Ależ
Markizie nie uraziłeś mnie. Nic podobnego, skąd te myśli ? Spróbuj a przekonasz się, że to nie takie proste, Jak Ci się uda masz u mnie dużą wódkę albo małe lody, albo na odwrót, jak wolisz.
Żal mi trochę Zakopanego, które pamiętam z dzieciństwa czy nawet sprzed 15 lat, bo taką miałem przerwę. Może to tylko brak mojej elastyczności albo jakiś nieświadomy lęk przed tym, że gdy wycina się stare drzewa, to i dla mnie pewnego dnia może braknąć miejsca na tej Ziemi. Wszystko się zmienia i nic w tym nowego. Tak być musi i to jest dobre. I słusznie zauważyłeś: doskonała obojętność jest pozorna bo emocje aż kipią. Rozgryzłeś mnie wcześniej niż ja sam. Jesteś wielki !
Co do miejsc niezwykłych, to tak się składa, że żyję w takim jednym, gdzie ciągle coś się dzieje i już chyba nigdy nie będzie normalnie. Za to wszyscy normalni ludzie omijają je dużym łukiem. Ty też je omijasz jadąc z Dąbrowy do Bielska. O kawałek drogi przed Pszczyną masz po swojej lewej stronie. Pewnie już wiesz, gdzie to. I pewnie nie przypadkiem te dwa zdjęcia w poście powyżej. Bo z tym nie ma żartów.
Tak jak i Ty, przemieszczając się z południa na północ zawsze miałem uczucie że jest jakoś inaczej. Trudno je zwerbalizować... u nas jakoś tak... byle jak
I brak tej zawiesistości - tam obcy ludzie w autobusie potrafią rozmawiać ze sobą o byle czym i nigdy sie nie spieszą. To zawsze uderzało.
Co do reszty różnić - kiedyś czasem o tym myślałem... nie wiem, nie mam pojęcia. I do tego jeszcze rano jakieś polewaczki na ulicach i trotuarach, w głowie się nie mieści
Co do relacji hołota vs hołota zaskoczę Cię. Nie dzielę ludzi. W wolnej chwili możesz znaleźć mój debiut na tym forum w temacie, który tylko raz poruszyłem. Tam jest odpowiedź. Też później poszukam, odświeżę sobie. W takim śmiesznym mentorskim tonie utrzymany, nawet mi go trochę dzisiaj wstyd. I paru ludzi nieźle wtedy wkurzyłem

Może się uśmiejesz
Rzecz jasna nie zawsze tak było. Jak się ma dwadzieścia parę lat i zbiega ceprostradą w ciężkich butach z dwudziestokilowym balastem na plerach to w głowie rodzą się demony. Z drogi śledzie, bo czołg jedzie
Teraz jest inaczej. Chyba się wyleczyłem, bo nawet wisząc na skałach mam, jako hołota naskalna i wywyższona, zaledwie poczucie fizycznej wyższości będące wielkością różnicy wysokości pomiędzy miejscem przebywania moim a hołoty przyziemnej bądź naziemnej nie wywyższonej, wynoszącej wartość deniwelacji ekspozycji drogi wspinaczkowej
Prawie spowiedź z tego wyszła. Do kruchty nie latam to choć tu się wywnętrzę.
Jeszcze pytanie osobiste: czy "kibini mater" to figura stylistyczna czy użycie tego zwrotu wynika z czegoś bardzo konkretnego ?