strzaleczka25 napisał(a):
jeśli chodzi o "opiekuna/pilota/przewodnika/kierownika/cyco" będę pełnić pewnie ja wspólnie z dyrektorem (tak na marginesie to pracuję w zespole szkół i pełnię tam funkcję kadrowej).
Dla pytającej o łatwą trasę w Tatrach prezentuję pewne pismo (z moim komentarzem w dalszej części):

Daj sobie spokój z polską częścią Tatr i polską stroną Karpat i Sudetów w ogóle!!!. Bilety wstępu, obowiązkowy przewodnik, pazerni górale. Jedź w góry do Czech albo na Słowację. Za wyjątkiem wejścia na Gerlach, wszędzie możesz prowadzić sama. Poza tym taniej i dużo wyższa kultura turystyczna.
Niech sobie Słowacy i Czesi zarabiają na turystach, skoro Polacy są tak głupi i pazerni, że w swej zapalczywości hamują rozwój gospodarki turystycznej, i sami przyczyniają się do upadku w polskich górach schronisk szkolnych zarówno sezonowych jak i stałych oraz szkolnej turystyki wędrówkowej w ogóle. Przykładowo w powiecie kamiennogórskim pozamykano już wszystkie schroniska młodzieżowe, choć do niedawna było ich jeszcze kilka. Z powodu braku frekwencji starostwo kamiennogórskie zamknęło jesienią 2005 r. ostatnie wówczas jeszcze czynne, doskonale wyposażone schronisko młodzieżowe w Jarkowicach u podnóża Karkonoszy, a sprzedano je za śmieszną kwotę 83.180,00 zł?
tomek.l napisał(a):
Powiem Ci, że nie biorąc przewodnika ryzykujesz. To jest zorganizowana grupa i w razie czego (czego Ci oczywiście nie życze) będą kłopoty.
Taki jest wymóg. Nawet na łatwej trasie
Zgadza się. Tyle, że ten wymóg w wielu przypadkach jest całkowicie nonsensowny. Polskie przepisy odnośnie bezpieczeństwa osób przebywających w górach są przesadnie sztywne, nie rozróżniają warunków panujących w sezonie letnim od zimowych, nie uwzględniają różnic między górami łatwymi a terenami wysokogórskimi. Ta sama zasada prowadzenia "za rączkę" przez przewodnika obowiązuje w każdej porze roku zarówno na Magurze Wątkowskiej w Beskidzie Niskim jak i w Tatrach na szlaku Orlej Perci oraz dotyczy w jednakowym stopniu grupy przedszkolaków jak i obozu wędrownego zorganizowanego przez specjalistycznych klub górski.
W Polsce stworzono chore prawo, które rzekomo ma sprawy porządkować, ale je komplikuje. Zabija się w ten sposób swobodną turystykę, którą dało się uprawiać nawet za czasów głębokiej komuny. Dzisiaj Karol Wojtyła prowadzący grupy młodzieżowe w góry byłby przez takie prawo uznany za przestępcę! Wszak chodzili sami, bez przewodników...
Pomysłodwcom tych kuriozalnych przepisów w rzeczywistości nie chodziło tak naprawdę o prawo czy odpowiedzialność. Chodziło im najwyraźniej o to, żeby wycisnąć z ustaw i rozporządzeń jak najwięcej korzyści dla wzajemnie popierającej się grupy interesu. Chodzi głównie o zastraszenie ludzi lub zwyczajną korupcję i ciągnięcie kasy przez korporacyjną hucpę parkowo-toprowsko-przewodnicką z tytułu przejmowania co bardziej lukratywnych zleceń na przewodnictwo.
Dla lobby przewodnickiego nie są problemem wypady w góry gromad zupełnie niedoświadczonych i pozbawionych opieki (a często podpitych małolatów, dewastujących wszystko co napotkają na swej drodze) - jak zginą to nie problem. Dla tegoż lobby podstawowym problemem są wycieczki pod opieką nauczycieli - doświadczonych i zapalonych turystów, jacy sie jeszcze uchowali bez uiszczania haraczu na rzecz tych panów. Stąd kuriozalny zakaz chodzenia latem (!!!) bez przewodnika po takich łatwych turystycznie górach jak Beskidy i Sudety.tomek.l napisał(a):
Czy koszt przewodnika przy tak dużej liczbie uczestników to taka duża suma?
Tak. W wielu przypadkach są to spore koszty dla uczestników, np. kiedy będzie to dwutygodniowy górski obóz wędrowny.
Koleżanki i koledzy związani z Klubem Sudeckim z Poznania swą wiedzą i doświadczeniem przewodnikom z papierami państwowymi nie tylko nie ustępują, ale nierzadko ich przewyższają. Uczestnicy naszych wycieczek i spotkań klubowych mogą dowiedzieć się o terenie Sudetów dużo więcej i pełniej niż ze sztampowej gadaniny miejsowych przewodników sudeckich. Nasze organizowane przez klub wycieczki prowadzą doświadczeni koledzy klubowi, a uczestnicy tych wycieczek nie życzą sobie żadnego obcego faceta, od którego niewiele by się dowiedzieli, a który by ich miał eskortować w dodatku biorąc za to pieniądze (mają to tego święte prawo!), nie będą nikogo wynajmować i płacić haraczu. Dlatego jeżdzimy m.in. w czeskie góry, gdzie tak idiotyczne przepisy po prostu nie obowiązują.
Czy słyszałeś o jakimkolwiek sprawdzaniu w Czechach uprawnień przewodnickich ? Tzn. w Pradze podobno Polaków ostatnio sprawdzają, ale to na zasadzie wzajemności - za to, że polscy przewodnicy pogonili czeskich pilotów wycieczek. Natomiast w takim np. Adršspachu lokalni průvodce (zajmujący się generalnie wycieczkami niemieckich emerytów) sami mówili mi "dobrý den", kiedy zajmowałem się swoją grupą, prowadzoną zresztą społecznie.
Ile grupa oszczędza? Oto prosta kalkulacja. Gdybyśmy wędrując taką 12-osobową grupą musieli codziennie przez 14 dni wędrówek po polskiej stronie wynajmować przewodnika za powiedzmy dwie okrągłe stówki (wędrujemy często powyżej 8 godzin, więc by skasował na pewno dużo więcej), 14x200=1400, co po podzieleniu przez 12 osób daje dodatkowo po ok 120 zł od na osobę. Z moją Małżonką (jeździmy najczęściej razem) byśmy musieli wydać na zbędny haracz 240 zł. To dużo jak na nasz skromny wspólny dochód. Inni uczestnicy też nie należą do zamożnych. A więc są to dość spore koszty i organizowanie imprez za granicą naprawdę się opłaca.