Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
relacje na mapie
Regulamin forum


Teraz jest Cz wrz 20, 2018 5:24 pm

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 9 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: Cz kwi 12, 2018 5:05 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 458
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
W zeszłym roku dowiedziałem się z forum, w wątku o kartach zniżkowych w Austrii, o karcie Silvretta, która to przekonała mnie do spędzenia urlopu w tych stronach. Oczywiście moim celem było przechodzenie górskich tras, ale zawsze przy gorszej pogodzie, mogłem udać się na któryś z basenów, bądź pośmigać kolejkami górskimi.
Pokupowałem mapy, naoglądałem się zdjęć w Internecie i w końcu pod koniec lipca wybiła godzina mojego i żony urlopu. Naszym celem był Kappl w dolinie Paznauntal, ale, że droga była dość długa, to podzieliliśmy ją na trzy etapy.
Pierwszy skończył się w Gesause, niedaleko autostrady, na górskim parkingu Kaiseralm. Noc spędziliśmy w aucie na błogim śnie, a rano podjechaliśmy płatną drogą pod schronisko Oberst- Klinke Hutte. Było jeszcze trochę przed wschodem, dzięki czemu dowiedzieliśmy się, że tego dnia nie będziemy przecinać na szlaku pajęczyn, bo w partiach szczytowych widać było świecące czołówki entuzjastów pierwszych promyków słońca. Niestety tego dnia wschód się zupełnie nie udał - poranne chmury przysłoniły widoki.
Pasmo Gesause słynie z długich podejść, ale nasza trasa stanowi wyjątek, z powodu wysoko umiejscowionego parkingu. Dlatego też dość szybko zameldowaliśmy się na grani, wzdłuż której ruszyliśmy dalej, aby wejść na pierwszy alpejski szczyt na tym urlopie, czyli Sparafeld (2247 npm).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoczność tego dnia była fatalna o czym przekonaliśmy się na szczycie. Kolejną górą na którą weszliśmy był Kalbling (2196 npm), a następnie Riffel (2106). Zejście z niego miało być jedynkowe (w alpejskiej skali), ale to chyba przesada. Granią, lub też w jej bliskiej odległości, nasza trasa doprowadziła nas na ostatni szczyt, czyli Kreuzkogel (2011 npm), który to szpecił nieciekawy metalowy krzyż. Z Kreuzkogla wróciliśmy na parking po jakichś sześciu godzinach, bo mieliśmy przed sobą dalszą trasę na zachód Austrii, a do tego dzień zapowiadał się wybitnie burzowo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejny dzień przywitaliśmy wypełzając z samochodu w dolinie Otztal. Tego dnia prognozy zapowiadały nadejście frontu niżowego na nasze rejony - wybraliśmy się więc na krótką ferratę, która znajdowała się w pobliżu - Jubilaums Klettersteig na wodospadzie Lehner. Cała trudność ferraty skupiła się na początkowej dość długiej ściance, natomiast dalszy jej przebieg prowadził łatwym trawersem po dość wygodnych stopniach.

Obrazek

W końcowej części pojawiła się dla odmiany przewieszka (D-E) z możliwością obejścia, z czego moja małżonka skwapliwie skorzystała. Ja zmierzyłem się z problemem i sprostałem wyzwaniu. Ale dopiero za drugim razem, bo za pierwszym przypuściłem atak z ciężkim plecakiem i nie dałem rady, hehe. U szczytu wodospadu jest przejście mostem linowym z jednej jego strony na drugą. Podjąłem i to wyzwanie. Mniej więcej po 1/3 długości spojrzałem w dół i zobaczyłem czeluść, która zupełnie mnie usztywniła. A do mózgu wysłała wiadomość o odwrocie. I tak też przy tej próbie poległem i ze spuszczoną głową wróciłem z powrotem. Takie życie :wink: .

Obrazek

Prognozy się sprawdziły - przyszedł niż. Trzy dni przesiedzieliśmy na kwaterze obserwując przez okno spadające tafle deszczu, które niestety wyżej w górach występowały w postaci śniegu. Dobrze, że okoliczny sklep był dobrze zaopatrzony w browary, bo wydoilibyśmy im cale zapasy. Ogólnie ceny w dolinie były, jak na Austrię, bardzo niskie, ośmieliłbym się nawet o stwierdzenie, że niższe niż u nas. Przy zakupie sześciu puszkowych Erdingerów, jedna sztuka wychodziła po dwa złocisze. O szynce i serach nawet wolę nie wspominać...
Po owych trzech dniach zapowiedziano lekki prześwit o świcie z tendencją do kolejnej porcji srogich opadów. Nam to wystarczyło, aby ruszyć w drogę. Pierwszy przejazd drogą do jeziora Silvretta zrobił na nas ogromne wrażenie - ciemna, zielona trawa na zboczach gór, a wysoko śniegi - troszkę przypominało to islandzkie klimaty. Przy zaporze była jakaś informacja, że szlak na Hohes Rad jest trudny i w ogóle najlepiej to przejść się wokół jeziora i w gasthausie zamówić kiełbaskę, ale nas to nie ruszyło. Podejrzewam, że gdyby nawet tego dnia wisiała tam tablica z informacją, że po drodze trzeba się przedzierać przez pola minowe i przepłynąć rzekę pełną aligatorów, to również by to nas nie ruszyło. Tacy byliśmy wyposzczeni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oczywiście kilkadziesiąt metrów wyżej nad zaporą leżał już śnieg; koniec lipca - my w letnich butach. Wiele górskich wcześniejszych doświadczeń spowodowało, że tego dnia założyłem ślad na Hohes Rad (2934 npm). Szlak głownie prowadził po głazowiskach przykrytych śniegiem, do tego śliskich, jak cholera.
Przed samym szczytem chmura siadła na jego wierzchołku i w ten sposób ujrzeliśmy jej mgliste wnętrze ;). Ale dzień zaliczyliśmy i tak na plus, bo coś tam ujrzeliśmy, a to co ujrzeliśmy dało nam trochę do myślenia.

Obrazek

Obrazek

Na kolejny dzień prognozy były znowu daremne, ale bez większych opadów. Tak też wymyśliłem lajtową trasę na Versalspitze w Verwallu z wysoko położonego (1855 npm) parkingu w Kops. Początek nie zapowiadał żadnych pozytywów - szliśmy w gęstej mgle. Ale, kto rano wstaje, ten czasem ma to na co zasłużył. Na łąkach Verbellaalpe wyszliśmy z chmury. Deszcz lekko siąpił, a my powoli podchodziliśmy na Versalspitze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sam szczyt jest wyjątkowy - kończy się przepaścią z niezapomnianym widokiem na pasmo Silvretty. Po krótkich obserwacjach opuściliśmy wierzchołek, bo chmury zaczęły się zagęszczać i podeszliśmy jeszcze na Tafamunter Augstenberg (2489 npm) ze stadem owiec, które miały na ten dzień podobne plany. Rejony te są dość chętnie odwiedzane przez turystów - w książce wpisowej na Versalspitze były nawet polskie wpisy. Potem niebo znowu zaciągnęło się chmurami i spadł kolejny opad deszczu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Następny dzień był pierwszym w zapowiadanym oknie pogodowym. Postanowiliśmy więc kuć żelazo póki gorące i opuściliśmy Dolinę Paznaun, kierując się na Liechtenstein. Dojechaliśmy wysoko do kompleksu narciarskiego Malbun, gdzie zostawiliśmy wóz na jednym z licznych parkingów. Zawsze chciałem odwiedzić pasmo Ratikonu latem i w ten oto sposób moje marzenie zaczęło się realizować. Naszym celem na ten dzień był Naafkopf (2570 npm)- najwyżej położony szczyt w Liechtensteinie, na który prowadzi znakowany szlak. Zresztą od pobliskiego, najwyższego Grauspitz, jest on niższy tylko o trzydzieści metrów. Żmudnym podejściem, owczymi drogami, dotarliśmy na przełęcz pod Augstenbergiem, gdzie nasz szlak rozpoczynał swój graniowy przebieg.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Za Augstenbergiem słońce zaczęło co raz bardziej przyświecać na do bólu zielone trawniki, a my dalej maszerowaliśmy wzdłuż grani, mijając po drodze pięknie położone schronisko Pfalzer Hutte. Z każdym kolejnym krokiem widoki stawały się co raz bardziej rozległe (Appenzeller Alpen z Santisem, Ratikon z Schesaplaną, na wschodzie Verwall, a na południu szwajcarskie i włoskie lodowce. Po prawie czterech godzinach, wraz z niewielką grupką turystów, stanęliśmy na szczycie. Widok niezapomniany. Sam wierzchołek natomiast cały aż tonął w owczych odchodach - nie dało się nawet usiąść, żeby się nie ubabrać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nasza powrotna trasa prowadziła okrężnie, przez Gritsch, omijając schronisko. Tu już napotkanych turystów było znacznie więcej - chyba jest to dość popularna trasa dla miejscowych. Ogólne wrażenia z Ratikonu bardzo pozytywne - postaramy się jeszcze kiedyś odwiedzić to pasmo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W dzień połowicznie odpoczynkowy wykorzystaliśmy kartę Silvretta. Dzięki niej kolejkami, z dwiema przesiadkami, docieramy wysoko na przełęcz Viderjoch (2732 npm). Następnie przechodzimy ferratę na Flimspitze, która prowadzi austriacko-szwajcarską granicą, no i schodzimy z powrotem do kolejki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Co tu dodać do tego bezsensu? Na ferracie jest jedno miejsce ciekawe, bez stopni, z samą żelazną liną. W dalekiej odległości widać Verwall i wysokie wierzchołki Silvretty (głównie Fluchthorn), a poza tym bieda z nędzą i zdewastowany teren. Jeśli ktoś myśli, że wśród Austriaków i Szwajcarów nie ma "stonkowiczów", to okolica tych kolejek na pewno wyprowadzi go z tego błędnego myślenia.
Za to Ischgl, przez które wracaliśmy na parking, aż buchało onieśmielającym przepychem.

Obrazek

Następnego dnia przyszedł czas na kolejną ferratę. Łatwą (B-C), taką trochę dla koneserów, na Kleinlitznerze. I tak też o świcie po raz drugi zameldowaliśmy się na Przełęczy Bielerhohe, przy jeziorze Silvretta. Czerwony ( :wink: ) szlak doprowadził nas do schroniska Saarbruckner Hutte, ponad którym rozpoczynała się nasza ferrata. Jej motywem przewodnim jest wspaniały widok na Grosslitzner i Grosses Seehorn.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trudniejszych miejsc na ferracie nie ma - prowadzi ona ścianką wzdłuż żlebu, a następnie krótko granią na wierzchołek, niższego od sąsiednich szczytów, Kleinlitznera (2783 npm). Sam wierzchołek z krzyżem jest dość mały - akurat na jedną osobę. Ferrata nie jest okrężna - zejście nią jednak nie stanowi problemu. W drodze powrotnej do samochodu złapała nas ostra zlewa - trochę współczuliśmy turystom, którzy wchodzili po nas i w jej trakcie znaleźli się w żlebie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem tak jest, że to, co najlepsze jest nad twoją głową, a ty tego nie dostrzegasz. W naszym przypadku było tak z Kreuzjochspitze (2919 npm). Mieliśmy go w planach do zrobienia, ale zawsze jakieś "ale" wygrywało. Tego dnia jednak wygrało chyba lenistwo - po prostu nie chciało nam się nigdzie jechać. Bardzo wcześnie wystartowaliśmy z kwatery prosto na szlak do doliny Sessladbach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wejście na szczyt miało nam zająć ponad pięć godzin, ale weszliśmy dużo szybciej, pełni obaw, że pogoda się zdupczy, a my nie zobaczymy pięknej panoramy Verwallu. Żona złapała taką formę tego dnia, że do dziś nie mogę wyjść z podziwu ;). A na szczycie było co oglądać.


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drodze mijaliśmy dość zatłoczone schronisko Niederelberhuette - stylowe i zdecydowanie godne polecenia. Otoczenie schroniska jest świetne (dwa stawy). Serwują też pyszną gulaszową.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pogoda nie zawiodła - weszliśmy jeszcze na okoliczny Kappler Kopf. Z widokiem na Kappl, jak nazwa wskazała, ale również na otoczenie górnej części Doliny Sesslad.
Z Kappler Kopf zeszliśmy prosto na kwaterę doliną Alschnerbach, która bardzo imituje nasze tatrzańskie Rówienki. To była najfajniejsza wycieczka na tym urlopie, co zgodnie stwierdziliśmy z żoną po czasie. Taki rąbek Verwallu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po jednym dniu odpoczynku byliśmy gotowi na dalszą eksplorację rejonu. Ruszyliśmy więc w Alpy Algawskie. Na ten dzień prognozy zapowiadały gwałtowne burze już od południa, dlatego wybraliśmy się na niezbyt długą trasę na Biberkopf, który słynie w rejonie z przepięknej panoramy. Godzinę przed wschodem wystartowaliśmy z wysoko położonego parkingu w Lechleiten. I faktycznie przywitała nas parnota, jakich mało.

Obrazek

W początkowej fazie podejścia towarzyszył nam głównie widok na Grosser Widderstein.

Obrazek

Później do pokonania był odcinek graniowy w stylu Małego Triglava, a następnie stromy żleb, który w drodze powrotnej się ostro zakorkował. Panorama ze szczytu nie zawiodła. Takiego Bibera, to ja rozumiem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczycie trochę nas przewiało, tak więc rozpoczęliśmy zejście, ale oboje doszliśmy do wniosku, że pogoda na razie daje radę i nie widać nigdzie komórek burzowych i trochę szkoda wracać do auta. Po krótkiej analizie mapowej postanowiliśmy wydłużyć naszą wycieczkę szlakiem granicznym (niemiecko-austriackim) do wierzchołka Rappenseekopf. Na kolejnym zdjęciu widać przebieg naszej dalszej trasy: trawers po lewej poniżej grani do trawiastej przełęczy, dalej widoczną ściechą trawnikami trawersując Hochrappenkopf i kolejny szczyt to właśnie Rappenseekopf. Ten najwyższy szczyt po prawej, to Hohes Licht.

Obrazek

Na początkowym trawersie ścieżka była słabo widoczna i dość krucha - pewnie przydałoby się założyć coś na ochronę głowy. Na kolejnym odcinku bardziej przydał się olejek przeciwsłoneczny, bo zaczęło się robić strasznie upalnie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z Hochrappenkopfu zeszliśmy na niemiecką stronę z pięknym widokiem na lustro jeziora Rappensee.

Obrazek

A potem zaczął się długi powrót, raz wznoszącym się, a raz opadającym szlakiem powrotnym, przez liczne pastwiska. Zaczęło nam brakować wody, a żar lał się z nieba niemiłosierny. Wysuszeni na wiór po kilku godzinach powrotu doczłapaliśmy do auta. I tak pętla się zamknęła, a burza , z tego co pamiętam, rozpoczęła się dopiero późnym wieczorem...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W dzień powrotu do kraju planowaliśmy krótszą trasę, a że prognoza dalej wieściła lampę, wybór padł na Vallulę. Szczyt wznosi się nad zaporą Silvretta, gdzie zaparkowaliśmy auto w ten piękny poranek. Po raz trzeci na tym urlopie. Oczywiście przy naszym szlaku Halber-staderweg wzmianka o tym, że szlak nie jest znakowany i coś tam jeszcze. Machnęliśmy na to ręką i rozpoczęliśmy podejście długim, wznoszącym się trawersem na przełęcz pomiędzy Vallulami. Po drodze na hali pasły się nawet jaki, ale były tabliczki z informacjami żeby się do nich nie zbliżać. Nie wiadomo czy chodziło o to, że jaki są agresywne, czy też, że ludzie źle działają na jaki.

Obrazek

Obrazek

W pewnym momencie znaki się faktycznie skończyły i żarty też. Przed nami spiętrzył się jedynkowy teren, ale długo to nie trwało i po kilku metrach pojawiły się znowu nieco wyblakłe czerwone paski. Końcówka podejścia na szczyt wymagała użycia rąk i umiejętności odszukania nikłej ścieżki. Za to widok z Valluli (2813 npm) zrekompensował trudy. Podziwialiśmy go z napotkanym po drodze Szwajcarem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nasz powrót w dół rozpoczął się, gdy już obejrzeliśmy wszystkie widoki i wyczerpaliśmy przy robieniu zdjęć wszelakie możliwe kadry. Aż żal było opuszczać dolinę w taki słoneczny dzień.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tak skończył się nasz letni urlop w Austrii. Mam nadzieję, że kogoś zachęciłem do odwiedzenia tych rejonów latem, bo jest to świetne miejsce na odpoczynek, połączony z górskim hasaniem :wink: .


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 12, 2018 8:12 pm 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 699
Lokalizacja: W-wa
bardzo wysokie stężenie gór jak na jedną relację :)
świetny wyjazd
biorę pod lupę ten rejon, bo jak widzę, byłam niesłusznie do niego uprzedzona


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 12, 2018 8:47 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr paź 31, 2007 9:46 pm
Posty: 3859
Lokalizacja: GEKONY
Oj zachęciłeś, zachęciłeś!
Już tytuł mnie przyciągnął bo dawno temu czytałem jakąś relację z tego rejonu, z tym, że nastawioną bardziej na wspin.
Nałaziliście się, ferraty, widoki, wyczekiwanie pogody... super urlop:)

PS. Krowy tam są takie wyluzowane? Gdzie nie spojrzę, tam zdjęcie z bliska z krowami, a jak w polskich górach gdzieś spotkam bydło to zaraz tupie i rogi pokazuje.

_________________
http://summitate.wordpress.com/

"Polacy rozpoczęli tę grę i oni powinni ją zakończyć." Simone Moro


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 12, 2018 9:21 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pn sie 26, 2013 8:03 pm
Posty: 635
Przepięknie. Ja chcę w Alpy.

_________________
Wenus w Milo


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt kwi 13, 2018 7:30 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr sie 03, 2005 1:09 pm
Posty: 22004
magis napisał(a):
Mam nadzieję, że kogoś zachęciłem do odwiedzenia tych rejonów latem, bo jest to świetne miejsce na odpoczynek, połączony z górskim hasaniem .


Zachęciłeś. Mam takie wrażenie, że żeby poznać choćby połowę gór tego kraju to warto żyć z trzy razy.

kefir napisał(a):
PS. Krowy tam są takie wyluzowane? Gdzie nie spojrzę, tam zdjęcie z bliska z krowami, a jak w polskich górach gdzieś spotkam bydło to zaraz tupie i rogi pokazuje.


One mają w sobie wyższą kulturę turystyczną.

_________________
"Stary jestem, mam sklerozę, czas umierać" 09.IX.2006 - rozstaj dróg w Dolince za Mnichem

"Stałem się nowym użytkownikiem ale ten nowy też musi posta napisać"


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt kwi 13, 2018 11:26 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn sie 30, 2010 12:43 pm
Posty: 3321
Lokalizacja: Węgierska Górka
długo kazałeś czekać na relację ale było warto :) ale mi narobiłeś smaków na Alpy :!: Widoki cudne. Jak zwykle piękne zdjęcia ale w paru chyba za bardzo przekombinowałeś z suwakami :P Rakiton i Kreuzjochspitze wymiatają :shock: chciałbym kiedyś odwiedzić ten rejon ale nie wiem czy mi życia starczy ;)
Graty za świetny urlop :)

_________________
Galeria zdjęć


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt kwi 13, 2018 4:04 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 458
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
Łukasz T napisał(a):
One mają w sobie wyższą kulturę turystyczną.

Tak. I pozują do zdjęć. Ale ja i tak wolę je trzymać na dystans :wink:.
Łukasz T napisał(a):
Mam takie wrażenie, że żeby poznać choćby połowę gór tego kraju to warto żyć z trzy razy.

Ja postawiłem sobie za cel odwiedzenie każdego alpejskiego pasma i próbuję trzymać się planu.
zephyr napisał(a):
Jak zwykle piękne zdjęcia ale w paru chyba za bardzo przekombinowałeś z suwakami

Jedyne co robię ze zdjęciami to "wyciągam cienie" w programie viewnx - po za tym nic w nich nie zmieniam, bo i żadnych programów do tego nie mam.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn kwi 16, 2018 8:16 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr sie 03, 2005 1:09 pm
Posty: 22004
magis napisał(a):
Ja postawiłem sobie za cel odwiedzenie każdego alpejskiego pasma i próbuję trzymać się planu.


Na jakim etapie jesteś ?

_________________
"Stary jestem, mam sklerozę, czas umierać" 09.IX.2006 - rozstaj dróg w Dolince za Mnichem

"Stałem się nowym użytkownikiem ale ten nowy też musi posta napisać"


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn kwi 16, 2018 2:57 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 458
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
Łukasz T napisał(a):
Na jakim etapie jesteś ?

Aż policzyłem i wyszło mi, że byłem w 21. Czyli jestem na etapie przedwstępnym :wink:.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 9 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL