Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
relacje na mapie
Regulamin forum


Teraz jest Cz cze 20, 2019 11:56 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: Pn sie 20, 2018 10:41 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9070
Lokalizacja: miasto100mostów
Pod koniec zimy zdecydowaliśmy się na udział w Górskim Obozie Rodzinnym PTTK Tatry Wysokie 2018. Przez moment mieliśmy wątpliwości jak nasze dziaciaki dadzą sobie radę w wymagającym tereniei czy zrobimy cokolwiek więcej ponad "wózkowe" trasy, ale co tam. Założenie bylo takie żeby pochodzić w miarę możliwości i zbytnio się nie spinać. Ja z kolei wiedziałem, że jeśli tylko dopisze pogoda to "coś" uda się zrobić.

Kolejne miesiące mijały bardzo szybko i ani się nie obejrzeliśmy kiedy trzeba już było pakować samochód i ruszać do Tatrzańskiej Łomnicy, do pensjonatu Zora położonego tuż przy dolnej stacji kolejki na Łomnicki Staw. 11 dni w Tatrach - dla mnie bomba. W dodatku jechaliśmy w świetnym towarzystwie moich teściów oraz przyjaciół Lili i Bartka z dwójką ich synów. To nie mogło się nie udać.

4 sierpnia, dzień 0

Wyjeżdżamy rankiem, na zakopiance jak zwykle spore korki, na miejscu jesteśmy wczesnym popołudniem, trochę zmęczeni. Z okien pokoju fantastyczny widok na Łomnicę, Grań Wideł, Kieżmarski oraz Sławkowski. W takiej scenerii urlop zaczynam od grania z dzieciakami w piłkę na trawiastym boisku położonym tuż obok ośrodka. Następnego dnia zapowiadają opady, myślimy co robić. Wpadłem na pomysł odiwedzenia Jaskini Bielskiej, "a potem się zobaczy".

5 sierpnia, dzień 1

W ośrodku mamy zapewnione 2 posiłki. Śniadanie od godziny 7, wieczorem natomiast obiadokolacja. Chcemy zdążyć w jaskini na pierwsze wejście bo spodziewamy się tłoku. W końcu niedziela. Okazało się, że był to świetny ruch, jesteśmy jednymi z pierwszych samochodów na parkingu. Podejście do jaskini zajmuje kilkanaście minut. Jest trochę korowodu z dzieciakami - wiadomo, że trzeba je przygotować na niskie temperatury.

Zwiedzanie trwa ponad godzinę, ale nikomu się nie dłuży. Jaskinia jest naprawdę interesująca, a bogactwo form naciekowych zachwyca. Świetne wrażenie robi miejsce, którym kilkadziesiąt lat temu zwiedzano ją po starej trasie. Na bardzo stromych ściankach były rozpięte drewniane schody i drabiny. Musiało być tam bardzo ciekawie, obecnie droga wiedzie wykutym obok łagodnym tunelem.

Jaskinia Bielska
Obrazek

Po wyjściu dopiero czuć różnicę temperatur. Jako następną atrakcję wybieramy Bachledową Dolinę i ścieżkę w koronach drzew. Parkujemy w górnej części doliny i rozpoczynamy wejście stromym szlakiem na główny grzbiet Magury Spiskiej. Nad Tatrami gęste ciemne chmury, u nas dość dobra pogoda. Na górze wdrapujemy się na wieżę widokową z fajną panoramą na Gorce, Pieniny, Beskid Sądecki oraz Tatry Bielskie. Ostatecznie tę ścieżkę w chmurach sobie odpuszczamy bo takie tlumy tam waliły, że czekalibyśmy chyba z godzinę na wejście. Zresztą, co mieliśmy zobaczyć to zobaczyliśmy z wieży widokowej. Schodzimy nieco innym szlakiem do samochodów, teściowie idą dalej grzbietem Magury Spiskiej. Nasza ósemka wraca do TŁ, po drodze oberwanie chmury. Główkujemy nad planem na kolejny dzień, prognozy minimalnie lepsze. Decydujemy się jechać do Popradzkiego Stawu "a potem się zobaczy".

6 sierpnia, dzień 2

Poranek napawa optymizmem. Wychodzimy z parkingu w sporym zachmurzeniu, ale są przejaśnienia. Ekipa tego dnia 8-osobowa. Teściowie pojechali na Zielony Staw i Rakuską Czubę. Jest bardzo ciepło. Starsze dzieciaki - Franek i Szymon (obaj ok. 5 lat) śmigają na swoich nogach, dwuipółroczny Michał sporo już tupta sam, ale większość tras pokonuje w nosidle (można współczuć Fasoli, Michał nie należy do małych dzieci, waży ponad 16kg). Najmłodszy Julek - półtora roku - nie buntuje się aż tak przed nosidłem, wyciągam go z niego raczej tylko dla rozruszania się. No chyba, że zauważy gdzieś jagody albo maliny - wtedy nie ma siły. Jest komenda "am-am!" i trzeba go wypuścić na łowy.

Do schroniska dochodzimy spokojnie w jakąś godzinkę. W międzyczasie spadło kilka kropel deszczu ale ogólnie jest nieźle. Decydujemy, że podejdziemy sobie kawałek w stronę Osterwy, wrócić zawsze można a na jakiś większy deszcz się nie zapowiadało. Starsi chłopcy jak tylko zobaczyli "skałki" czyli szlak prowadzący przez poukładane kamienie, zwarli poślady i ruszyli do góry. Szlak na Osterwę jaki jest - każdy wie. Myślałem, że podejdziemy trochę do góry, popodziwiamy widoki i zejdziemy. Ale szliśmy i
szliśmy, a hasła do odwrotu nikt nie rzucił. Tymczasem zaczyna odsłaniać się zachmurzona do tej pory górna część Doliny Złomisk, Wysoka, Grań Baszt. Zrobiliśmy jedynie jedną dłuższą przerwę na "am-am!" (jagody tuż przy szlaku) i w naprawdę dobrym tempie wtarabaniliśmy się na samą górę. Ależ byliśmy niesamowicie dumni z naszych chłopców. Prawie 750m przewyższenia, a oni zero narzekania, zero oznak zmęczenia i zero "nudzi mi się"! Na Osterwie robimy porządny popas, kręcimy filmy, pijemy
bezalkoholowe Zlate Bażanty i ogólnie dobrze się bawimy. Podczas drogi powrotnej chłopaki również świetnie dają radę, choć schodzenie sprawia im więcej kłopotów i jest bardziej czujne. W schronisku ponownie robimy dłuższą przerwę, ale asfaltem właściwie zbiegamy na dół. Jesteśmy tak dumni, że piszemy o wyczynie chłopaków na tablicy informacyjnej naszego obozu.

Ekipa na Osterwie
Obrazek

7 sierpnia, dzień 3

Na następny dzień zapowiadaja mega lampę. Fasole decydują się zająć wszystkimi dzieciakami a mnie i Alicję puszczają samych w góry. Proponuję Alicji pewien szczyt, który męczył mnie od dłuższego czasu gdyż nie miałem z niego widoków, z jedynej góry z całej WKT. Małżonka się zgadza. Idziemy na Lodowy! Na szlaku jesteśmy ok. 5 rano. W niecałe pół godziny podchodzimy na Hrebienok, potem niestety przegapiłem wejście w pierwszy skrót (zmylił mnie nowy mostek, widać że po tych ostatnich ulewach Dolina Zimnej Wody musiała sporo ucierpieć), w drugi już wchodzimy. Jemy śniadanie w Chacie Zamkowskiego. Alicja dość dobrze zna słowackie Tatry Wysokie ale akurat tak się złożyło, że nigdy nie była ani w Zbójnickiej ani w Teryho. Ja jestem w swoim żywiole opowiadając o graniach i szczytach, które możemy podziwiać. Do Teryho dochodzimy po niecałych 3 godzinach czyli czas jest ok.

