
Warszawa – słonecznie, Poznań – słonecznie, Wadowice – słońce i chmury, Żywiec – deszcz.
Warto było zaufać pogodzie, udało się zrobić przyjemny wiosenny wypad… w Beskid Żywiecki oczywiście:)
Ewa wymyśla lekki spacer przez trzy schroniska z opcją poza szlakowego zdobywania szczytów. Plan jest taki żeby odwiedzić schroniska na Hali Boraczej, Hali Lipowskiej i Rysianke, po drodze odbijając na Redykalny Wierch, Boraczy Wierch i Lipowską.

Całą drogę towarzyszy nam mgła i mżawka/deszczyk, lub jak to zostało przez Ewę nazwane – nie ma deszczu, tylko z chmur kapie. Idzie się przyjemnie, o dziwo całkiem sporo osób na szlaku, dowiadujemy się, że o 8 rano to nawet widoki jakieś były.

Docieramy do pierwszego schronu, trochę przypomina dom wielorodzinny zaadoptowany na schronisko, menu ubogie, ale piwo było, więc nie mamy na co narzekać. Idziemy w stronę Hali Lipowskiej, po drodze szukając Redykalnego Wierchu, myśleliśmy, że znaleźliśmy, ale kawałek dalej znowu było pod górę, więc pamiątkowe foty w chaszczach chyba nie zaliczają się jednak do lansu na szczycie. Byłoby prościej, gdyby widoczność była większa niż 50 metrów. Trochę jeszcze błądzimy w poszukiwaniu jakiegoś słupka, kartki, kamieni, dających nadzieję, że zdobyliśmy szczyt, ale nic takiego nie znaleźliśmy, więc darujemy sobie przedzieranie się przez jeżyny i wracamy na szlak prowadzący nas do schroniska. Pogoda się utrzymuje, jest dobrze.

Na Hali Lipowskiej konsumujemy obiad, ceny mocno zawyżone jak na schronisko górskie, ale jak zamówiłem kiełbasę, to dostałem konkret, a nie jakieś moczone kabanosy. Po wyjściu ze schroniska musimy się dozbroić bo pogoda jest taka piękna, że bez peleryny i kurtki nie można w pełni cieszyć się podobno najpiękniejszym miesiącem… Zastanawiamy się czy spadnie śnieg, bo powyżej 1100 m n.p.m. jeszcze trochę go zalega. Przy schronisku na Hali Rysiance pogoda się psuje, chmury, zaczynają się rozwiewać, wychodzi słońce i o zgrozo – można ujrzeć okoliczne szczyty! Wolimy nie ryzykować, że jeszcze zrobi się ciepło i schodzimy zielonym szlakiem do Skałki. I przyznam szczerze, że szlak fajny i ciekawy jak na Beskid, może nie jest to Perć Borkowskiego, ale stroma wąska ścieżka wijąca się po zboczu, przekraczająca dosyć szeroki strumyk, zdecydowanie najatrakcyjniejsza część wycieczki.




A w niedzielę otwarłem sezon wspinaczkowy

_________________
A ja dalej jeżdżę walcem, choćby pod wałek trafić miał cały świat.
http://summitate.wordpress.com/