiać się wszędzie, ich widok nie jest już niesamowity. Romanka porosła młodnikami, które zasłoniły widoki. Wielkie stare drzewa przewróciły się i spróchniały. To już nie jest to co było - jest zwyczajnie.
Z Romanki schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni Małej.
Po drodze widoki na Babią.
Zachmurzenie przechodzi - znowu robi się słonecznie.
Widok w kierunku grzbietu, na który mamy wyjść z Sopotni. Tam nawet nie ma ponazywanych szczytów.
Pogoda systematycznie się poprawia, będzie ładna końcówka dnia.
W Sopotni Małej zainwestowano w lokalne szlaki i tablice informacyjne.
Podejście na grzbiet okazało się strome i wymagające.
Natomiast jak już nabraliśmy wysokości, była fajna droga grzbietowa, z lokalnym szlakiem. Cisza, spokój, śpiew ptaków.
Sympatyczny padalec.
Na koniec bezszlakowe zejście do Bystrej, które dociorało nas tak, że poczuliśmy się kompletnie usatysfakcjonowani wycieczką.