Tym razem to będzie opowieść krótka i prosta. Przyjechały "pasożytki"
* ze stolycy na śląskie święta. Spędziły rodzinnie czas przy stole, pałaszowały śląskie makówki, moczki i inne smakołyki a potem zgodnie zdecydowały, że czas na spacer!
Namówiły siostrę z mężem na pobudkę wczesnym rankiem, by o 8 drugiego dnia świątecznego stawić się w Rycerce Górnej Kolonii i ruszyć na Wielką Raczę.
Wdrapała się cała czwórka ochoczo na szczyt i przy cieple schroniskowego ogniska nabywała coraz większej głupawki, w końcu ruszyła cztery litery w kierunku Przegibka z nadzieją, że się przejaśni. Coś tam zaczęło się pojawiać na horyzoncie, jakaś Mała Fatra, w oddali nawet Taterki Bielskie. Humory z każdym krokiem jeszcze bardziej dopisywały, a był to teren iście mikstowy - kamienie, błoto, lód i śnieg. Uważnie więc pasożytki kroczyły i o 14 z minutami rzuciły się na zupy schroniskowe na Przegibku. Ludzi się trochę zeszło, ale miejsce zawsze się znajdzie. Ciepły posiłek sił dodał, więc potem już tylko zejście do Rycerki w promieniach zachodzącego słońca z bananem na twarzy, bo któż to przewidział, żeby sobie przechadzkę na 19 km zrobić w ten świąteczny ciepły dzień? I tak pasożytki wróciły do rodzinnego domu zadowoleni jak po zrobieniu kawału dobrej nikomu nie potrzebnej roboty:)
* termin pasożytki używany jest w przypadku osób przyjeżdżających do rodziny w celu skorzystania z darmowego jedzenia i picia:)












I tym własnie miłym akcentem kończymy nasz kolejny górski rok. Jest co wspominać. W tym roku spędziłem 18 dni co i tak jest dla mnie dobrą cyfrą. Wędrówki rozpoczęliśmy w Bieszczadach, zdobywając Wielką Rawkę

I drugiego dnia Tarnicę

W marcu z ekipą G-Sów dwa dni w Tatrach, czyli spacer drogą pod reglami i wejście na Wołowiec

Kwiecień to czas intensywnej pracy ale nie samą pracą człowiek żyje ,więc przychodzi czas na majówkę i rodzinny wyjazd na Pilsko

W czerwcu bierzemy udział w zjeździe w Masywie Śnieżnika wchodząc na … Śnieżnik

Przychodzi czas na lipiec i jak to Basia określiła najlepszy wyjazd górski ever czyli Dolomity. Pierwszego dnia podziwiamy wieże Tre Cime ze szczytu Monte Paterno

Drugiego dnia bijemy nasze rekordy wysokości wchodząc na najwyższy szczyt Marmoladę

Kolejny dzień to ferrata Finanzierii i wejście na Colac

Należy odwiedzić też masyw Sassolungo

Następny dzień zobaczyliśmy kaniony Selli ze szczytu Piz Boe

Ostatniego dnia doszliśmy do bajecznego jeziora Lago di Sorapis

W lipcu po raz drugi pojechaliśmy w Bieszczady i przeszliśmy klasyczną pętlę z Haliczem w tle

Połowa września to mój solowy wyjazd w Tatry i wejście na Zawrat

oraz spacer odludnymi miejscami z wejściem na Wielki Kopieniec
Kolejny wyjazd to zimowy Kasprowy Wierch

I Polana Stoły

Na sam koniec roku wybraliśmy się na wyżej opisaną Wielką Raczę. To był dobry, różnorodny, górski rok. Oby następny był jeszcze lepszy