Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
relacje na mapie
Regulamin forum


Teraz jest Pn kwi 23, 2018 3:11 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: Pt mar 02, 2018 12:22 am 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 590
Lokalizacja: W-wa
Ostatnie alpejskie wakacje prawie bezszczytowe, ale bardzo górskie i wielokilometrowe, gubiłam się tym razem na amen, cofałam spod szczytów, no i zaliczyłam dwie nieplanowane nocki w plenerze, przy dobrej i gorszej pogodzie - napiszę pewnie i to oględnie tylko o jednej, bo choć, patrząc wstecz, nie zamieniłabym tych przygód na łóżko w schronisku, to jednak trochę wstyd. Główny wyjazd to mniej znane Alpy Nadmorskie, a na przystawkę miałam Berchtesgadeńskie. I od nich zacznę.

Zauroczyło mnie kiedyś zdjęcie Kamiennego Morza zamieszczone przez Kyjo, pewnie wystarczyłaby mi i sama nazwa, żebym zapragnęła się tam znaleźć. Nie przeszłam go jednak tak, jak chciałam, czyli wzdłuż najdłuższego wymiaru, w zamian zaliczyłam zróżnicowaną triadę: 1. grań Watzmanna, 2. niżej - płaskowyż Kamiennego Morza i 3. jeszcze niżej - Królewskie jezioro, które szczęśliwie na koniec zobaczyłam, trochę na pocieszenie, bo plany były inne – chciałam przejść jeszcze dalej, z Riemannhaus przez Hochseiler do Matrashaus, ale zabrakło mi dnia.

Steinernes Meer / Kamienne Morze to ten płaskowyż na drugim planie, przejdę połowę terenu widocznego poniżej, idąc od prawej strony, a zdjęcie robię z ostatniego, południowego wierzchołka masywu Watzmanna.

Obrazek

Trasa: Watzmannhaus - Wimbachgrieshütte - Ingolstädter Haus - Riemannhaus – Kärlingerhaus - St. Bartholoma (dojazd: Warszawa-Wiedeń-Salzburg-Berchstengaden-Ramsau: autobusy, pociągi i statek).

Grań Watzmanna. Między schroniskami Watzmannhaus i Wimbachgrieshütte jest 10-godzinna trasa, a na niej grań z 3 szczytami i 1400 m ostrego zejścia na finał. Wyszłam przed piątą, nie ja jedna, jak widać na zdjęciu, ludzi było sporo i trudno się dziwić - trasa jest wyrazista, efektowna, a także w przyjemnym stopniu nieco trudna.

Obrazek

Podeszłam łatwą i długą 3-godzinną trasą pod pierwszy szczyt - Hocheck, który jest jednocześnie początkiem grani,

Obrazek

a tam jakaś Niemka pyta mnie, gdzie idę, i zaczyna krzyczeć, trochę histerycznie: nie idź tam, tam jest strasznie! tu masz szczyt – machnęła ręką za siebie, porób sobie panoramy i schodź na dół!... Chyba córka próbowała ją uciszyć. Ciekawe dlaczego akurat do mnie krzyczała, bo nie zagadnęłam nawet do niej – wokół było ze 20 osób. Robienie panoramek zamiast grani – ładnie mnie oceniła, ale przypomniałam sobie, że pomyliłam dworce przy wyjeździe (nie pierwszy raz zresztą, ale tym razem skutecznie - straciłam bilet), i się zastanowiłam: może jakiś pech czyha?

Grani jeszcze nie widziałam, zaczynała się parę metrów dalej, wstałam, żeby odszukać wejście, zobaczyłam ją, pięknie się piętrzyła na tle nieba, no i wiadomo, z każdym oddechem więcej powietrza, więcej życia, takie miejsca są magnetyczne, a chwile wstępowania na grań – wspaniałe, nie mam zdjęcia, które by to oddało.

Godzinę od pierwszego szczytu jest drugi – Mittelspitze. Na zdjęciu niżej można nieco prześledzić fragment trasy: poręcz, znak, ludzie, trzy płyty, w okolicach trzeciej, tej najjaśniejszej, trasa przechodzi na tę zacienioną stronę i dość szybko doprowadza na szczyt.

Obrazek

Trzeci szczyt - wciąż daleki Sudspitze – kończy grań:

Obrazek

Jeśli ostatnie zdjęcie stwarza wrażenie, że trasa jest trudna, to spieszę zaznaczyć, że dla mnie nie była. Trzeba mieć oczywiście jakieś obycie w tego rodzaju górach, być za pan brat z łańcuchami czy linami, no i trzeba wstać rano, trasa jest długa - 10 godzin między najbliższymi schroniskami - i nie można z niej zejść wcześniej. Przejście jest ubezpieczone, skala trudności to B.

Spieszyłam się, ledwie co patrzyłam wokół, ale jakieś zdjęcia Königssee w biegu zrobiłam: jezioro ciągnie się równolegle do grani ponad 2 km niżej i ma prawie 8 km długości, napiszę jeszcze o nim dwa słowa na koniec.

Obrazek
Te białe punkciki to bezszelestne stateczki kursujące między przystaniami

Gorzej mi się schodziło - od poprzedniego południa jeszcze nierozchodzona drałowałam z worem do góry w sumie prawie 2400 m i właśnie czeka mnie 1400 m ostro w dół. Schodziłam wolno, asekurancko, ale i tak poleciałam na stromej ścieżce głową (akurat bez kasku) w dół, szczęśliwie plecak przeleciał nade mną i odgrodził mi łeb od kamienia. Ani tu, ani w Alpach Nadmorskich lepiej nie mieć wypadków (a już szczególne poza sezonem), bo komórka w naprawdę wielu miejscach (także w schroniskach) jest głucha jak pień.

Prawie całe 1400-metrowe zejście zawarte jest w tym imponującym, stromym zboczu, na dolinę przypada niewielki spadek wysokości. Wchodzenie na szczyt od tej strony jest pewnie mniej popularne, ale mnie wydaje się wspaniałe i warte wysiłku.

Obrazek

Od następnego dnia będę brodzić po Kamiennym Morzu - idę między schroniskami: Wimbachgrieshütte - Ingolstädter Haus - Riemannhaus – Kärlingerhaus, zatrzymując się w każdym na nocleg. Odległości są krótkie, najdłuższa trasa ma trochę ponad 5 godzin. Przejścia są bezproblemowe, ale czytałam o jakiś trudnych historiach, które się tu zdarzyły, związanych z pogodą i pobłądzeniem, trzeba uważać, a tu szczególnie z powodu braku zasięgu.

Z Wiembachgrieshutte do Ingolstädter szłam ładnie: przez dolinę, las, przez zielone i kamieniste kociołki, ale w końcu pejzaż się otworzył szeroko i zobaczyłam to, po co przyjechałam - Stainerness Meer. Ktoś może wzruszyć ramionami na takie jak niżej pejzaże, inny się zachwyci, zobaczy tu lekko falujące, pastelowe morze, kamienne, czasem przeplatane zielenią, z pięknymi strukturami krasowymi, ciągnące się po horyzont, przejawiające się mniej lub bardziej efektownie w zależności od światła czy pory dnia - w Ingolstädter ludzie rozsiedli się wieczorem przed schroniskiem jak w kinie i gapili przed siebie, ale gdy następnego dnia szłam w przedpołudnie do Riemannhaus, słońce spłaszczyło i ujednoliciło formy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Watzmann nie odpuszcza, wystawia czubek, gdzie tylko może.

Obrazek

Obrazek

Dodam jeszcze zbliżenie, bo dobrze tu widać ścianę zejściową z Watzmanna (ta zacieniona). Ale czy czasem nie przesadnie ostro wygląda ta stromizna na zdjęciu? W rzeczywistości „aż taka” raczej nie jest.

Obrazek

Trudniejszy, całkiem nieoczekiwanie, okazał się jeden z okolicznych szczytów, na który chciałam wejść.

Obrazek

Wzięłam tę tęczę za dobry znak planowanego na następny dzień wejścia na ten złocisty Schönfeldspitze, ale się nie udało. Pogonił mnie jakiś górołaz. Już drugi raz podczas tego wyjazdu moja skromna osoba wzbudziła w kimś tego rodzaju emocje, a przecież: ekwipunek mam w normie, idę w kasku, wspinam się powoli do góry, ale bez paniki w oczach, nie zastanawiam się nad każdym ruchem godzinami, owszem, boję się, nie mam tu ułatwień w postaci lin, trzeba się czasem przyklejać do skał, najlepiej wciągając jeszcze brzuch, obawiam się zejścia, ale czuję, że mam jeszcze jakiś niewielki zapas, jeśli chodzi o możliwości.

On zaczął rozmowę i jak na człowieka Zachodu to nieco ponadwymiarowo zaangażował się, aby namówić mnie na odwrót. Posłuchałam, trochę się broniłam „moim” Watzmannem, ale nie ustępował, a Watzmann nie zrobił na nim wrażenia. Podziękowałam i zaczęłam jednak iść do góry. Weszłam kilkanaście metrów... kurcze, człowiek radził mi coś, wyglądał na znawcę, miał argumenty, może trochę wdzięczności mu się należy za to, że zechciał się zainteresować moim bezpieczeństwem, nagle wykonałam zwrot i zaczęłam schodzić.

No i siedziało mi to potem najbardziej gorzką górską gulą w żołądku do końca pobytu. Ha, nie wiedziałam jeszcze wtedy, że w tym roku przyjdzie mi jeszcze raz zawrócić spod szczytu, znacznie atrakcyjniejszego. W drodze powrotnej posiedziałam, pogapiłam na góry i chmury, i tyle.

Obrazek

Wróciłam do Riemannhaus (na zdjęciu niżej), w schronisku sporo gości, personel, liczny, krząta się nieustannie, jak tylko ktoś skończy coś robić, to już zaczyna następne pucowanie, a to klamek, a to szyb, już i tak najczystszych, dystrybucja jedzenia jest niezwykle sprawna, widzę kierownika mającego oko na wszystko i personel jeszcze bardziej mający oko na kierownika. Porcje są ogromne, obliczone na rosłych Niemców, ja od razu proszę o wersję mini, żeby się jedzenie nie marnowało. Inne, i ciekawe kulinarnie, będą schroniska francuskie, które po raz pierwszy poznam wkrótce.

Obrazek

To jest góra, która mi pokazała poprzedniego dnia figę, jest bardzo charakterystycznym punktem krajobrazu, widocznym z daleka, nazywają ją (chyba przesadnie) ichniejszym Materhornem, ale mnie przypomina coś całkiem innego. Idę właśnie do Kärlingerhaus trasą corocznych górskich pielgrzymek o kilkuwiekowej tradycji, widziałam na zdjęciach, jak kolorowy ludzki wąż z 2500 osób wije się pięknie wśród skał.

Obrazek

Ostatniego dnia w strugach deszczu zeszłam ze schroniska Kärlingerhaus do przystani St. Bartholoma. Trasa na pewnym odcinku przypominała postawioną pionowo Dolinę Kościeliską, ale tak lało, tak mało było widać, że nie biorę za to porównanie odpowiedzialności.

Na koniec zejście do jeziora Königssee. Wszędzie sterylnie czysto. Cisza. Tylko jakieś nieczyste siły który to już raz kazały mi kontynuować trasę nie tam, gdzie trzeba, ale szybko się nawróciłam. Jezioro jest piękne, czyste, niezapaskudzone turystycznym badziewiem, w połączeniu z górami ponoć przypomina fiord, czego ze względu na mgłę nie mogłam zobaczyć w pełni. Na całym 8-kilometrowym jeziorze są tylko 4 przystanki. Jednym z nich jest półwysep z kościołem św. Bartłomieja – cel pielgrzymek, o których pisałam wyżej. Można się tu dostać wyłącznie statkiem albo na piechotę, co na szczęście wymaga trochę wysiłku. Wygląda na to, że Niemcy przypilnowali, żeby zachować urodę tego miejsca, a miasteczko Schönau dotyka tego cudu na samym bardzo wąskim końcu. Na przystani wsiadłam na stateczek i odpłynęłam do domu.

Obrazek

A teraz zmiana kolorów - poniżej będzie ochra, siena, umbra, ugier... w dużych ilościach.

Tanie loty do Nicei miały z pewnością wpływ na wybór kolejnego miejsca wakacji i miesiąc po powrocie z Alp Berchtesgadeńskich znalazłam się w Alpach Nadmorskich. Najwyższy szczyt, Argentera, metrów ma niewiele – 3297, ale towarzyszy mu jeszcze 15 innych 3-tysięczników, a kolejne 20 szczytów ma powyżej 2700. Zaczęłam od południowej, francuskiej części: Parc National du Mercantour, skąd przeszłam do części włoskiej: Parco Naturale delle Alpi Marittime. Tak, to są chronione parki i aczkolwiek można zobaczyć samochody schroniskowe, tamę nad jeziorem, drogę do elektrowni wodnej, to jakoś nie cierpiałam bardzo na ich widok, a innego turystycznego bałaganu, kolejek, wyciągów itp. tam, gdzie byłam - nie ma.

1. O Nicei napiszę jedno: ciepła noc na południu Europy to jedna z najbardziej zmysłowych rzeczy na świecie, ciężko było wrócić do pokoju w hostelu, ludzie żyjący w tym klimacie to wybrańcy losu. Rano pociąg do St. Dalmes Tede, potem energiczna zdobywczyni Everestu podwozi mnie na początek trasy - i zostało mi już tylko 3 godziny spaceru pod górę do pierwszego schroniska – Merveilles.

Pod względem wizualnym Alpy Nadmorskie po stronie francuskiej (czyli Mercantour) - w części, którą widziałam - mają jakieś odrębne walory plastyczne, swoistą przyjemną kolorystykę, podbijaną jeszcze przez kontrast z taflami jezior. Wydaje się, że niepotrzebne im są jakieś wybujałe warunki świetlne do zdjęć, są dość fotogeniczne, a niektóre zdjęcia trochę przypominają namalowany obraz.

