Wraz z nastaniem zimy Ryszard z Lądka Zdroju (l.46) postanawia odmienić swoje życie, rzucić wszystko i iść w góry. Dobrze zaopatrzony i wyekwipowany rusza więc białą ścieżką w kierunku upragnionego celu.

Samotnie, nie bacząc na straszliwe niebezpieczeństwa czyhające co krok, podąża bez wytchnienia nie ukrywając pragnienia spotkania w białych ostępach innego Ryszarda, który jako i on kieruje swe kroki ku przeznaczeniu.

Po wielu dniach morderczej walki z głodem, chłodem, zmęczeniem i brakiem mp3 jest o jeden krok od celu.

Gdy nagle...
Nadmiar górskiego powietrza zaabsorbowanego w tak ekstremalnych warunkach powoduje u Ryszarda niekontrowany atak flatulencji. Nie przejmując się tym zbytnio świeżo upieczony alpinista uwalnia gigantyczny wiatr lewą nogawką.
To mało znaczące zdarzenie powoduje niestety wyrwę śnieżną znacznej wielkości, co z kolei uruchamia gigantyczną lawinę, która to porywa Ryszarda w białą otchłań.

Po siedmiu dniach szeroko zakrojonych poszukiwań Ryszard zostaje odkopany w odległości 10 km od miejsca eksplozji.
Na radosne okrzyki ekipy ratunkowej odpowiada jednakże zdawkowo: -
Panowie, ale o co chodzi?
Po czym, na własną prośbę powtórzoną wielokrotnie zostaje ponownie zasypany.
Od tej pory Ryszard, wieczny (wietrzny?) tułacz podąża Białą Granią po wsze czasy, w poszukiwaniu innych Ryszardów.
