Jako, że prognozy pogody przed wyjazdem do Bostonu nie nastrajały zbytnio pozytywnie (ogólnie zimno i śnieżno) nie planowałem żadnych weekendowych wypadów. Na miejscu okazało się, że śniegu nie ma, ale temperatura trzyma się koło zera. W piątek pod koniec pierwszego tygodnia pobytu zrobiło się jednak ciepło (koło 10C) i słonecznie i stwierdziłem, że może by coś jednak w weekend zrobić.
Po zerknięciu w Google Maps, listę parków stanowych w
Massachusetts i w
New Hampshire w poszukiwaniu jakichś pagórków padło Monadnock State Park. Park znajduje się jakieś 120 km od Bostonu co daje około półtorej do dwóch godzin jazdy. Teraz tylko szybkie znalezienie najbliższej wypożyczalni samochodów, rezerwacja na sobotę i ustawienie budzika na 6 rano.
W sobotę rano okazało się, że niestety pogoda piątkowa się nie powtórzy - wprawdzie było słonecznie, ale zdecydowanie niezbyt ciepło.
Po dotarciu na miejsce wchodzę do Visitor Center, gdzie sprzedają bilety do parku i pierwsze pytanie jakie pada od strażnika to czy mam kolce na buty posiadam, bo na szlakach trochę lodowisko. Nie posiadałem więc już się miałem szykować do odwrotu, ale okazało się, że można je wypożyczyć ([ur=https://kahtoola.com/product/microspikes/l]MicroSpikes[/url]) na miejscu za 10 USD. Biorę! Dodatkowo dowiedziałem się którym szlakiem najlepiej iść - White Cross Trail to lód po całości i zdecydowanie nie polecają nawet z MicroSpikes, White Dot Trail za to całkiem do zrobienia.
No to idziemy!
Już na samym początku szlaku lodowisko.

Szlak powoli zaczyna piąć się do góry.




Widok gdzieś z połowy szlaku.

Wychodzimy powyżej linii lasu. Zaczyna robić się wietrznie ale przynajmniej w końcu widać cel wędrówki.

Chyba najgorszy odcinek szlaku - niby małe zejście w dół, ale raczki zupełnie się nie wbijają w twardy lód. Na szczęście udaje się objeść po gałęziach i kamieniach.


Końcowe podejście do szczytu.


No i wreszcie widok ze szczytu na stronę północną. Wieje okropnie - nie da się ustać a moja raczej miejska niż trekkingowa kurtka przestaje dawać radę. Żeby odpocząć trzeba ukryć się za załomem skalnym.

Spotykam jakichś ludzi, który podchodzili w podwójnych rękawicach i to jeszcze z ogrzewaczami i w mega grubych czapkach. Są dość zdziwieni, że ja bez rękawic i tylko w kapturze, ale jakoś w zadziwiający sposób nie było mi zimno i nawet rękawic czy czapki nie wyjąłem z plecaka.

10 minut na szczycie i czas się zbierać w drogę powrotną, zejście tym samym szlakiem.
Wysokość 964 metry. Początek szlaku na 419. Wyszło jakieś 545 metrów podejścia.
Dystans - 6.39 km. Całość wraz z odpoczynkami 2:40h.
Polecam!
Strona parkuMapa szlaków