Spod Terinki o poranku
Obrazek

Dalsza część drogi to wątpliwości, którędy dokładnie prowadzi ścieżka na Lodowy Zwornik. ogólny kierunek znałem doskonale, wiedziałem też że powinno być dobrze przedeptane. Ostetcznie odbijamy w prawo zbyt wcześnie i idziemy trochę niewygodnie po wielkich wantach między stawami. Ścieżkę odnajdujemy pół godziny później. Stopniowo schronisko coraz bardziej się od nas oddala, powoli zdobywamy wysokość, w końcu docieramy w miejsce gdzie ściany Lodowego schodzą najdalej na prawo, tuż potem robimy ostry zwrot w lewo i teraz zostaje nam jakieś 300m w pionie, prościutko jak strzała pod Lodowy Zwornik.

Okazało się jednak, że wbiliśmy się za bardzo na prawo, w jakieś ścianki i żlebki. Tym bardziej śmieszne, że idąc tędy 8 lat temu z chłopakami zapamiętałem, że wtedy poszliśmy za bardzo w lewo. Droga lekko nam się skomplikowała, a tymczasem ja zacząłem czuć znaczący dyskomfort. "Alicja, masz papier toaletowy?" "Oczywiście" "Uhh... Kocham Cię". No cóż, "moja" godzina. Kiedy się pozbierałem, małżonka była już kilkanaście metrów nade mną. Którędy ona to przeszła, szukam drogi, krzyczę:
"tęęędy?" "Taaaa!" Ale tędy ni ch.. mi nie pasuje. Wyszukuję własny wariant, ale zmusiło mnie to do sporego obniżenia się. W końcu zauważamy ewidentną ścieżkę i od tamtego momentu z nawigacją nie było już żadnego problemu. Wkrótce dołącza do nas Bartek, chłopak którego poznaliśmy kilkanaście minut wcześniej i z którym chwilowo się rozłączyliśmy.

Podejście pod Lodowy Zwornik
Obrazek

Widok na drugą stronę powalił
Obrazek

Dalszy przebieg drogi na Lodowy
Obrazek


Kilka chwil potem jesteśmy już pod zwornikiem i osiągamy grań. Peeeeeeeetarda!!!! Lepszych warunków do wejścia na Lodowy nie mógłbym sobie nawet wymarzyć. Widoki ostre jak brzytwa! W oddali Babia, Pilsko, za nimi jeszcze coś majaczy - Barania? Romanka? Skrzyczne? Tatrzańskie granie widoczne z każdym detalem. Podchodzimy kawałek w prawo na sam Lodowy Zwornik. Bielskie i Kołowy również prezentują się wybornie. No to została nam ostatnia prosta. Wygodną i litą granią w kilka minut
dochodzimy do Lodowego Konia. Przed laty to miejsce zrobiło na mnie wrażenie, teraz już nie bardzo. Nawet lufa nie taka wielka. Z ciekawości rozglądam się za obejściem konia, szczerze mówiąc nie odnajduję nic przyzwoitego. Zresztą - naprawdę nie ma sensu go obchodzić. Alicja radzi sobie z nim doskonale. W ogóle porusza się bardzo pewnie i szybko. Wkrótce potem zobaczyliśmy trójnóg i po chwili stanęliśmy przy nim.

Litą granią w górę
Obrazek

Po pięciu i pół godzinie od wyjścia ze Smokowca możemy cieszyć się wspaniałą panoramą od Niżnych Tatr po Beskidy. W najbliższym sąsiedztwie najfajniejsze wrażenie robi Jaworowy Mur, dużo pod nami. Przez następne pół godziny, jemy, pijemy, gadamy i cieszymy się górami. Decydujemy się schodzić tą samą drogą. Proponowałem trawers w kierunku Lodowej Przełęczy, ale Alicja nie lubi łazić w kruszyźnie. Spoko - to wracajmy przez Konia. W międzyczasie z południowego zachodu zaczęły napływać chmury,
na szczycie byliśmy w idealnym momencie.

Żabi Staw Jaworowy i Jaworowy Mur ponad nim
Obrazek

Grupa Łomnicy
Obrazek



Zejście, mimo obaw Alicji, nie sprawia żadnych trudności. Z Lodowego Zwornika na dół widzimy doskonale ścieżkę - z tej perspektywy jest ewidentna i biegnie aż na sam dół doliny. Schodzimy spokojnie, słońce zaczyna mocno prażyć i coraz częściej myślimy tylko o piwie i kofoli w Terince. Już w dolinie kilka razy spotykamy kozice, pozują nam jak na zamówienie. W schronisku kolejka jak w Morskim Oku. Kończy się w połowie schodów. Czekam chyba z 20 minut, ale nie mogę odmówić sobie picia i
gulaszu.

Tak nam pozowały w drodze powrotnej
Obrazek

Wychodzimy ze schronu i nagle Alicja włącza piąty bieg. Z góry właściwie zbiega wyprzedzając dosłownie wszystkich. W Smokowcu jesteśmy chyba po 1h45. Całość akcji to jakieś 11h. Baaardzo zadowoleni wracamy do dzieci i przyjaciół. To był dobry dzień.

8 sierpnia, dzień 4

"Chłopaki, chcecie jechać do jaskini lodowej???" "Taaaaaaaaak!!!!" No i super. Jaskinię wyczaiłem przeglądając materiały reklamowe podczas zwiedzania Bielskiej. Dobszyńska Jaskinia Lodowa jest położona w południowej części Słowackiego Raju. Jest to nasz jedyny kontakt z tym pasmem podczas tego wyjazdu. Nie decydujemy się zabrać dzieciaków w wąwozy, niech jeszcze trochę podrosną. Jeszcze nie raz będziemy w tym rejonie.

Co do samego zwiedzania jaskini - jest to dosyć unikalne miejsce. Wiąże się z nim kilka ciekawostek - lód wewnątrz jest w ciągłym ruchu (oznacza to, że jest to de facto prawdziwy lodowiec) a jego całkowita wymiana odbywa się co kilkadziesiąt tysięcy lat. Do lat 50. ubiegłego wieku w jaskini trenowali w lato czechosłowaccy łyżwiarze szybcy. Ukształtowanie przestrzeni uniemożliwia wyparcie z niej chłodnego powietrza i przez cały rok utrzymuje się tam temperatura poniżej zera. Oznaczało to konieczność jeszcze większego zadbania o komfort termiczny najmłodszych. Cała trasa udostępniona dla turystów prowadzi metalowymi ścieżkami i drabinkami. Zwiedzanie trwa dość krótko - mniej niż pół godziny. Miejsce jest warte odwiedzenia. Formy lodowe są niesamowite. Największe wrażenie miejsce wywarło chyba na Julku - przełączył się w tryb przetrwania. Skulił się cały, włożył ręce pod siebie, wtulił we mnie i za nic nie chciał puścić a jego szeroko otwarte oczy zdradzały niejakie przerażenie. W końcu zasnął.

Po jaskini schodzimy do aut i decydujemy się objechać Słowacki Raj z drugiej strony i pojechać do Spiskiej Nowej Wsi. Miasteczko ma całkiem ciekawe architektonicznie centrum w kształcie... wrzeciona. Chociaż mi zdecydowanie przypomina co innego. Jest to dość typowy układ w tej części Słowacji. Obchodzimy centrum wokoło, upał wygania nas na lody. Dobrze, że jest sporo dającej cień zieleni. Wracamy do TŁ podziwiając po drodze majestatyczne Tatry.

Wieczór spędzamy przy wódeczce i kartach. Czyli jak prawie wszystkie. Tym razem poszło tego trochę więcej i kiedy komunikuję, że idę w góry na wschód słońca to chyba nie wszyscy wierzą, że wstanę.

9 sierpnia, dzień 5

Ale wstałem. Po cichutku wychodzę z ośrodka i jadę kilka kilometrów do Smokowca. Plan był na szybkie, kondycyjne wyjście na Sławkowski Szczyt. Trochę po to, żeby przekonać się czy dobrze z Alicją zapamiętaliśmy, że ten szlak to nic specjalnego (byliśmy tam 12 lat wcześniej) a trochę po to aby zlustrować Sławkowską Grań. Teraz niestety nie miałem na nią czasu. No a przede wszystkim po to aby tak do końca nie zdziadzieć. A biegać swoim normalnym harmonogramem, po płaskim, mi sie na urlopie
nie chciało.

Wychodzę ze Smokowca o 3.30 o świetle czołówki. Zamiast iść niebieskim szlakiem na Sławkowski to poszedłem na Hrebienok, bo zapamiętałem, że 12 lat temu poszliśmy stamtąd na przestrzał stokiem narciarskim do góry wychodząc na niebieski szlak tuż pod Maksymilianką i było super szybko. No i zachodzę na ten Hrebienok przed 4 rano, ciemno jak w d... ani wyciągu ani trasy narciarskiej, nic... Ech... Nie pozostało mi nic innego jak pójść magistralą do Rozdroża pod Sławkowskim, i tam skręcić w prawo na właściwy szlak. Robiąc super koło... Ale nie było rady. Na Maksymiliankę docieram po 1h02 od opuszczenia samochodu, a motałem się ładnych parę minut poszukując ścieżki wzdłuż nieistniejącego wyciągu. Chwilę podziwiam ladny widok na Pośrednią Grań i Łomnicę i ruszam w górę. Szedłem nie jakoś na zapalenie płuc, po prostu dość żwawym krokiem, robiąc niewiele przerw. Szlak miał dobre nastromienie ale równocześnie sporo nierównych kamieni i pełno korzeni kosówki. Mimo tego w następną godzinę podchodzę... prawie 800 metrów.

Wschód słońca na stokach Sławkowskiego - widok w stronę Łomnicy
Obrazek

Wschód słońca spotyka mnie gdzieś na wysokości Królewskiego Nosa. Robię kilka zdjęć i idę dalej. Nagle z kamienia wyjeżdża mi noga i sie potykam. Po kilkunastu krokach znowu. Co do k... nędzy? Okazało się, że na tej wysokości głazy są bardzo śliskie, czyżby wiatr przyniósł tyle wilgoci? Rosa? Pierwszy raz spotkałem się z takim zjawiskiem. Na szczycie staję o 5.50. Wieje zimny, porywisty wiatr. Widoki - tak jak to ze Sławka zapamiętałem. Niby fajne, ale góry jednak tylko z jednej strony. Nie czuje się tej przestrzeni tak dobrze. Schodzę kilka minut Sławkowską Granią aby porobić z lepszego miejsca zdjęcia. 2h20 na Sławkowski. Gdybym nie zaczynał podejścia w nocy, nie na czczo i poszedł od razu właściwą drogą to myślę, że spokojnie z 2 godzin jeszcze sporo bym urwał. Bieganie chyba jednak swoje robi.

Sławkowska Grań - wygląda całkiem ładnie
Obrazek

Lodowy, Durny, Łomnica
Obrazek

Gerlach, Staroleśny Szczyt
Obrazek

Na szczycie spędzam pół godziny. W międzyczasie zrobiło się nieco lepsze światło i widoki jakieś takie fajniejsze. Gerlach w chmurach. Jem resztki prowiantu i zimny wiatr zgania mnie na dół. Jest cholernie ślisko. W pewnym momencie wyjeżdżam obiema nogami z głazu i walę na plecy tak, że mnie trochę zatkało. Ech... Główny impet poszedł na pośladek. Ręka trochę zdarta. Muszę przełożyć zegarek na prawą. Niewygodnie jakoś. Dobra schodzę dalej. W pewnym momencie koło Nosa gubię szlak. Parodia. Motam się kilka minut w wantowisku, w końcu idę bardziej na grań i spotykam ścieżkę. Przed siódmą spotykam pierwszych ludzi idących do góry - najpierw jakiś biegacz, potem sporo Polaków. Część mocno zdziwiona - już ze szczytu? Tak, na śniadanie wracam. Im niżej tym szybciej. Przy samochodzie kilka minut po 8 rano. Ze szczytu 1h50.

Wracam do pensjonatu, biorę prysznic, jem śniadanie i zbieram się. Wszyscy już gotowi i czekają na mnie. Jedziemy do Szczyrbskiego z zamiarem wjazdu pod Solisko i wycieczki na Skrajne. Parkujemy pod kolejką, wysiadamy i patrzymy na czarne chmury przewalające się nad graniami. Odpuszczamy wjazd bo z dzieciakami - wiadomo. Idziemy na spacer wkoło jeziora. Wszyscy na mnie wk... bo jakbym nie musiał iść na wschód to bylibyśmy wcześniej i pewnie zdążyli przed załamaniem pogody. Ale tak
patrzymy w to niebo... Nie jest źle, niebo prześwituje! Dobra, nazad do góry! Przyjemny wjazd pod Solisko i kilka stopni chłodniej. Pogoda trzyma. Karawana powoli podchodzi do góry. Ludzi bardzo dużo. Michał koniecznie chce iść sam na nogach i Fasola z nim zaczyna odstawać.

Dolina Młynicka
Obrazek

Ja gadam, ja latam!
Obrazek

Wchodzimy na szczyt i standard - jedzenie, widoczki itp. Dzieciaki po raz kolejny, po Osterwie, biją swój rekord wysokości. Julek strasznie marudzi. Biorę go do nosidła, bo pewnie chce spać. Po chwili mijam się z Fasolą i Michałem. Julek po chwili zasypia, schodzę z nim ostrożnie pod schronisko, znajduję kawał trawska, wyciągam go, kładę sobie na klatę i sam też zapadam w lekką drzemkę. Chwilę potem schodzi się reszta, robi się jakby ciemniej. Zjeżdżamy. I wtedy zaczyna się taka zlewa, że początkowo myślałem, że grad pada, a to były tak wielkie krople deszczu. Zawijamy Julka we wszystko co mamy. Franek trochę przestraszony, ale bardziej się śmieje. Wysiadamy cali zlani, ale już przy dolnej stacji wychodzi słońce. Wracamy zadowoleni do pensjonatu, fajny, intensywny dzień za nami. Można się dobrze napić, chociaż ja długo nie siedzę, bo jednak noc była zarwana i trochę gór w nogi weszło.

Ciężki to był dzień
Obrazek

10 sierpnia, dzień 6

Tego dnia nastąpiła zmiana - ja z Alicją zostaliśmy z dziećmi, a Lila z Fasolą poszli w góry, na Małą Wysoką.

11 sierpnia, dzień 7

Dzień słabszej pogody, od samego rana były zapowiadane spore opady. Tymczasem poranek nie był najgorszy, o 6 padało mocno, ale już o godz 9-10 przeobraziło się to w niegroźny kapuśniaczek. Koło południa zbieramy się na wycieczkę do Kieżmarku. Miasteczko całkiem interesujące, w centrum dużo ciekawej architektury. W końcu konkretna ulewa przegania nas do samochodów. Wieczór, po położeniu dzieciaków spać - wiadomo.

Zamek w Kieżmarku
Obrazek

Urokliwe centrum
Obrazek

12 sierpnia, dzień 8

Pogoda w miarę przyzwoita, choć przez góry przewalają się chmury. Idziemy od parkingu Biała Woda do schroniska nad Zielonym Stawem Kieżmarskim. Droga zajmuje nam niecałe trzy godziny. W trakcie wiadomo - sporo przystanków na "am-am!"

Niestety, najwyższe szczyty póki co są schowane w chmurach. Mały Kieżmarski widać do połowy ściany. Zalegamy w schronisku i jemy i pijemy miejscowe specjały. Po chwili wychodzimy, dzieciaki zaczynają bawić się nad stawem, a chmury tymczasem podnoszą się do góry. A to przez chwilę widać wierzchołek Baranich Rogów a to Kołowego.

Nad Zielonym Stawem Kieżmarskim, wyżej jeszcze mleko
Obrazek

Po dłuższej dyskusji decydujemy, że idziemy jeszcze nad Biały Staw. Tym samym robię podczas tego wyjazdu pierwsze kroki w Tatrach w miejscu gdzie jeszcze nigdy mnie nie było. Szlak bardzo przyjemnie trawersuje stok, za plecami otwierają się coraz szersze widoki na otoczenie Doliny Dzikiej. Po poprawie pogody widoczne w całej okazałości.

Po godzinie docieramy nad stawy, miejsce robi na mnie kapitalne wrażenie. Świetna sceneria i niesamowity kontrast między łagodnymi Tatrami Bielskimi a zerwami Wysokich. Muszę tam wrócić i przejść się kiedyś przez Przełęcz pod Kopą.

Trawers w kierunku białego Stawu, za plecami coraz lepsze widoki
Obrazek

W akademiku nazywaliśmy to "zasnąć w opakowaniu". Tutaj level pro
Obrazek

W drugą stronę wapienne Bielskie
Obrazek

Schodzimy szlakiem niebieskim a potem żółtym do parkingu. W połowie drogi musimy przedzierać się jakieś kilkaset metrów w strasznym błocie. Dzieciaki pod koniec robią się coraz bardziej zmęczone. Ale ostatecznie dają radę. 17km i 700m podejść to naprawdę kawał wycieczki dla takich młodzików. Następnego dnia mają zapowiedziany odpoczynek.

13 sierpnia, dzień 9

Ku mojej radości Alicja oraz jej mama zgadzają się zostać z dzieciakami a ja mogę lecieć w góry. Teściowie byli dzień wcześniej na Rysach i mama chce trochę odetchnąć od Tatr.

Wstaję dość późno bo jakoś przed 4. Zbieram się szybciutko i jadę samochodem do Szczyrbskiego. Coś mi się głupio ubzdurało, że szlak żółty do Młynicy startuje razem z magistralą od samego jeziora. I przez to postawiłem samochód bardzo nisko zamiast jechać aż pod wyciąg pod Solisko. Tym samym dodałem sobie dobre 1,5km drogi w każdą stronę, mistrzostwo.

Ale nic to. Szczyrbskie zostaje w dole a ja idąc dość powoli wchodzę w Dolinę Młynicy. Po godzinie z małym okładem jem śniadanie ponad Wodospadem Skok. Po kolejnym niskim prożku doliny dochodzę do ogromnego głazu narzutowego z namalowanym dużym żółtym kołem. Tak jakby kończył się tu żółty szlak. Miejsce to jest położone przy Niżnym Kozim Stawie. Patrzę na Grań Baszt lustrując miejsce gdzie może odbijać ścieżka na Szatana. Idę jeszcze kilkadziesiąt metrów w górę doliny ale już wiem. To nie
może być gdzie indziej.

Skręcam koło głazu i od razu znajduję bardzo wyraźną ścieżkę. Wiedzie ona pod ścianę powoli zdobywając wysokość. Po czym skręca w prawo. W tym momencie zaczyna się charakterystyczny trawers. Wiedziałem z opisu, że należy skręcić w lewo do drugiego, a nie pierwszego żlebu. Ścieżka jest bardzo wyraźna i droga nie pozostawia żadnych wątpliwości. Nie wiem czy widziałem gdziekolwiek tak dobrze przedeptany i wykopczykowany bezszlak.

Po kilkunastu minutach trawersu dochodzę do kluczowego punktu przewinięcia się przez wypychający blok. Kilka lat temu śmierć poniosła w tym miejscu młoda Słowaczka. Wiem że była tutaj zawieszona tabliczka upamiętniająca dziewczynę, ale nie znalazłem jej. Czyżby została usunięta lub przeniesiona pod Osterwę? Dokładnie lustruję to miejsce. W dół prowadzi średnio nachylona ścianka z dobrymi chwytami. Schodzę nią i to okazuje się świetne obejście gdyż tym wariantem przewinięcie na drugą stronę nie przejawia żadnych trudności.

Kilka minut później docieram do właściwego żlebu i rozpoczynam podejście. Ścieżka jest nadal bardzo wyraźna. Momentami schodzi do dna żlebu ale przeważnie prowadzi zamykającym ją od prawej żebrem. Im wyżej tym robi się coraz chłodniej i coraz bardziej odczuwalne są podmuchy wiatru. Bardzo jestem ciekaw jak wygląda widok na drugą stronę grani, ale ten niestety rozczarowuje. Jest duże zamglenie, sporo chmur. No nie ma rewelacji. Parę minut później stoję na południowym wierzchołku Szatana. Przez długi czas był to najwyższy wybitny szczyt Tatr, na którym jeszcze nie byłem. Teraz to miano dzierży zachodniotatrzański Baraniec.

Na szczycie spotykam parę Polaków właśnie zwijających bety po biwaku. Wpisuję się do doskonale zachowanego zeszytu i idę na wierzchołek północny. Muszę przyznać, że tutaj wrażenie robi przestrzeń otwierająca się na północ. Sam pik wydaje się być zawieszony ponad resztą grani jak dziób okrętu, w dodatku będąc wychylony na bok, poza jej oś. Przezornie odsuwam się trochę od krawędzi urwiska - nie chciałbym, żeby coś więcej się tam urwało razem ze mną.

Widok na północną część Grani Baszt z północnego wierzchołka Szatana
Obrazek

Soliska, Hruby, Szczyrbski
Obrazek

Na stronę Doliny Hińczowej. Musze kiedys wejśc na Szatana po południu kiedy będzie ładnie podświetlona
Obrazek

Po paru minutach na szczycie zaczynam marznąć. Widoki szału nie robią, na stronę Solisk jeszcze w miarę, bo są ładnie oświetlone, Północna część Grani Baszt też, ale już najwyższe szczyty Tatr to jedno mleko. Szkoda.

Myślałem o zejściu turystycznie przez Baszty, ale w takich warunkach i zimnie coraz bardziej zaczęła mnie ciągnąć dolina. Zszedłem tą samą drogą. W pewnym momencie już na trawersie droga wydała mi się nieoczywista. Bez przekonania potrzedłem kawałek jakąś stromą ścianką i okazało się, że było to właśnie to obejście tego kluczowego miejsca. Czyli poszedłem tym obejściem czysto intuicyjnie. Ale nie było to takie oczywiste. Może ten tragiczny w skutkach wypadek nastąpił właśnie podczas zejścia ze
szczytu?

Nad Kozim Niżnym Stawem słońce jakoś tak mocniej zaświeciło. Może by się gdzieś jeszcze przejść? Telefon do bazy, zielone światło na późniejszy powrót i lecę na Hrubego - bo po prostu lubię tę górę. Wpadam w swoje stabilne, niezbyt szybkie tempo, ale z małą ilością przystanków. Szybko osiągam górne piętro Młynicy aż dochodzę do ścianki z wymalowanymi wielkimi napisami STOP. Dalej idę właśnie tam po starym przebiegu szlaku, kawałek trawersu, potem żlebik, na drugą stronę, w górę do grani i kilka chwil później jestem już na Furkocie. Widoczność sporo lepsza. Zamieniam kilka słów z Polakami, którym właśnie dogoniłem.

Nie zabawiając długo na Furkocie rozpoczynam podejście na Hruby. Na początku kawałek łańcucha sprowadza się na siodełko. A potem na czuja - przeważnie pod granią. Zasada jest taka - jak się robi za trudno - to na drugą stronę grani. Szło mi się ekspresowo, na zegarek nie patrzyłem, ale pod Hrubym melduję się po góra kilkunastu minutach. Ostatnie metry przed wierzchołkiem są sporo ciekawsze - najpierw trzeba przewinąć się pod odpychającą płytą, potem po wielkich pochyłych płytach do
malutkiego konika i już wierzchołek. Widok na Niewcyrkę, Krywań, Szczyrbski, całe polskie Tatry i sama Grań Hrubego - kapitalny. Uwielbiam go. Szkoda, że nie ma dobrej przejrzystości. Patrzę na zegarek. Jestem na Hrubym równo 2 godziny od opuszczenia wierzchołka Szatana. Fajnie.

Polska część Tatr od kuchni - widok z Hrubego
Obrazek

Szczyrbski Szczyt, Grań Baszt
Obrazek



Krótka, Krywań, Niewcyrka, Liptowskie Kopy z Furkotnej Przełęczy
Obrazek

Górna część Doliny Furkotnej
Obrazek

Tymczasem dwójka Polaków sporo rzeźbi na tej grani i mimo, że ruszyli równo ze mną to zajmuje im to ze 3 razy więcej czasu. Ale mam wrażenie że niepotrzebnie starają się iść blisko jej ostrza. W każdym razie nie wyglądają zbyt pewnie i kiedy mijam ich w trakcie zejścia a potem patrzę - okazuje się, że na sam wierzchołek nie wchodzą tylko zatrzymują się pod tą odpychającą płytą.

Z Furkotu schodzę przedeptanym wariantem pod granią na stronę Doliny Furkotnej. Koło Furkotnej Przełęczy wychodzę jeszcze parę metrów na grań popatrzeć na Niewcyrkę i Krywań. Pięknie tam. Wkrótce znajduję stare żółte znaki a kilka minut później docieram do szlaku. Szybkim tempem tracę wysokość. Na rozstaju skręcam w lewo do schroniska pod Soliskiem. Nie mogłem odmówić sobie gulaszu i dobrej kawy. Ze schroniska zbiegam w mniej niż pół godziny do samochodu. Całą wycieczka
od auta do auta zajmuje mi 7h brutto.

14 sierpnia, dzień 10

Alicja zgłasza chęć wyjścia w góry na jakiś fajny szlak ze swoją mamą. Na babską wycieczkę w ciekawej scenerii. Proponuję Zawory i Gładki przez Koprową - szlak na którym sam nie byłem nigdy. Ale bardzo byłem ciekawy jej opinii. Niestety, prognozy zmieniają się na dużo gorsze w ostatniej chwili i kobitki nie idą. Bardzo żałuję, tak jakbym sam nie wyszedł w góry.

Po śniadaniu zbieramy całą ekipę i jedziemy do kolejnej jaskini - tym razem Ważeckiej, znajdującej się w masywie Niżnych Tatr, koło miejscowości Vażec. Nad górami wiszą chmury, od czasu do czasu mniejszy lub większy deszcz, ale chyba nie wygląda to tak źle jak zapowiadali. Bywa.

Sama jaskinia bardzo ciekawa, choć zwiedzanie dośc krótkie. Wyróżnia się ona tym, że znaleziono w niej pełno szczątków niedźwiedzi jaskiniowych. Julek znów wpada w tryb przetrwania. Jeden akcent humorystyczny - na bramie przy jaskini widnieje jakaś tabliczka, a z jej drugiej strony widać, że był to znaczek parku przyrody Czechosłowacji z godłem z czerwoną gwiazdą. Słowacy to jednak są pragmatyczni - po co wyrzucać.

Jaskinia Ważecka
Obrazek

Jaskinia Ważecka
Obrazek

Punkt widokowy Skałka - widok na zamek i Tatry Zachodnie
Obrazek

Po zwiedzeniu jaskini jedziemy do Liptowskiego Gródka na zamek. Jest on podczas intensywnej odbudowy, wnętrze średnio atrakcyjne dl turystów, ale obok zamku jest fajny punkt widokowy - Skałka. Panorama obejmuje Tatry, Góry Choczańskie i Niżne Tatry.

Wracamy do TŁ no i cóż - trzeba się pakować. Spędzamy jeszcze fajny wieczór przy grze planszowej i kolejnego poranka rozjeżdżamy się do domów.

Co do samego wyjazdu - organizacja świetna, zaangażowanie organizatorów na najwyższym poziomie, warunki bardzo przyzwoite, pogoda była przeważnie dobra - nie możemy narzekać. Zaczynamy myśleć nad następnym rokiem.

Ja jestem bardzo zadowolony bo jednak sporo udało się pochodzić. A dzieciaki dały sobie świetnie radę. Mam nadzieję, że za bardzo ich nie wyeksploatowaliśmy.

Dziękuję moim wspaniałym współtowarzyszom, mojej rodzinie i przyjaciołom za spędzenie świetnego urlopu.

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 20, 2018 1:35 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr sie 03, 2005 1:09 pm
Posty: 22079
A zmęczyłeś się choć trochę ? :mrgreen:

Piękny wyjazd, piękne trasy, mądre rozdzielenie obowiązków, sensowne wykorzystanie wieczorków literackich.

Powodzenia w przyszłym roku.

_________________
"Stary jestem, mam sklerozę, czas umierać" 09.IX.2006 - rozstaj dróg w Dolince za Mnichem

"Stałem się nowym użytkownikiem ale ten nowy też musi posta napisać"


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 20, 2018 2:20 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn sie 26, 2013 7:31 am
Posty: 1408
Lokalizacja: Tarnow
Graty za udany urlop. Pogoda dopisała, humory widać też także super wykorzystany wolny czas.

ps. widzę że w końcu Szatan zaliczony :D

_________________
flickr

------

"czekan, jak sama nazwa wskazuje - narzędzie do czekania"
Włodzimierz Firsoff
Taternik 1932 nr 3


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 20, 2018 3:01 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): So lut 09, 2013 10:52 pm
Posty: 919
Lokalizacja: Łódź
Krabul napisał(a):
Wpadam w swoje stabilne, niezbyt szybkie tempo, ale z małą ilością przystanków.

Ta akurat ! Już ja znam to Twoje stabilne tempo. :mrgreen:
Kurcze gracko pochodzone. Zazdroszczę Ci tego zmysłu organizacyjnego i znajdowania fajnych miejsc na wycieczki. "Polska B" - wciąż pamiętam i teraz też ciekawe miejsca.

_________________
Gdzie wola - tam droga.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 20, 2018 3:12 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9070
Lokalizacja: miasto100mostów
Łukasz T napisał(a):
A zmęczyłeś się choć trochę ? :mrgreen:
Dziećmi - tak. :mrgreen:
Łukasz T napisał(a):
Piękny wyjazd, piękne trasy, mądre rozdzielenie obowiązków, sensowne wykorzystanie wieczorków literackich.
Dzięki. Jedną rzecz bym zmienił tylko. Poszedłbym zamiast na Sławka w trochę inną okolicę. Ale nic to. Następnym razem.
lxix napisał(a):
w końcu Szatan zaliczony
Tak, aczkolwiek nie powalił mnie specjalnie urodą ten szczyt. Myślałem, że będzie ładniej. Może kwestia warunków tego dnia.
TataFilipa napisał(a):
Zazdroszczę Ci tego zmysłu organizacyjnego i znajdowania fajnych miejsc na wycieczki. "Polska B" - wciąż pamiętam i teraz też ciekawe miejsca.
Dzięki. W planach jest Polska B - część północna + Bialoruś. Ale realizacja pewnie dopiero w 2020.

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 20, 2018 4:22 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 1183
Krabul napisał(a):
Ostatecznie tę ścieżkę w chmurach sobie odpuszczamy
Bardzo rozsądnie.
Nie wiem czemu ludzie traktują takie miejsca jakby były jakąś megaatrakcją. Owszem, przeszedłbym się jakby było za darmoszkę, ale robić z tego główny cel dnia... nie rozumiem.

Krabul napisał(a):
waży ponad 16kg
Dokładnie tyle co Tobi ;)

Krabul napisał(a):
Cała wycieczka od auta do auta zajmuje mi 7h brutto.
Heh, ja to bym zrobił w 14, o ile dałbym w ogóle radę ;)

Taki urlop jest dla mnie organizacyjnym majstersztykiem. Znam wielu, którzy twierdzą, że z dziećmi można tylko siedzieć w domu i czekać aż podrosną. Jak widać - nie mają racji.

_________________
SPROCKET
https://picasaweb.google.com/107852838183145186231


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 20, 2018 5:23 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 590
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
Bardzo udany urlop :).
Z tym Lodowym Koniem mnie pocieszyłeś - muszę tam w końcu zaciągnąć żonę :wink: .
Krabul napisał(a):
Tak, aczkolwiek nie powalił mnie specjalnie urodą ten szczyt. Myślałem, że będzie ładniej. Może kwestia warunków tego dnia.

Na pewno, bo przy dobrej widoczności okolica jest rewelacyjna.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 20, 2018 5:35 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Pn sie 20, 2012 9:47 pm
Posty: 2130
Lokalizacja: Kraków
magis napisał(a):
Z tym Lodowym Koniem mnie pocieszyłeś - muszę tam w końcu zaciągnąć żonę

J.w.
A ciągnę już ze 2 lata

PS. Wczasy marzenie


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 20, 2018 7:06 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pn sie 26, 2013 8:03 pm
Posty: 685
To nie jest sprawiedliwe. Nie dość, że nie mam szczęścia do pogody, to nie mam z kim iść na pozaszlak. Gratuluję kondycji i udanych wakacji.

_________________
Wenus w Milo


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 20, 2018 7:59 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): N mar 09, 2014 2:19 pm
Posty: 2639
Obficie!
Myślałem, że wyjdziesz w góry ze dwa razy a w tym trzy z familią.
Gratuluję kolejnych szczytów. Siłą rzeczy już niedługo zostanie Ci kilka do KT i pewnie ją zmęczysz :)

Bardzo lubię oglądać po latach takie zdjęcia:
Obrazek

A to jest w ogóle fajne bo jakoś Was tam pełno i na pierwszy rzut oka trudno się dzieciaków doliczyć, może to jakiś znak? :D

Ten pan Rumcajs jest Twoim bratem, czy te dwie urocze panie to siostry? A może jedno i drugie bo wszyscy podobni!


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 20, 2018 8:57 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr paź 31, 2007 9:46 pm
Posty: 3955
Lokalizacja: GEKONY
Ładnie :mrgreen:

Nasz ostatnio spał na ławce... wcześnie zaczyna :lol:

_________________
Na Otryt, na Turbacz, Świnice, na Groń
na Ślęże, na Śnieżnik, Wołowiec na wskroś
Przez Przysłop i Jaworzynę, brnąc przez kosodrzewinę...


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 20, 2018 11:13 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lip 10, 2007 9:34 pm
Posty: 2425
Lokalizacja: mazowieckie/małopolskie
Świetna relacja. Najbardziej podziwiam Was za zdolności organizacyjne i że przy czwórce małych dzieci tak dobrze wykorzystaliście ten czas. Plus Twoje solowe wycieczki. To się nazywa spręż :)

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 21, 2018 6:32 am 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt sie 29, 2006 6:58 pm
Posty: 664
Lokalizacja: Dolny Śląsk
super spedzony urlop!
ekstra, ze zarazasz pasja latorosle :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 21, 2018 8:14 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9070
Lokalizacja: miasto100mostów
sprocket73 napisał(a):
Heh, ja to bym zrobił w 14, o ile dałbym w ogóle radę ;)
Gdzie tam. Szatan ze Szczyrbskiego to jest jedynie 1100m podejścia, dolina nie jest długa. Potem na Hruby jest 500m zejścia i tyle samo podejścia. Co to jest dla Ciebie 1600m?
sprocket73 napisał(a):
Taki urlop jest dla mnie organizacyjnym majstersztykiem. Znam wielu, którzy twierdzą, że z dziećmi można tylko siedzieć w domu i czekać aż podrosną. Jak widać - nie mają racji.
Problem może być tylko taki, że część dzieciaków po okresie stacjonarnego podrastania może nie chcieć robić już nic innego. I tak sobie podrastają przed komputerem i TV.
Ale twierdzimy zgodnie, że jednak dla dzieciaków było trochę mało atrakcji na tym urlopie. Jakoś nie chcialo nam się jechać na termy czy na jaieś wypaśne aquaparki bo tam znów straszne tłumy. Ale przynajmniej tydzień wcześniej byliśmy z nimi w parku dinozaurów w Krasiejowie.
Sheala napisał(a):
To nie jest sprawiedliwe. Nie dość, że nie mam szczęścia do pogody, to nie mam z kim iść na pozaszlak. Gratuluję kondycji i udanych wakacji.
Dzięki. Wiesz, zawsze można samemu. W popularniejszych miejscach jest spory ruch, może dołączyć do kogoś :)
krank1 napisał(a):
Siłą rzeczy już niedługo zostanie Ci kilka do KT i pewnie ją zmęczysz :)
Zrobiłem pierwszą 30tkę i już patrzę co mi brakuje do pierwszej 40tki. Ale krzaki to chyba na emeryturę zostawiam.
krank1 napisał(a):
Ten pan Rumcajs jest Twoim bratem, czy te dwie urocze panie to siostry? A może jedno i drugie bo wszyscy podobni!
Nie jesteśmy braćmi, a nasze żony nie są siostrami. Chociaż faktycznie z Fasolą jesteśmy trochę podobni. Może nie z rysów twarzy, ale wzrost, waga niemal identyczne, podobny kolor włosów, zarost (choć ostatnio z brodą jestem mocno w plecy). Pod koniec studiów mieszkaliśmy wszyscy razem i dziewczynom zdarzało się pomylić. I na przykład objąć albo złapać za tyłek tego drugiego. Do dziś twierdzą, że niechcący. Ta.... Najśmieszniejsze, że moja żona przyciemniła i ścięła wczoraj zupełnie włosy i jeszcze się upodobniła do Lilki. A dzieciaki w podobnym wieku - między starszymi jest 5 miesięcy różnicy, między młodszymi 11.

Dziękuję wszystkim.

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 21, 2018 8:59 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Cz wrz 04, 2008 11:35 am
Posty: 1230
"Jest komenda "am-am!" i trzeba go wypuścić na łowy."

Jak słodko! :)
Z naszymi też tak łaziliśmy i też zasypiali w opakowaniu. Gratulacje - szczególnie dla małych turystów!

_________________
pozdrawiam
---------------------------
Lepsze od gór są tylko góry!
- krasnoludzkie


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 21, 2018 9:40 am 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 1999
Lokalizacja: Poznań
Lubię czytać te Twoje relacje a stwierdzenie "a potem się zobaczy" sama czasem tez stosuję. Fajny urlop na miarę potrzeb i możliwości wszystkich uczestników, co widać po uśmiechniętych buziach.
Gratulacje dla młodych piechurów za pokonanie asfaltu bez szemrania i jeszcze Osterwy. Sama wielokrotnie słyszałam marudzenia na ciekawszych trasach.
A zdjęcie Dwoje Śpiących (to na Solisku) piękne.

ps. gdyby było jasno to z pewnością ten skrót na Sławkowski byś widział.
A jeszcze z ciekawości zapytam. Na Furkot wszedłeś bezpośrednio od Capiego czy starą ścieżką na Bystry Przechod? Bo ja tam trochę się motałam, a chętnie bym tę trasę powtórzyła ale oczywiście tylko na Furkot.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 21, 2018 9:48 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr sie 03, 2005 1:09 pm
Posty: 22079
Krabul napisał(a):
Nie jesteśmy braćmi, a nasze żony nie są siostrami. Chociaż faktycznie z Fasolą jesteśmy trochę podobni. Może nie z rysów twarzy, ale wzrost, waga niemal identyczne, podobny kolor włosów, zarost (choć ostatnio z brodą jestem mocno w plecy). Pod koniec studiów mieszkaliśmy wszyscy razem i dziewczynom zdarzało się pomylić. I na przykład objąć albo złapać za tyłek tego drugiego. Do dziś twierdzą, że niechcący. Ta.... Najśmieszniejsze, że moja żona przyciemniła i ścięła wczoraj zupełnie włosy i jeszcze się upodobniła do Lilki. A dzieciaki w podobnym wieku - między starszymi jest 5 miesięcy różnicy, między młodszymi 11.


Łapie się pod scenariusz do telenoweli.

_________________
"Stary jestem, mam sklerozę, czas umierać" 09.IX.2006 - rozstaj dróg w Dolince za Mnichem

"Stałem się nowym użytkownikiem ale ten nowy też musi posta napisać"


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 21, 2018 10:29 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9070
Lokalizacja: miasto100mostów
anninred napisał(a):
"Jest komenda "am-am!" i trzeba go wypuścić na łowy."
Jak słodko! :)

Ja jestem w szoku, nieraz młody zbystrzy jakies niedojrzałe jeżyny czy maliny - no kwaśne gówno tak, że ryj wykręca. A on spokojnie przerabia garść po garści i jest ciągle: am-am! Jak musimy odejść od krzaka to jest taka rozpacz, że szok!
e_l napisał(a):
ps. gdyby było jasno to z pewnością ten skrót na Sławkowski byś widział.
O! To ta ścieżka cały czas tam jest? Ale stoku narciarskiego juz nie ma? Bo z tego co widziałem to tak już wyrósł taki solidny młodnik, drzewa na 1,5m.
e_l napisał(a):
A jeszcze z ciekawości zapytam. Na Furkot wszedłeś bezpośrednio od Capiego czy starą ścieżką na Bystry Przechod? Bo ja tam trochę się motałam, a chętnie bym tę trasę powtórzyła ale oczywiście tylko na Furkot.
Teraz szedłem prawie do końca szlakiem aż do wielkiego napisu STOP, który pojawił sie pewnie niedawno. W tym miejscu szlak ucieka ostro w lewo a ja poszedłem prosto w trawers, starym przebiegiem szlaku. Ścieżka ewidentna. Potem dochodzi się do żlebu, jest tam trochę krucho, ale łatwo. Moim zdaniem wygodniej jest przekroczyć żleb i podejść zboczem prosto na Furkot.
Co do podejścia bezpośrednio od Capiego Stawu - to jak najbardziej jest, bezproblemowe, tak szliśmy z Olgą kilka lat temu. I wyszliśmy chyba nawet njuż trochę za Furkotem.
Co do Hrubego - to naprawdę nie jest trudny odcinek drogi. Wymaga jedynie pewnego obycia w umiejętności jej wyszukania. Zasada jest jedna - jeśli jest za trudno lub zbyt niewygodnie - przejdź na drugą stronę grani. I ścieżka pojawia się na nowo jak za dotknięciem czarodziejskiem różdżki. Grań przekracza się z 4-5 razy na pewno. Z Furkotu idzie się delikatnie po lewej stronie, jest tam nawet luźno wiszący łańcuch. Z kolei końcówkę na Hruby jak podchodziłem od prawej, wschodniej i tam się najmocniej obniżyłem od grani. Dochodzi się najpierw do wschodniej grani Hrubego, potem po 2 minutach dociera do zwornika. No i jest do przejścia tychkilka płyt na końcu, widać je na filmie dobrze tuż koło mnie.
Łukasz T napisał(a):
Łapie się pod scenariusz do telenoweli.
:mrgreen:

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 21, 2018 12:45 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 1999
Lokalizacja: Poznań
Krabul napisał(a):
O! To ta ścieżka cały czas tam jest? Ale stoku narciarskiego juz nie ma? Bo z tego co widziałem to tak już wyrósł taki solidny młodnik, drzewa na 1,5m.
Może trochę zarosło, ja tam byłam 3 lata temu. Ścieżkę znalazłam schodząc. Najpierw kawałek przez las parę minut za tym punktem widokowym a potem wychodzisz na polanę
Obrazek

Ta ścieżka była szeroka, czasem na niej coś leżało
Obrazek

Ale generalnie to od szlaku-magistrali trzeba wejść na ten stromy stok najbliżej lasu i trafi się na nią. Ona idzie dość ostro pod górę najbliżej lasu, no a potem w lesie to nie ma szans na zarośnięcie. Jak siedziałam na tej polanie to minęło mnie parę schodzących osób.
Krabul napisał(a):
Ścieżka ewidentna. Potem dochodzi się do żlebu, jest tam trochę krucho, ale łatwo. Moim zdaniem wygodniej jest przekroczyć żleb i podejść zboczem prosto na Furkot.

Dzięki za to. Ja doszłam do żlebu i potem trochę żlebem (a tam krucho) i trochę z lewej weszłam na przełęcz. A jak patrzyłam z góry to tak mi się wydawało, że lepiej by go było przekroczyć i tak jak piszesz. A co do Hrubego to mam duży respekt a mniejsze doświadczenie.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 21, 2018 7:04 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Cz wrz 04, 2008 11:35 am
Posty: 1230
Mogę podać łapkę Twojemu Młodemu :) albo iść na zawody w am-am.
Teraz opychałam się żurawiną w Zachodnich i Niżnych. wykręca szczękę na drugą stronę - pycha!

_________________
pozdrawiam
---------------------------
Lepsze od gór są tylko góry!
- krasnoludzkie


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 23, 2018 8:39 am 
Zasłużony

Dołączył(a): Cz gru 15, 2016 11:53 am
Posty: 192
Lokalizacja: Łódź
Pięknie pochodzone !! Podobają mi się te fotki ze wschodu na Sławkowskim - też się wybierałem tego roku ale nie wyszło.
Tak z ciekawości, bo zamiarujemy zmieniać wózek małemu - nad Zielony Staw Kieżmarski braliście jakiś wózek? Bo jak pamiętam drogę to sporo dużych kamorów tam po drodze jest? Tak samo pod schronisko pod Skrajnym Soliskiem - tam też z wózkiem??


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 23, 2018 9:14 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9070
Lokalizacja: miasto100mostów
Hej, my się nigdzie w Tatrach nie poruszaliśmy z wózkiem, tylko nosidło. Szczerze mówiąc średnio widzę wycieczkę do Zielonego Stawu z wózkiem. Jest to jednak kawałek drogi a są fragmenty gdzie nawet z wózkiem na dużych pompowanych kołach będzie niewygodnie. Niewygodnie będzie pchać a jak będzie dziecku? Sredni pomysł moim zdaniem. Z wózkiem to chyba tylko do Popradzkiego lub Śląskiego Domu asfaltem...
Masz takie malutkie dziecko, że nie nadaje się jeszcze do nosidła?

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 23, 2018 11:02 am 
Zasłużony

Dołączył(a): Cz gru 15, 2016 11:53 am
Posty: 192
Lokalizacja: Łódź
Ma niecałe 6 miesięcy. Byliśmy kilka dni w Tatrach. Oczywiście Morskie (fala ludzi rzeczywiście była) Oko, Dolina Rohacka + Stawy, i wokół Szczyrbskiego się udało z wózkiem/nosidłem. Z tym że w nosidle z racji jego jeszcze niepewnej stabilności, mogę go nosić przodem do mnie. A średnio mu się podoba moją gębę cały czas oglądać. I tak przestawia łepek z lewej do prawej i tak średnio mu wygodnie, dlatego narzeka :wink: .
Z Tatr to jeszcze mogę zaryzykować Kościeliską i do Popradzkiego Stawu, no może jeszcze część Cichej..
Dlatego zapytałem, bo może jakieś wózki monstrum produkują co nawet na kamorach amortyzują skutecznie :mrgreen:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 23, 2018 11:55 am 
Zasłużony

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 280
Lokalizacja: Chrzanów
Wypoczynek z dziećmi to niestety nie wypoczynek, ale ma ona mnóstwo innych zalet, które trochę to rekompensują. Jak ja bym powiedział, że wakacje spędzamy w górach to chyba bym został zjedzony lub odbyło by się to na zasadzie: załatw nam jakieś atrakcje w dolince a ty sobie idź w góry :lol:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 23, 2018 11:59 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr sie 03, 2005 1:09 pm
Posty: 22079
Damian78 napisał(a):
załatw nam jakieś atrakcje w dolince


To zaproponuj im wtedy atrakcję w Dolinie Jaworowej :mrgreen: Pod koniec szlaku :mrgreen:

_________________
"Stary jestem, mam sklerozę, czas umierać" 09.IX.2006 - rozstaj dróg w Dolince za Mnichem

"Stałem się nowym użytkownikiem ale ten nowy też musi posta napisać"


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 23, 2018 12:42 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9070
Lokalizacja: miasto100mostów
Sebastian D napisał(a):
Ma niecałe 6 miesięcy.
No to jest to faktycznie niewiele. Pamiętam, że starszego zabieraliśmy do nosidła - takiego prawdziwego, gdzie siedzi w pozycji siedzącej - od 9 miesiąca życia. Mlodszego wcześniej. Miał 7 miesięcy jak "zdobył" Pilsko. Ale siedział dośc stabilnie już wtedy.
Tatry nie sa łatwe z takimi małymi dziećmi. W sumie to nasz starszy (5 lat) był w tym roku na dobrą sprawę pierwszy raz w Tatrach. Jak miał roczek to byliśmy na 1 wycieczce na Rusinowej i Gęsiej Szyi (wtedy spędzaliśmy wakacje w Pieninach).

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt sie 24, 2018 8:48 am 
Nowy

Dołączył(a): Śr maja 16, 2018 9:38 am
Posty: 16
Fajny wypad , i nie dominuje tu tylko rodzinne chodzenie jest też czas na solówki.
Co do niemowlaków fajne też są przyczepki rowerowe w Tatrach można podjechać pod Śląski dom , Hrebieniok , Żarską chatę . Taliakową i doliny Cicha i Koprowa i pierwsze 3km w kierunku Zelengo plesa


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt sie 24, 2018 11:12 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt wrz 17, 2010 11:49 am
Posty: 752
Lokalizacja: dokąd
Gratuluję udanego urlopu, a zwłaszcza tego, że udało się sprawnie połączyć "interesy" rodziny, przyjaciół i własne! :)
Fajna relacja, dzięki :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt sie 24, 2018 11:22 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Cz wrz 04, 2008 11:35 am
Posty: 1230
Z wózkiem z dzieckiem to lepiej tam, gdzie asfalt - i ewentualnie Dolina Jemnicy (Słowackie Zachodnie) - jak wózek ma duże kółka to bez problemu :) Trochę rozjeżdżone na początku - robią tamę na potoku i zwózka drewna, ale cały czas droga przejezdna, nie ma dużego błota (a byłam po ulewie), płasko i ładnie.

_________________
pozdrawiam
---------------------------
Lepsze od gór są tylko góry!
- krasnoludzkie


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt sie 24, 2018 12:24 pm 
Zasłużony

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 280
Lokalizacja: Chrzanów
Łukasz T napisał(a):
To zaproponuj im wtedy atrakcję w Dolinie Jaworowej :mrgreen: Pod koniec szlaku :mrgreen:

Ale ten szlak jeszcze trzeba przejść :mrgreen:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL