Dwa tygodnie po wejściu na Gerlach, znów ciągnie młode wilki do lasu i nie mowa tu o mnie bo ja to raczej stary basior jestem

Tym razem nie ja jestem kierownikiem wycieczki a zostaje mi przedstawiony dość ambitny plan jak na zimę, Durny Szczyt. Wejście żlebem pod Małą Durną Przełęczą i zejście Klimkowym Żlebem. Pogoda zapowiada się korzystnie a młode wilki ustawiają pobudkę na pierwszą w nocy, jakaś masakra, śpię trochę ponad trzy godziny, na szczęście nie ja kręcę na Słowację

Parę minut po piątej ruszamy z parkingu w Starym Smokowcu, po drodze przed Chatą Zamkowskiego mijamy czteroosobową grupę rodaków, powyżej chaty zaczyna się robić widniej, jednak cały czas jest pochmurno i mglisto. Im wyżej tym bardziej się przeciera. Zimowy wariant podejścia pod Terinkę daje popalić, ale z progu doliny widoki zwalają z nóg.



Ciekawe chmurki przetaczają się nad okolicznymi szczytami.




Robimy sesjone




Wchodzimy do schroniska by zjeść coś konkretnego, podejście zajęło nam 3h, w schronisku pakujemy na siebie cały majdan i ruszamy przed dziewiątą. Słonko świeci, lekki, mroźny wiaterek i znów problem z topo, bo ten Durny to chyba gdzieś tam


Panienki lansują się na zboczu


Kilka dni wcześniej spadło trochę śniegu i przy podejściu przekracza się obszary nawianego śniegu, ale generalnie jest beton, raki się nie zapadają, dziabki fajnie się wbijają, natomiast ciężko porządnie wbić stylisko od turystycznego czekana. Szybko nabieramy wysokości.





Mijamy wylot Maćkowego Żlebu i robimy trawers pod ścianą Małego Durnego w stronę żlebu, którym mamy wejść na Małą Durną Przełęcz, ostatni odcinek trawersu jest dość emocjonujący.


Idziemy w kilku metrowych odstępach, gdy w trójkę znajdujemy się w jednym miejscu, z którego trzeba podejść jeszcze trochę w górę po czym wejść w żleb (tak wygląda dalsza część podejścia)...

...do uszu mych dociera dziwny szmer, mówię chłopakom, że chyba żlebem coś leci, z naszej perspektywy nic nie widać, ponieważ żleb jest głęboki, ale dobrze widać górną część Spiskiego Kotła do którego żleb ma wylot, po chwili naszym oczom ukazuje się taki widok.

Następuje krótka konsternacja, po czym słychać kolejny zjazd, tym razem większy od poprzedniego. Wystawa żlebu jest taka, że od rana świeci w niego słońce a u góry musiało się nazbierać tego śniegu na tyle, że teraz zaczęło to puszczać, z ciężkim sercem odpuszczamy dalszą część wspinaczki a przy wycofie zjeżdża kolejna partia śniegu, nie jest go na tyle dużo by kogoś przysypało, ale porwanie w tak stromym terenie przez taki obsuw byłoby średnio bezpieczne a nie wiadomo czy jakbyśmy zaczęli wyżej operować nie poleciało by coś konkretniejszego. Po minięciu Maćkowego Żlebu nie idziemy drogą jak przy podejściu a schodzimy prosto w dół do Spiskiego Kotła.




Lekko trawersujemy kocioł w stronę ścieżki na Baranie Rogi, godzina jest młoda bo dochodzi 12, więc rzucam propozycję, by wejść na BR. Co prawda chmury zaczynają się podnosić, ale lepsze Baranie we mgle niż nic, chłopaki bez entuzjazmu, ale idą, wcześniejsze podejście pochłonęło trochę energii a i śnieg trochę puścił, mimo to dajemy radę. Podejście pod Baranią Przełęcz.

Powyżej przełęczy.

I na Baraniej Galerii.

Baranie nie są za wysokie, także w jedną stronę Lodowy zasłania wszystko, widać Kołowy i Czarny oraz niedoszły cel wraz z Kieżmarskim i Łomnicą.

Radość wielka mimo że to tylko BR, i padamy na ryj.




Na szczycie spotykamy osoby, które rano mijaliśmy, wejście zajęło nam 1h50min, zejście jest już we mgle.

Na stawie jest takie mleko, że ciężko się zorientować gdzie iść, ale po zapachu dymu ze schroniska docieramy na miejsce

Na Hrebienok docieramy koło 18, słońce już dawno zaszło i jest mega ślisko a idąc bez raków co jakiś czas ktoś wykonuje popisową ewolucję rodem z łyżwiarstwa figurowego

Na Durny kiedyś wrócimy zimową porą
