Piękna wycieczka. I trochę szalona.

Cały czas mieliśmy cudną pogodę.
Pierwszego dnia trasa przebiegała głównym grzbietem Gór Izerskich - ze Świeradowa czerwonym szlakiem do Szklarskiej Poręby i później.. jeszcze na Szrenicę, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg. Tak mniej więcej wyszło mi niespełna 30 km..

. Ale mogłam coś pomieszać, bo nie chce mi się wierzyć, że to aż tyle. W każdym razie szło się i szło, i szło.. Na Szrenicę donieśliśmy nasze zwłoki.

Aby zdążyć przed zmrokiem, momentami wręcz ruszaliśmy biegiem... Śmieszne to wszystko było, zabawy co nie miara.
I niestety z tego dnia zdjęć nie ma, a szkoda, bo było, co dokumentować.

A nie ma, bo zacięła się klisza w aparacie (stary, wysłużony, lecz kochany zenit) i wszystkie zdjęcia diabli wzięli...
Nocleg na Szrenicy niewątpliwie należał do bardzo dobrych pomysłów. Wysiłek został wynagrodzony przez wspaniałe widoki i cudną aurę. Gdy wchodziliśmy na Szrenicę, po jednej stronie mieliśmy piękne, pomarańczowe słońce i niebo w cudnych kolorach, a po drugiej - przed nami - wielki biało-żółty księżyc, tak blisko, że zdawałoby się, że na wyciągnięcie ręki. Ależ było pięknie! Późnym wieczorem wyszłam przed schronisko. W dole światła okolicznych wiosek i miejscowości migały jak lampki na świątecznej choince. Tylko prezentów brakowało.

Niesamowity, magiczny widok. I wiało mocno, że hej...
Drugi dzień to wędrówka "szlakiem przyjaźni", głównym grzbietem Karkonoszy. Z tego dnia właśnie zamieszczam swoje zdjęcia. Klisza już się nie zacinała, ale zdjęcia są takie sobie, wyszły jakieś problemy z ostrością. Trochę szkoda, ale dało się wybrać kilka fajnych ujęć.
Karkonosze to bardzo ciekawe pasmo. Ma w sobie coś z tatrzańskiego klimatu. Szczególnie w rejonie Śnieżnych Kotłów - Małego i Dużego.
Podaję opis za tym źródłem:
http://www.karkonosz.org/kotly.htm
Śnieżne Kotły (1300-1490m npm.) znajdują się w polskiej części Karkonoszy pomiędzy Łabskim Szczytem (1472m npm.) i Wielkim Szyszakiem (1509 m npm.). Są to dwa polodowcowe kotły o charakterze typowo wysokogórskim. Wielki Kocioł ma długość dochodzącą do 800m, szerokość ok. 600m i głębokość do 200m. Wysokość ścian osiąga w pionie do 150m, długość żeber i filarów przekracza 200m. Mały Kocioł ma długość 550m, szerokość 400m i głębokość 100m.
W internecie znalazłam informację, iż zdarzyło się, że turysta wpadł w głąb Dużego Kotła i wyszedł z tego bez szwanku (dwa takie przypadki, domniemywam, że miały miejsce w zimie

). Nazwa kotłów pochodzi od płatów śniegu, które zalegają tu nawet w lecie. W pobliżu pionowo opadających ścian zbudowano schronisko - dziś jest to coś w rodzaju ośrodka nadawczego telewizji:
http://www.sudety.net.pl/?p=productsMore&iProduct=36 Tych kotłów jest zresztą w Karkonoszach więcej - zarówno po polskiej stronie, jak i czeskiej. Bardzo malowniczy zakątek Karkonoszy to Kocioł Małego Stawu, przy którym leży schronisko Samotnia.
Co rusz spotykamy malownicze grupy skalne. Niesamowite wrażenie robią martwe drzewa - pokłosie klęski ekologicznej, która w bardzo poważnym stopniu zniszczyła drzewostan w Karkonoszach i w Górach Izerskich. Dziś rosną już nowe lasy, a niektóre martwe drzewa pozostawiano dla ochrony sadzonek. Niemniej przykre wrażenie pozostaje, gdy spojrzy się na wylesione stoki..
My doszliśmy do Przełęczy pod Śmielcem i później do Michałowic. Ten dzień był również bardzo intensywny. Nogi obtarły się nam niemiłosiernie. Ostatnie dwa kilometry trzeba było przebyć biegiem, by zdążyć na ostatni autobus. Chyba coś tam nawet majaczyłam ze zmęczenia.
Szlak na odcinku Szrenica - Łabski Szczyt jest cudny, szeroka droga, rajskie krajobrazy. Wielki Szyszak to już droga jak żywcem wyjęta z Tatr. Zrobił na mnie również wrażenie niebieski szlak prowadzący z przełęczy do Michałowic. Ani żywej duszy, wąska dróżka wiła się między kamieniami, strumyczkami, młodymi drzewkami. Jak bardzo różni się ten szlak od szerokiego traktu na Szrenicę, którym wchodziliśmy poprzedniego dnia! A później droga wchodziła w las, gdzie szlak przybierał kształt tunelu "wydrążonego" w drzewach. Bardzo romantyczny widok.
Jak mówimy o Karkonoszach, to też warto wspomnieć o tym, że to właśnie tu zaczęła się turystyka górska. Śnieżka (najwyższa w Sudetach) była pierwszym szczytem, na który rozpoczęły się tłumne wycieczki.. Później ta moda na górskie wędrówki rozprzestrzeniła się na całą Europę. Do tego jeszcze malownicze wodospady Kamieńczyka i Szklarki, zamek Chojnik, który najlepiej odwiedzić w jesienną porę, kiedy to liścisto-iglasty las wokół to jedna wielka paleta barw... Że o czeskich atrakcjach - z braku doświadczenia

- nie wspomnę..
Czy jeszcze trzeba coś dodawać, aby zachęcić do wyjazdu w Karkonosze? Jedno tylko uwaga - raczej nie polecam naszego wariantu.

Choć da się przejść, to trasa jest jednak długa i męcząca. Z braku materiału zdjęciowego nie opisuję przejścia w Izerach. Ale również warto! W okolicach Świeradowa wchodzi się na grzbiet górski i poźniej tylko idzie się "górą" mając niewielkie tylko różnice wysokości. Z braku zalesienia z trasy rozpościerają się wspaniałe widoki, w tym także na Karkonosze.
Grupy skalne:
Roślinki:
Widoczki:
Efekty klęski ekologicznej martwe drzewa, wylesione stoki:
Rajskie klimaty
Uczestnicy wycieczki:
- Magda - na tle schroniska na Szrenicy
- i ja, czyli Agnieszka
Śnieżne Kotły:
