W tym roku nasz vystup z okazji święta niepodległości był grzeczny i spokojny. Na pewno nie działo się tyle co w Warszawie, ale widoki to jednak lepsze były u nas i zdecydowanie wolę taką formę świętowania. Z resztą chyba nie tylko my bo turystów z biało-czerwonymi flagami było więcej.
Wyjazd na spokojnie, a nawet leniwie bo Agnieszkę zgarniamy godzinę po planowanym wyjeździe. Na drodze pusto, tylko pogoda nie zachęca do wędrówek, niebo przykryte, a termometr momentami pokazuje -1*C. W drodze do Tylmanowej myślę głośno nad Lubomirem, ale nikt nawet nie chce mnie słuchać. I dobrze bo byśmy cały dzień marzli w chmurze. Parkujemy na przeciwko marketu który ratował w zeszłym roku Kieratowiczów (ach… Kierat).
Ruszamy zielonym szlakiem przez las, dochodzimy do jakiegoś pola i widzimy, że podjechał mobilny stolik z krzesłami, więc robimy popas.

Stołujemy się
Dobrze, że uzupełniliśmy energię i trochę opróżniliśmy plecaki bo teraz zaczyna się dosyć długie i miejscami strome podejście na szczyt. Najpierw Makowica, później Czerteź, Pasterski Wierch i w końcu Lubań.

Pojawiła się nadzieja, że jednak będzie ładna pogoda.

Wieża na Lubaniu to był dobry pomysł
Przed samym szczytem widzieliśmy już prześwity, miejscami odsłaniające całkiem konkretnie morze chmur i Tatry, ale to co zobaczyliśmy z wieży uruchomiło mięśnie odpowiedzialne za szeroki uśmiech na twarzy.

Tak, widoki były na prawdę mega! Beskid Sądecki, ledwo wystające Trzy Korony, Tatry i Mała Fatra która na zdjęciu się już nie zmieściła… a to tylko jedna strona wieży!

Spojrzenie w stronę Turbacza i Babiej Góry

Wypłynąłem na suchego przestwór oceanu…

Wyspy

2 lata temu na Mincolu, rok temu w Tatrach Wysokich, tym razem na Lubaniu

Nie tylko my przyszliśmy z flagą

Klasyka miejsca

Baza namiotowa… Podobno tylko PRAWDZIWY TURYSTA się tutaj wyśpi
Było opalanie na polanie, ja z Norbertem jeszcze raz wbiegliśmy na wieżę (przy okazji wypatrzyłem widmo Brocken), nie sądziłem, że będzie miał taką radochę z morza chmur. Serce rośnie:)
Koło nas przewodnik przysłuchujący się rozmowom przy napojach rozgrzewających doszedł do wniosku, że chyba musi się wziąć za siebie.
W samochodzie meldujemy się o zachodzie słońca. Nieźle było:)
_________________
A ja dalej jeżdżę walcem, choćby pod wałek trafić miał cały świat.
http://summitate.wordpress.com/