Obrazek

Marveilles to nie jest dopieszczone schronisko niemieckie z pucowanymi klamkami – nie ten styl. Poza tym: młoda, bystra obsługa, kontrolowany luz, grzeczność. Śpię w bardzo wieloosobowej sali, zliczam w pamięci łóżka – ze 45.
Kolacja: Francuzi integrują się podczas jedzenia i miło jest na to patrzeć. Wjeżdża na stół waza, od razu stery chochlą przejmuje jedna osoba, nalewa wszystkim w okolicy, zupa pyszna, wszyscy szorują łyżkami do ostatniej kropelki - aż mnie ta zapamiętałość zastanowiła, sama na szczęście też zjadłam do dna - bo okazało się, że drugie ląduje, po rozłożeniu ręką stołowego kierownika, na tym samym talerzu, i tak oto mamy kilkadziesiąt talerzy mniej do mycia. Ryż zaczarowany jakąś omastą, do niego mięso minimalnie tknięte słodkim smakiem owoców, umiar! w dopieprzaniu się do składników. Pycha. Dużo. Wszystko dawali z lekką górką.

Może zdjęcie schroniska dla rozdzielenia tekstu (jest przy sąsiednim, położonym nieco niżej jeziorze):

Obrazek

Potem był SER, ser prawdziwy, wspaniały, smakołyk, spora pajda, będę taki kupować do końca pobytu, gdzie się tylko da. Tarta na deser – była tylko poprawna. Stół żyje, ludzie jedzą, piją, rozmawiają, chłopak ze schroniska dba o atmosferę, przechodzi wśród stołów i częstuje ze słoja kostkami cukru zatopionymi w nalewce ziołowej o zabójczej mocy.

Mapy w Polsce nie kupiłam, bo nie było, pojechałam ze zdjęciami jakiś mapek na tablecie. W Nicei dokupiłam nr 113 Alpi Marittime dla części włoskiej (mapa okazała się nie najlepsza), a dla części francuskiej, gdzie miałam być krótko, jako wystarczające uznałam mapki na zdjęciach w tablecie - jak się okazało zbyt ogólne, czasem za mało czytelne, a nawet wprowadzające w błąd.

Starczyłyby, gdybym nie zabłądziła:

2. W Dolinie Merveilles jest „najbogatszy zbiór rytów naskalnych w Europie (ponad 30 000 sztychów z epoki brązu)”. Zerknęłam na jakiś przykład blisko trasy i poszłam dalej. Mój dzisiejszy cel, schronisko Nice, jest niedaleko. Mijam pierwsze małe jeziorko:

Obrazek

zaraz za nim jest następne, to poniżej, a za tym znowu kolejne dwa i schronisko. To popularny szlak, trudno się dziwić, wygląda efektownie. Ja zmierzam w innym kierunku, do schroniska, które jest na lewo, powiem od razu: nie dotrę tam, to znaczy dotrę, ale inną trasą i innego dnia.

Obrazek

Próbuję i tak i siak opisać to błądzenie, ale się nie da bez pogrążających mnie szczegółów logicznie tego opowiedzieć, więc będzie wybiórczo. Zaczęło się od tego, że poszłam złą ścieżką, potem widoczność drastycznie spadła i to mnie załatwiło, czyli skołowało. Przyznam, że opanowała mnie niezrozumiała wobec okoliczności pewność siebie, że zaraz, już za chwilę wybrnę z tego, ale ani tu, ani tam, ani nigdzie indziej schroniska wciąż nie było... aż w końcu zrobiło się późno i wtuliłam się w skały w jakimś osłoniętym od deszczyku miejscu.

Na plus (jedyny) sobie zaliczę, że byłam nie do zdarcia, zero zmęczenia, zero strachu, a kondycja taka, że mnie to aż zastanowiło: wystarczy, że się zgubię, a pod górę wchodzę dwa razy szybciej? Małym usprawiedliwieniem zaś niech będzie nieodgadniona logika oznaczenia trasy: zejście z przełęczy powyżej prowadzi do dwóch schronisk, ale na drogowskazie jest tylko jedno z nich. Jest to dla mnie okoliczność łagodząca, ale jej wartość w całości wydarzenia oceniam bardzo nisko.

Tu już idę nie tam gdzie trzeba, ale jeszcze o tym nie wiem, myślę raczej sobie, że trasa jest krótka, powinnam wkrótce dotrzeć do celu, no ale jakiś Holender tłumaczył mi wcześniej, że napotkam tu trudności nawigacyjne, słabo oznaczoną ścieżkę biorę za te trudności.

Obrazek

A tu lepiej widać, co już niedługo najdzie na mnie z góry, zmoczy i otumani:

Obrazek

Dodam, że teren jest łatwy, trasa miała być bardzo krótka - ale to wersja dla normalnych turystów. Rano lampa. Gdzie się odnalazłam następnego dnia, gdy już było wszystko widać, to jedno, a gdzie myślałam, że jestem, to drugie, gdzie zaś w końcu doszłam, to trzecie – w sumie miejscami jest się z czego pośmiać.

Na koniec zdjęcie z trasy w ulubionych klimatach, gdy okoliczności przyrody tworzą lekko nieokreślone, dzikie obrazy abstrakcyjne:

Obrazek

I jeszcze ważna sprawa: znaczna część doliny podlega szczególnej ochronie ze względu na te rysunki naskalne, warto przed wyjazdem zapoznać się z zasadami przechodzenia przez ten teren.

3. Przejdę teraz do kolejnej doliny, bardzo pięknej, prowadzi do najstarszego obiektu wysokogórskiego w Mercantour - schroniska Nice (2232 m). Mimo zapowiadanej gorszej pogody schronisko było pełne (pewnie też z powodu soboty), nie ma co liczyć, że się upiecze i jakoś to będzie, trzeba rezerwować, a zważywszy, że zasięgu nie ma, trzeba to zrobić znacznie wcześniej. Dla nich zwalanie się bez rezerwacji jest niezrozumiałe, i słusznie.

Gdy 5 godzin temu zaczęłam schodzić z przełęczy - gdzieś tam na grani po lewej stronie - przez całą drogę na dół miałam piękną pogodę i słońce. Teraz szczyty pokrył śnieg, zaczyna padać grad, potem deszcz, słyszę grzmoty, całe zło naciera w moją stronę, ale schronisko już niedaleko, no i wciąż jest pięknie, gdy pogoda co i rusz odmienia kolor gór, z kulminacją poniżej.

Obrazek

Oto i ono: pięknie usadowiło się nad jeziorem Fous, które podobnie jak jedno z jezior w Mervilees ma tamę (wyszła poza kadr na dole zdjęcia). Jakby się ktoś niepokoił tym uprzemysłowieniem, to dodam, że żadnej drogi asfaltowej, szutrowej czy jakiejkolwiek innej tu nie widziałam.

Obrazek

4. Rano wdrapuję się na przełęcz Colomb (2548 m) – następne schronisko Soria Ellena jest na prawo, ale szyki popsuł mi niewielki błąd na mapce – poszłam więc na lewo, do Madone de Fenestre. Cały teren poniżej przejdę z lewa na prawo następnego dnia:

Obrazek

Powiem krótko: Madone de Fenestre jest za blisko parkingów i samochodów, ale przyjmijmy, że znalazłam się tam przypadkiem. Cieszy za to oczy i duszę świetlistość, którą czasem w tych górach widziałam, w kilku procentach uchwycona na zdjęciu niżej, można się było w niej kąpać – taka chyba tylko na południu. Po prawej obora z krowami wypasionymi na tych alpejskich trawkach, za nią punkt sprzedaży wspaniałych serów, trudno zapomnieć ich delikatny, a jednocześnie bardzo bogaty smak.

Obrazek

5. Następnego dnie nadrabiam straty i robię trochę dłuższą trasę - przez dwie przełęcze, z finałem w schronisku Genova-Figari, czyli tuż pod Monte Argentera, najwyższym szczytem Alp Nadmorskich, o którym nieśmiało marzę.

Rano melduję się na pierwszej przełęczy - Colle di Finestra (2471), ważnej na tym terenie w dawnych czasach. Tuż przed nią dwa małe bunkry – trochę ukryte na kamiennym zboczu poniżej, ale nie będę ich przybliżać, wolę pokazać ten nieco surowy w tych okolicach, poranny, zaniebieszczony pejzaż, który wyłaniał mi się z mroku i nabierał kolorów podczas klimatycznego, porannego spaceru, który rozpoczęłam tuż po 3 rano. Dodam, że poprzedniego dnia przechodziłam z sąsiedniej doliny przez przełęcz pewnie gdzieś w okolicach tego dalszego szczytu.

Obrazek

Budynek poniżej jest już po włoskiej stronie. Całość wygląda trochę jak ilustracja z książki, brakuje tylko wychudzonych ludzików i dziwacznych stworów. Są za to kozice, które przychodzą tu licznie, aby, jak przeczytałam, zlizywać ze ścian jakiś kozi smakołyk.

Obrazek

A to cała trasa z powyższej przełęczy, już po włoskiej stronie: na końcowym odgałęzieniu ścieżki można dostrzec schronisko Soria-Ellena, po lewej najwyższy szczyt francuskiej części Nadmorskich - Cime du Gelas (3143). Wydaje się, że włoska część nie ma już tych specyficznych walorów plastycznych, jakie miał francuski Mercantour. Ale nie wiedzieć czemu, to właśnie tu na dnie doliny złapałam słynne chwile górskiej euforii, gdy poczułam, że jestem właśnie w tym jedynym, najlepszym dla siebie miejscu.

Obrazek

Na zdjęciu wyżej jestem już blisko następnej przełęczy – Fenestrelle. Po jej drugiej stronie zaraz zobaczę Monte Argentera (3297). Wejdę? Nie wejdę? Na mapie, niby już tej porządnej, trasę mam zaznaczoną z grubsza do połowy, czyli biwaku na 2568 - brakuje mi 730 metrów.

6. W schronisku Genova-Figari zasięgnęłam języka: od biwaku mam iść prosto do góry! Wyposażona w ten krótki i wyrazisty opis zrywam się przed świtem - niepotrzebnie, bo i tak w ciemnościach tracę mnóstwo czasu na znalezienie oznaczeń w trawie. Będę szła 1282 m do góry, ale bez ekscesów, to tylko PD-. Wszyscy, których spotkałam w okolicach szczytu, szli z drugiej strony, skąd podejście od schroniska jest znacznie krótsze.

Trasa zaczyna się przy schronisku, które (niewidoczne poniżej) jest po lewej stronie jeziora, potem prowadzi trawersem przez to zacienione strome zbocze nad jeziorem i potem prosto do góry w kierunku Argentera (wierzchołek na środku zdjęcia). Ścieżka jest miejscami słabo oznaczona, szczególnie tam, gdzie porasta trawa - jakieś niewielkie mazki na kamieniach, często białe, często ukryte w trawie, trzeba było ich szukać, co zwalniało tempo. Okazało się, że nad biwakiem też jest oznakowanie, może nie idealne, ale całkiem pomocne. Do przełęczy na grani było dość łatwo, trawers, o którym wyżej, wymaga wzmożonej uwagi, ale trudny nie jest, kilka łańcuchów, już nad biwakiem, chyba zatrzymało jedynych ludzi, których widziałam z tyłu, ale może zawrócili z innego powodu, bo przejście nie było trudne.

Obrazek

Najwspanialszy jest końcowy odcinek od przełęczy Detriti – to było coś ciekawego! wejście niepodobne do innych, długi trawers wąską półeczką wyglądał bardzo atrakcyjnie, ruszyłam szybko w kierunku szczytu - szybko, bo według planowanego czasu powrotu, który sobie solennie przyrzekłam, powinnam właśnie zacząć schodzenie.

Półeczka na początku jest raczej wąska, dodatkowo trzeba było obejść jedno czy dwa wybrzuszenia, które tworzy ściana, ale wisi tam lina, która załatwia problem. Ogólnie, jak dla mnie, trudności na tym odcinku są niewielkie, a i ekspozycja mnie jakoś kompletnie nie stresowała. Trzeba się tylko pilnować, żeby nie potknąć się i nie polecieć na dół. Liny (kiepskie): trochę na tej półeczce i potem już tylko na sam koniec.

Obrazek

Tu zbliżenie, aby poczuć skalę: trzej podkolorowani przeze mnie panowie przechodzą przez trójkątną plamę słońca i kierują się w naszą stronę tą półeczką trawersującą zacienioną część zbocza – na zdjęciu ta ścieżynka wygląda trochę hardcorowo, ale w rzeczywistości ma przyjaźniejsze oblicze.

Obrazek

Za to w górnej części przejście jest już szersze, trzeba się było tam miejscami trochę powspinać. Bałam się nieco o zejście, ale okazało się nieoczekiwanie prostsze niż wejście.

Obrazek

Sprawdziłam na jakimś filmie, że w chwili, gdy zawróciłam, brakowało mi do szczytu 8 minut. Upisałam się, co i jak, i dlaczego, ale wywaliłam. Jaka różnica - nie weszłam i już. Ograniczę się do najważniejszego: nie poradziłam sobie w jednym miejscu, gdzie jak na moje możliwości sznurek wisiał zbyt pionowo – weszłabym po nim bez problemu, gdyby był przyszpilony także na swoim dolnym końcu, ale on sobie dyndał, a tak siłowo, na samych rękach, to ja się po sznurkach nie wciągam, buty mi zjeżdżały.

Pewnie bym coś wykombinowała, jakbym tam trochę postała, podumała, spróbowała to przejść inaczej, w końcu to był jakiś komin i póki co tego rodzaju ubezpieczone przejście nigdy mnie z trasy jeszcze nie zawróciło, ale bardzo przekroczyłam już planowany czas powrotu i postanowiłam wrócić. Dlaczego tak pilnowałam czasu powrotu, to kolejna sprawa, ale najważniejsze w temacie już opisałam wyżej.

Weszłam do miejsca zaznaczonego czerwoną kropką (tuż przy grani po prawej stronie), pierwszy wierzchołek na lewo od kropki to Argentera.

Obrazek

Na dwóch zdjęciach poniżej fajnie zaznaczona jest cała trasa:
https://www.gambeinspalla.org/images/al ... parete.JPG
https://www.gambeinspalla.org/images/al ... etriti.JPG

Wydawało mi się, że wyjątkowo szybko schodzę na dół, ale i tak z krótkimi przerwami trwało to 5-6 h.

Na koniec widok z góry na okolice schroniska: jezioro to sztuczny zbiornik przy hydroelektrowni wodnej („arcydziele włoskich inżynierów”); w linii prostej nad jeziorem przełęcz, z której wczoraj schodziłam, na końcu drogi po prawej stronie trochę widać żółte schronisko.

Obrazek

7. Następnego dnia idę przez przełęcz Porco (2580) i miniuzdrowisko Terme di Valdieri do wielce oryginalnego, jeśli chodzi o wygląd, schroniska Valasco.

Będzie tylko jedno zdjęcie z trasy: w takim dziwnym, nieosłoniętym miejscu usadowiło się schronisko Morelli-Buzzi, wstąpiłam tu na zupę i popędziłam dalej, 1000 m w dół. W dolinie robię zwrot w lewo i znowu zagłębiam się w góry. Drogą na prawo mistrzowie łojanci dojadą do Andonno, gdzie mogą się zmierzyć ze wspinaczką za 9b na drodze Lapsus.

Obrazek

Przecierałam oczy, jak zobaczyłam z daleka schronisko Valasco, wyglądało jak przywidzenie, a przez te pasy nawet jak gargamel, ale z bliska (i z góry) jest lepiej, a na pewno ciekawiej – jego historia sięga drugiej połowy XIX wieku i króla, który lubił polowania. Budynek ma wewnętrzny dziedziniec z rzędem drzwi i okien do pokoi naokoło, ale żaden apartament mi się nie trafił, pokój, w którym spałam, przypominał za to koszary.

Obrazek
Jakieś tępe to zdjęcie wyszło, w rzeczywistości dno doliny jest pięknie wodniste, za chwilę dojdę do jakiegoś osobnika zażywającego w potoku kąpieli na golasa.

Obrazek

8. Ostatni dzień pobytu: waham się, czy przejść do sąsiedniej doliny (taki miałam plan) - 1200 do góry i 1000 na dół, czy zobaczyć jeziorka polodowcowe, czyli pospacerować w górach na luzie. Oczywiście żałuję dzisiaj, że wybrałam to drugie - w górach zawsze lepiej się z czymś zmagać niż odpuszczać.

Rano weszłam na rozległy górski taras 600 m nad schroniskiem, gdzie są dwa pierwsze jeziora, trzecie jest po prawej stronie, nieco niżej.

Przy pierwszym jeziorze, w dawnych koszarach wojskowych, jest niewielkie schronisko Emilio Questa (2388) z widokiem na całą dolinę. Przy nim stał motocykl – niżej są mulatiery i wojskowe drogi, w niezłym stanie, choć miejscami przysypane osuwającymi się kamieniami, szczególnie ciekawie wyglądają odcinki brukowane poprowadzone na kamienistych zboczach.

Obrazek

Przy kolejnym - Google przetłumaczyły, że to jeziorko Świętego Mikołaja - posiedziałam, poleżałam, to było takie - przypomniał mi się włoski termin muzyczny - diminuendo wakacji. Cisza, spokój, na całej trasie spotkałam tylko kilka osób.

Obrazek

Przy trzecim, Lago inferiore di Valscura, sporo zrujnowanych domostw, zabudowania wojskowe, kręte drogi - muły dostarczały w jedną stronę amunicję, a w drugą znosiły martwych żołnierzy.

Obrazek

Zakończę przyjemnym akcentem, czyli widokiem na dolinę Valasco.

Obrazek

Trasa: Warszawa > Nicea > St. Dalmes Tede > schr. Merveilles > schr. Nice (Cessole) > schr. Madone de Fenestre > schr. Genova-Figari > schr. Valasco > Cuneo > Bergamo > Warszawa. Samolotem (tanie loty), pociągiem, ale także stopem, człowiek nie zdąży ręki podnieść do końca, a już ktoś hamuje obok. O himalaistce już pisałam. Za drugim razem było to starsze włoskie małżeństwo: sam wdzięk, ciepło i dobroć, dowieźli mnie, nadrabiając drogi, do samego centrum Cuneo. W Bergamo: w rejonie starego miasta chłopak wyjaśnił mi, gdzie jest przystanek w kierunku lotniska, i odszedł do stojącej nieopodal dziewczyny. Ale zaraz wrócił – naradzili się, że muszą mnie podwieźć, bo mogę się spóźnić na samolot. Moje doświadczenia z podróżowania na łebka w Austrii, Słowenii i teraz Francji i Włoszech są podobne: czeka się chwilę, a czasem ludzie sami się zatrzymują, proponując podwiezienie, raz tylko czekałam dłużej (ze 20-30 minut) - nieopodal bramki na autostradzie. No ale za rzadko podróżuję w ten sposób, aby stwierdzić, że powyższe to zasada.

Obrazek


Ostatnio edytowano So mar 10, 2018 2:08 pm przez anke, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt mar 02, 2018 1:33 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pn sie 26, 2013 8:03 pm
Posty: 563
Gratulacje za samotne wyprawy w nieznane! Też znam to uczucie, gdy podczas samotnego wchodzenia na górę, uwagi - zwłaszcza stanowcze- powodują zwątpienie i zawahanie, czy aby słusznie czynimy....

_________________
Wenus w Milo


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt mar 02, 2018 2:12 pm 
Zasłużony

Dołączył(a): Pt lip 18, 2008 3:36 pm
Posty: 262
Lokalizacja: z B~B
Fajne góry i super opisane! Aż się człowiek nakręca na jakiś wyjazd :)

_________________
"Codzienność ma posmak popiołu w ustach, dobrze jest czasem przepłukać gardło wodą z górskiego potoku" - bluejeans

https://plus.google.com/+TomekTomix


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt mar 02, 2018 2:59 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 864
Chyba właśnie takie góry podobałyby mi się najbardziej. Przeczytałem relację z rumieńcami. Świetnie sobie radzisz! Opisujesz okoliczności przyrody z dużą wrażliwością na piękno natury. Ja też lubię się przypatrzeć, co też Bóg stworzył. Trasy są tam rewelacyjne. Ze zdjęć wydają mi się takie w sam raz, żeby trochę się potrudzić, ale zupełnie osiągalne dla normalnych ludzi (nie wspinaczy). I te przestrzenie... to uwielbiam.
Świetna relacja, ale trochę smutna z mojego punktu widzenia. W takie góry Ukochana ze mną nie pójdzie, a kiedyś postanowiliśmy, że urlopy spędzamy razem. Z drugiej strony nigdy nie wiadomo co życie przyniesie ;)

_________________
SPROCKET
https://picasaweb.google.com/107852838183145186231


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So mar 03, 2018 11:59 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): N mar 09, 2014 2:19 pm
Posty: 2106
Wow! Ale podziałałaś! Gratulacje!

anke napisał(a):
Moje doświadczenia z podróżowania na łebka w Austrii, Słowenii i teraz Francji i Włoszech są podobne: czeka się chwilę
Obrazek


Jak to mówią - pierwsze wrażenie. Jak komu dobrze z oczu patrzy to zawsze będzie miał z górki :wink:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N mar 04, 2018 7:56 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 8259
Lokalizacja: miasto100mostów
Takie relacje to sól tego forum.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N mar 04, 2018 8:21 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pt wrz 17, 2010 11:49 am
Posty: 636
Lokalizacja: dokąd
Anke, świetne wyprawy i świetna relacja!

Szczególnie Alpy Nadmorskie mnie zainspirowały. Wiem, że istnieją, ale dotąd nie wiedziałam, czego się po nich spodziewać. W Nicei byłem (tak tak, rzeczywiście niezwykle klimatyczna), do Francji mam duży sentyment, a takie góry - puste i przestrzenne -lubię.
Już wiem, że muszę tam dotrzeć :D .

Dzięki za relację! :D .


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N mar 04, 2018 9:28 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 13, 2005 2:03 pm
Posty: 9531
Lokalizacja: Poznań
sprocket73 napisał(a):
W takie góry Ukochana ze mną nie pójdzie, a kiedyś postanowiliśmy, że urlopy spędzamy razem.
Pamiętaj, że obok jest Nicea i Lazurowe Wybrzeże więc kombinuj ;)

_________________
Tatrzańskie szlaki


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N mar 04, 2018 10:12 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pn lut 27, 2012 2:30 pm
Posty: 822
Lokalizacja: Warszawa
Świetna przygodowa relacja. Zwykle przeszkadza mi to, kiedy ktoś z jednego wyjazdu robi wiele relacji, tu zaś żal że wyjazdy zlały się w jedną: tym razem fajnie by sobie przyjemność dozować, smakować dłużej. Tak, czy owak - oklaski! :D

_________________
Nie sprytem, lecz siłą!

"Gdyby ministranci zachodzili w ciążę, aborcja byłaby refundowana"


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N mar 04, 2018 6:34 pm 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 590
Lokalizacja: W-wa
Sheala, Tomix, krank1, Neander, Krabul, pięknie dziękuję, a przy okazji - dla Ciebie, Krabul, zaległe: chapeau bas

sprocket73, dzięki
a co do tego:
sprocket73 napisał(a):
W takie góry Ukochana ze mną nie pójdzie
Myślę, że na trasach, które nie mają jakiś trudności technicznych, Ukochana znacznie lepiej śmiga po górach ode mnie.
I teraz pytanie: czy na trasach, które przeszłam w Nadmorskich, były takie trudności. Odważę się napisać – nie było. Dla mnie trasy były łatwe, a jak na mój gust – dużo za łatwe. Czasem trafiały się miejsca, gdzie się trzeba czegoś złapać, a może nawet zejść tyłem - ale ja nawet nie zarejestrowałam tego w pamięci, tylko teraz znalazłam na jakimś filmie. Oczywiście wykluczam z powyższego Argenterę. Ewentualnym problemem może być taszczenie plecaka, ale może można się gdzieś urządzić w dolinie i robić jednodniowe wycieczki? Zła wiadomość jest taka: przeczytałam, że na terenie parku Mercantour (a dokładnie: in the core of the park,) pieski są niedozwolone, nawet na smyczy.

W Berchtesgadeńskich także można spokojnie wytyczyć trasę spacerową. Piesków nie widziałam i nie znalazłam tak na szybko informacji, czy można je zabierać (w sąsiedniej Austrii wielokrotnie widziałam je na trasie). Jakby co, to kieruj Ukochaną wprost do mnie, będę odpowiadać na szczegółowe pytania.

saxifraga napisał(a):
już wiem, że muszę tam dotrzeć
Na pewno poprawiłabym nieco trasę, którą przeszłam - jak zaczniesz ją planować, chętnie zeznam wszystko, co wiem :)
Szczegółowa mapa (i jedyna, na której znalazłam ścieżki, po których błądziłam) jest na dole tej strony: https://mercantour.info/topo/grandcapelet.html


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N mar 04, 2018 6:43 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 13, 2005 2:03 pm
Posty: 9531
Lokalizacja: Poznań
anke napisał(a):
Myślę, że na trasach, które nie mają jakiś trudności technicznych,
A śnieg? Znam osobę, która tam zawróciła bo trafiła na szlaku na płat stromego śniegu.

_________________
Tatrzańskie szlaki


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N mar 04, 2018 7:17 pm 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 590
Lokalizacja: W-wa
No tak, śnieg może sypnąć i w środku lata, ale pewnie miałeś na myśli jakiś stały, zleżały płat starego śniegu.
Nie miałam takich po drodze, ale fakt - po jakiejś konkretnej zimie zawsze można się takiego spodziewać. Śnieg, o którym pisałam, spadł tylko na szczyty - na dole miałam z niego tylko grad.

Zachęcanie kogoś do pójścia daną trasą w góry to duża odpowiedzialność, zawsze się tym stresuję - pytanie, czy to w ogóle robić?

Ciekawa jestem, jaką trasą szła "ta osoba".


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N mar 04, 2018 7:47 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 13, 2005 2:03 pm
Posty: 9531
Lokalizacja: Poznań
Nie wiem dokładnie gdzie to było. Dla mnie na zdjęciu to wyglądało łatwo. Dla kogoś innego śnieg może działać odstraszająco.
Jak dla mnie nie widzę powodu żeby czegoś nie polecać. Każdy ma swój rozum. Przynajmniej powinien mieć.

_________________
Tatrzańskie szlaki


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N mar 04, 2018 9:23 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): So lut 09, 2013 10:52 pm
Posty: 821
Lokalizacja: Łódź
Jestem pod wrażeniem. Brawo :shock:

_________________
Gdzie wola - tam droga.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N mar 04, 2018 10:13 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 864
anke napisał(a):
Dla mnie trasy były łatwe, a jak na mój gust – dużo za łatwe.

Postrzeganie trudności danej trasy w górach, to kwestia bardzo indywidualna. Najprościej jest przewidzieć kwestie wytrzymałościowe. Trudności techniczne również można wyrazić obiektywnie, wszak drogi wspinaczkowe mają usystematyzowaną skalę trudności. Schody zaczynają się w temacie "lęk wysokości". Jedni go mają bardziej, inni mniej. Osoba bez lęku nie jest w stanie ocenić, czy osoba z lękiem w danym miejscu da radę, czy nie. Jednak nawet ten lęk wysokości można jakoś zdefiniować, opisać i przewidzieć. Kiedy poznałem Ukochaną i zabrałem ją w parę miejsc, dowiedziałem się, że istnieje coś jeszcze - lęk przestrzeni. To już całkowicie abstrakcyjny stan świadomości, który jest nieprzewidywalny nawet dla osoby która go posiada. Atak paniki spowodowany wystąpieniem tego lęku jest długotrwały, irracjonalny, niezwiązany z jakimkolwiek realnym niebezpieczeństwem.
Patrząc na Twoje piękne zdjęcia... to nie są góry dla Ukochanej.

_________________
SPROCKET
https://picasaweb.google.com/107852838183145186231


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn mar 05, 2018 4:03 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Wt lip 10, 2007 9:34 pm
Posty: 2251
Lokalizacja: mazowieckie/małopolskie
Świetna relacja, dzięki za przybliżenie kolejnych nieznanych mi gór i rejonów. Ty, Kyjo, a swojego czasu matragona, pokazujecie fajne, niepopularne miejsca. Do tej pory tylko czytałam, ale w tym roku postanowiłam się wybrać choć na kilka dni do Austrii i poznać trochę inne góry. Mam nadzieję, że się uda.

Cytuj:
On zaczął rozmowę i jak na człowieka Zachodu to nieco ponadwymiarowo zaangażował się, aby namówić mnie na odwrót. Posłuchałam, trochę się broniłam „moim” Watzmannem, ale nie ustępował, a Watzmann nie zrobił na nim wrażenia. Podziękowałam i zaczęłam jednak iść do góry. Weszłam kilkanaście metrów... kurcze, człowiek radził mi coś, wyglądał na znawcę, miał argumenty, może trochę wdzięczności mu się należy za to, że zechciał się zainteresować moim bezpieczeństwem, nagle wykonałam zwrot i zaczęłam schodzić.

No i siedziało mi to potem najbardziej gorzką górską gulą w żołądku do końca pobytu

Ludziom najwidoczniej włącza się instynkt opiekuńczy widząc samotnego turystę :) Niezrealizowane cele zawsze później uwierają, z drugiej strony, z mojej perspektywy, ktoś kto chodzi po górach samotnie i tak ma trudniej, bo ciężar wszystkich decyzji, wątpliwości, czasem stres - to wszystko spoczywa na jednej osobie, a nie rozkłada się na zespół. W takiej sytuacji bezpieczniej odpuścić, choć wyobrażam sobie, że decyzja nie była łatwa i trudno od ręki przejść nad czymś takim do porządku dziennego.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn mar 05, 2018 4:53 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 347
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
Fajnie napisana relacja - oby takich więcej na forum. W przyszłym roku może zawitam we francuskie Alpy, tak więc dziękuję, że nieco przybliżyłaś mi te rejony. Podziwiam takie samotne, górskie wędrówki - ja bym się zanudził na śmierć :wink:. Czasem się w góry wyrwę bez żony i po paru godzinach łapię się na tym, że gadam sam do siebie.
nutshell napisał(a):
Ludziom najwidoczniej włącza się instynkt opiekuńczy widząc samotnego turystę

Chyba tak, bo na tym Schönfeldspitze nie ma raczej żadnych trudności.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt mar 06, 2018 12:13 am 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt maja 04, 2010 5:34 pm
Posty: 397
Lokalizacja: Rybnik / Piding
W tych Alpach Nadmorskich to by mi się podobało, piękne kolory, te jeziorka wbite między szczyty, aż chce się tam szwędać :)

Cytuj:
Ale nie wiedzieć czemu, to właśnie tu na dnie doliny złapałam słynne chwile górskiej euforii, gdy poczułam, że jestem właśnie w tym jedynym, najlepszym dla siebie miejscu.

No, to ta równiutka trawka wygrzana słońcu, aż chce się na niej siedzieć, leżeć, chodzić boso i patrzeć w przestrzeń tej doliny :) Taka właśnie powoduje nieraz, że nie chce się iść dalej, tylko chce się zostać :)

I strasznie miło poczytać, gdy ktoś z Polski jedzie specjalnie w góry, które widzę z okna :)

Na Watzmannie miałaś szczęście do pogody. Ja byłem na nim 2 razy - w czerwcu i kwietniu - i ani razy nie udało mi się przejść całej grani z uwagi na oblodzenia i śnieg (jedynie do Mittelspitze). Na tej górze wielkim też problemem są burze. Jak sama zauważyłaś, nie ma jak z tej grani uciec, a ludzi tam chodzi niemało, bo to jednak słynna góra i jest na niej "wysoko" jak mało gdzie w Europie. Latem każdego tygodnia można czytać o akcjach ratunkowych na tej górze.

Schoenfeldspitze coś tam przypomina Matterhorn, ale patrząc nieco bardziej od wschodu -> https://i.ytimg.com/vi/g18UKe8DEAA/maxresdefault.jpg

I na tej drodze granią od Riemannhaus wcale aż tak łatwo nie jest, rąk trzeba używać prawie cały czas. Jest tam takie jedno miejsce, które trzeba przetrawersować, mając sporą lufę pod sobą i zapewne to miejsce tak przestraszyło napotkanego turystę. Ale generalnie Niemcy/Austriacy to bardzo bojaźliwy naród, lubiący robić kazania na temat bezpieczeństwa i takich tam. Gdyby był jakiś śnieg u góry, to by dopiero Cię ostrzegali... Teraz, takie Alpy zimą to dla nich przede wszystkim narciarstwo, a używanie takiego czekana jest dla nich zazwyczaj obce. I dlatego schorniska tam zimą nie funkcjonują.

W tym roku zamierzam zrobić tę część Kamiennego Morza, która Tobie się nie udała. Przejść z Ramsau do Kaerlingerhaus, a później stamtąd do Matrashaus na wierzchołek Hochkoeniga, i trzeciego dnia przejść na drugą stronę gdzieś do austriackiego St. Johann, i stamtąd wrócić pociągiem. Trasa spora, właściwie każdy odcinek na przynajmniej 10 h wędrówki.

Gratuluję pięknych wycieczek, super się czytało :) Jaki region chodzi Ci w tym roku po głowie? :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr mar 07, 2018 8:07 am 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 590
Lokalizacja: W-wa
nutshell, magis, TataFilipa, Kyjo - dziękuję za dobre słowo :)
nutshell napisał(a):
Ludziom najwidoczniej włącza się instynkt opiekuńczy widząc samotnego turystę
Tak, dziesiątki razy pytano mnie "czy wszystko w porządku", wystarczyło, że przysiadłam na kamieniu, albo nawet, gdy za wolno w czyimś odczuciu szłam :), szczególnie Niemcy często zatrzymują się, aby zamienić choć słowo, upewnić się, że wszystko OK.

Co do Austrii, wrzucam na zachętę moje ulubione miejsce - schronisko Becherhaus:
https://www.bergfex.it/sommer/suedtirol ... en.34056-6

Ja podchodziłam do tego schroniska od strony włoskiej, ale zobacz niżej przez jakie mroczne tereny przechodzi się, idąc od strony austriackiej, wygląda to świetnie, poszłabym tam choć jutro, ale nie chodzę po lodowcach. http://gdziebytudalej.pl/lodowce-wilder-freigera/

magis napisał(a):
na tym Schönfeldspitze nie ma raczej żadnych trudności.
Ja się tam jednak nieco bałam - Kyjo na szczęście uratował w swoim poście mój honor wspinacza :P :wink:

Kyjo napisał(a):
W tym roku zamierzam zrobić tę część Kamiennego Morza, która Tobie się nie udała.
To jak będziesz pisał relacje, to proszę użyj "Google zdjęcia" do ładowania zdjęć, nie mogę odżałować, że wcięło ci wszystkie zdjęcia z "Takie tam moje Alpy".
Kyjo napisał(a):
Jaki region chodzi Ci w tym roku po głowie? :)
Rosja, czytuję relacje na jednym z rosyjskich portali, ale to chyba jednak mrzonki, za słaby zawodnik ze mnie.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr mar 07, 2018 8:43 am 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Wt lip 10, 2007 9:34 pm
Posty: 2251
Lokalizacja: mazowieckie/małopolskie
anke, to w sumie pozytywnie :) W razie czego jest szansa, że ktoś pomoże, zainteresuje się, a nie że człowiek zostanie sam jak pies.

Z tego schroniska to dopiero muszą być widoki o wschodzi i zachodzie :) Trasa od strony Austrii piękna, ale my niestety "nielodowcowi".

Myśleliśmy o Alpach Lechtalskich i może jeszcze którymś z sąsiednich pasm.

Tu swietne zdjęcia z tych gór:
https://www.mountainphotography.com/gal ... htal-alps/

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr mar 07, 2018 1:31 pm 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt sie 29, 2006 6:58 pm
Posty: 606
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Kurde, fajny ten Watzmann, trzeba sie w koncu na niego wybrac ;)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr mar 07, 2018 1:55 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 8259
Lokalizacja: miasto100mostów
Fenomen napisał(a):
Kurde, fajny ten Watzmann, trzeba sie w koncu na niego wybrac ;)
Fenomen, jakieś konkrety? Może połączymy siły? Bo o Watzmannie cały czas mi mówi kiedy gadam o górach jeden Niemiec z którym pracuję. Twierdzi, że to jest naprawdę petarda i jeśli chodzi o zaawansowaną turystykę to nr1 w Niemczech. A w sumie z Wrocławia odległość wcale nie powala, można zrobić nawet weekendową akcję.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz mar 08, 2018 2:14 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn sie 30, 2010 12:43 pm
Posty: 3173
Lokalizacja: Węgierska Górka
Krabul napisał(a):
jakieś konkrety? Może połączymy siły?

ta grań już od bardzo dawna zawraca mi głowę :) za każdym razem jak przejeżdżam przez Salzburg to spoglądam w tamtą stronę i mówię sobie, że w końcu kiedyś tam pójdę ;)

anke fajna wycieczka ;) nie słyszałem akurat o tych Alpach Nadmorskich także cieszę się, że ktoś odkrywa i pokazuje takie rejony :)

_________________
Galeria zdjęć


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz mar 08, 2018 6:13 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 347
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
zephyr napisał(a):
za każdym razem jak przejeżdżam przez Salzburg to spoglądam w tamtą stronę i mówię sobie, że w końcu kiedyś tam pójdę

Ja, jak jestem w Salzburgu przejazdem, to nie wiem, w którą stronę miałbym patrzeć żeby dostrzec Watzmanna :). Ale wybieram się również - sęk w tym, że nie mam mapy. Czy tą grań da się przejść w jeden dzień, nie nocując w żadnym schronisku? Albo inaczej; ile owa pętla by trwała (wracając do punktu wyjścia)?
anke napisał(a):
Ja się tam jednak nieco bałam - Kyjo na szczęście uratował w swoim poście mój honor wspinacza

Ale ja tam nie byłem, tak mi się wydawało, po prostu :wink:.
nutshell napisał(a):
Myśleliśmy o Alpach Lechtalskich i może jeszcze którymś z sąsiednich pasm.

Letni urlop spędziłem w Silvretcie i przejeżdżałem przez Lechtalskie kilka razy. Rejony są świetne, chociaż okolica Sankt Anton am Arlberg na mój gust nieco zbyt komercyjna i snobistyczna. Nieco skubnąłem Verwall - i byłem zachwycony.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz mar 08, 2018 8:50 pm 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 590
Lokalizacja: W-wa
zephyr, dzięki
magis napisał(a):
Czy tą grań da się przejść w jeden dzień, nie nocując w żadnym schronisku? Albo inaczej; ile owa pętla by trwała (wracając do punktu wyjścia)?
da się, nie znam niemieckiego, ale wygląda na to, że panom w linku niżej wyszło 10.15 netto (w całości 13 godzin):
https://www.outdooractive.com/de/klette ... g/1373871/

edycja:
Dopisałam to 13 godzin, żeby się ktoś nie zasugerował tym 10.15 - normalny turysta raczej nie przechodzi takiej trasy bez odpoczynku. Oficjalny czas przejścia to 12-15 godzin. O kosmicznych rekordach przejścia tej trasy można poczytać w internecie.


Ostatnio edytowano Pt mar 09, 2018 5:10 am przez anke, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz mar 08, 2018 9:21 pm 
Weteran

Dołączył(a): Śr cze 04, 2014 7:19 pm
Posty: 119
Lokalizacja: Dankowice/Bielsko-Biała
ale fajna alpejska przygoda, tylko pozazdrościć :)
relacja rewelka, fajnie się czytało i oglądało

PS
anke napisał(a):
Argentera, metrów ma niewiele – 3297

niewiele ??? - dla mnie całkiem sporo :lol:

pozdro ;)

_________________
http://mateuszorantek.blogspot.com/


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt mar 09, 2018 5:38 am 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 590
Lokalizacja: W-wa
oran77, dziękuję!
W Alpach wielokrotnie przekraczałam 3000 m (najwyżej byłam na 3480) i właśnie sobie uzmysłowiłam, że jakoś nigdy nie miałam wrażenia, że wchodzę na coś znacznie wyższego niż np. Rysy - stąd to "niewiele" :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt mar 09, 2018 6:54 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 347
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
anke napisał(a):
da się, nie znam niemieckiego, ale wygląda na to, że panom w linku niżej wyszło 10.15 netto (w całości 13 godzin):

Oto mi chodziło - dzięki. 2,5 km to dla mnie graniczne przewyższenie na jeden dzień, ale do zrobienia.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt mar 09, 2018 9:47 pm 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt maja 04, 2010 5:34 pm
Posty: 397
Lokalizacja: Rybnik / Piding
W przewodniku pisują, że przejście trwa 12h, jak jak patrzyłem na tabliczki (na dole i przy schronisku), to suma czasów wyszła z nich nawet 16h - ale to chyba trochę na odstraszenie pospulstwa.

Zephyr ma rację, z niektórych rejonów Salzburga widać Watzmanna, jeśli tylko nie zasłania go Untersberg.

Warto wiedzieć, że tuż obok Watzmanna stoi całkiem odrębny masyw z równie potężną lufą i efektowną granią do przejścia, zwący się Hochkalter - gdyby ktoś przyjechał na dłuższy weekend ;) Jest chyba nawet nieco trudniejszy, bo nie ma tam żadnego żelastwa i innych ułatwień, wspina się po ładnie wyrzeźbionym wapieniu. Zresztą w całym rejonie jest dużo do robienia.


Tutaj zdjęcie z grani Hochkaltera:

Obrazek

A tutaj grań Watzmanna w kwietniu zeszłego roku. Zimą właściwie nikt tam nie chodzi:

Obrazek

Cytuj:
To jak będziesz pisał relacje, to proszę użyj "Google zdjęcia" do ładowania zdjęć, nie mogę odżałować, że wcięło ci wszystkie zdjęcia z "Takie tam moje Alpy".

Również żałuję :cry: Najpierw wywaliło mi zdjęcia z imageshack. Później mozolnie wszystko przenosiłem na Photobucket i również zażądali dolarów. To niestety zniechęciło mnie do pisania relacji. Choć i w internatach spędzam ostatnimi laty bardzo mało czasu.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt mar 09, 2018 10:58 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Wt lip 10, 2007 9:34 pm
Posty: 2251
Lokalizacja: mazowieckie/małopolskie
magis napisał(a):
Letni urlop spędziłem w Silvretcie i przejeżdżałem przez Lechtalskie kilka razy. Rejony są świetne, chociaż okolica Sankt Anton am Arlberg na mój gust nieco zbyt komercyjna i snobistyczna. Nieco skubnąłem Verwall - i byłem zachwycony.

Nie wiem na ile będzie to możliwe, ale chciałabym jak najrzadziej schodzić w doliny, będę w stanie coś konkretnie zaplanować kiedy dotrze przesyłka z mapą :)
I dzięki za podpowiedź, Verwal wygląda pięknie i jest rzut beretem od Lechtalskich.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL