Forum portalu turystyka-gorska.pl http://forum.turystyka-gorska.pl/ |
|
Mrotschn'e Dolomity http://forum.turystyka-gorska.pl/viewtopic.php?f=11&t=17827 |
Strona 1 z 2 |
Autor: | Mroczny [ Pn sie 31, 2015 3:39 pm ] |
Tytuł: | Mrotschn'e Dolomity |
Prolog ![]() O comebecku w Dolomity myślałem już w zasadzie podczas powrotu z nich, ostatniego i zarazem pierwszego razu w 2011 roku. Wszystkie obrazy, które zobaczyłem wtedy głęboko wryły mi się w pamięć. Góry te przyciągają jak magnes z niezwykłą siłą. Początkowo w grę wchodził oczywiście powrót na ferraty, tak pięknie i naturalnie poprowadzone chyba tylko tutaj. Z biegiem czasu, wraz z postępującą u mnie zmianą orientacji zainteresowań górskich, zaczął dochodzić do głosu aspekt wspinaczkowy. Wkrótce spotęgowany zakupem imponującego przewodnika autorstwa Mauro Bernardiego, opisującego najpiękniejsze drogi wspinaczkowe w okolicach Cortiny d’Ampezzo. Ten jednak musiał swoje przeleżeć na regale. Pomimo tego, w planie na ten rok, dla Dolomitów, miejsca również nie było. Wiele się jednak popieprzyło, splot różnych okoliczności sprawił, że postanowiłem dołączyć do przyjaciół z KW Bielsko, organizujących właśnie w Dolomitach swój tegoroczny, letni obóz klubowy. W ten oto właśnie sposób, do Cortiny d’Ampezzo trafiamy koło godziny 8 sobotniego poranka. Błyskawiczne zakupy w miejscowym Kangurze i ruszamy Drogą Dolomicką nr-48 w kierunku Passo Falzarego i dalej ku Passo Valparola. Tam wita nas imponujący widok na masyw Cunturines, wznoszący się nad doliną Val Badia. ![]() Na campingu Sass Dlacia jesteśmy jako pierwsi. W związku z tym, że “odpowiedzialny za to całe zamieszanie” jest pół godziny drogi za nami, postanawiamy na niego poczekać. Jest czas na mały rekonesans campu jak i bliższe przyjrzenie się Piz dles Conturines oraz Bandariac, jak okaże się później w takich barwach już nie będziemy mieli sposobności ich oglądać. ![]() W ekspresowym tempie rozbijamy namioty, chcemy jeszcze tego samego dnia “ugryźć coś niedługiego”. Spowodowane jest to między innymi bardzo złymi prognozami na dwa kolejne dni. Nie zarażamy jednak większej grupy ani naszym optymizmem ani większą determinacją i finalnie w góry ruszamy w liczbie “5 zdeterminowanych”. Za cel obieramy Lagazuoi Piccolo, pod ścianę którego z Passo Falzarego mamy zaledwie pół godziny. ![]() W międzyczasie ustalamy szczegóły. Paryscy z Andrzejem (EndrjuBB) uderzają na drogę Cengia Martini (Półka Martini) V, w prawym sektorze, natomiast my z Marco udajemy się na Dei Proiettili (Drogę Pocisków) V–, w sektorze środkowym. Obie linie to znakomity wybór na niezbyt pewne pogodowo popołudnie — blisko i niedługo. Podchodzimy piarżyskiem, zanikającą ścieżką. Odnalezienie początku drogi nie sprawia nam najmniejszego problemu, z oddali widać dokładnie miejsce z którego powinniśmy wystartować. Zaczynamy wyraźnym zacięciem, na lewo od pokaźnego głazu. ![]() Pierwszy 45-metrowy wyciąg, prowadzony przez Marco jest lity i bardzo przyjemny, no może poza jednym większym “pociskiem”, który przelatuje obok mojej głowy. Docieramy do stanowiska pod płytą, gdzie zamieniamy się na prowadzeniu. Na drugim, chyba najładniejszym wyciągu na “drodze pocisków” pokonuję najpierw wspomnianą wcześniej płytę, by kluczowym zacięciem dojść do kolejnego stanowiska. Haków, na tym odcinku, zastaję w ścianie znacznie więcej niż jest wrysowane na schemacie, generalnie niewiele tu jestem w stanie dołożyć swojego. Stanowisko jest kapitalnym miejscem jeżeli chodzi o widoki! Cinque Torri, Croda da Lago, Lastoi di Formin, Averau ![]() Po kilkunastu chwilach dołącza do mnie Marco i ponownie, sprawnie zamieniamy się na prowadzeniu. Kolejne trzy, krótsze (~20-28m) wyciągi raczej bez historii. Prowadzą łatwiejszym terenem, na uwagę zasługuje chyba jedynie “efektowna” trawiasta rampa na wyciągu nr 5. ![]() ![]() Prowadzenie ostatniej długości liny należy do mnie, zgodnie ze schematem idę… źle. Zamiast odbić w prawo, idę w przeciwną stronę i dopiero po paru metrach próbuję pokonać przewieszenie wprost. Brak stopni, oraz jedyny lepszy chwyt, który zostaje mi w dłoni każe mi jeszcze raz przemyśleć wybrany wariant — przecież miało tu być jedynie za IV. Patrzę po raz kolejny w schemat — oczywiście! Trzeba przejść w prawo zaraz przy stanowisku, dopiero potem w górę mijając ewidentną grotę od lewej strony. Odrobinę trudności sprawia mi kominek kończący drogę, środkiem zbyt wąsko, na zewnątrz słabiej z rzeźbą, ostatecznie pokonuję go “trochę tak, trochę tak”. Stanowisko dosyć osobliwe — do ruszającego się haka dokładam jedynie kostkę. Niczego innego jednak nie znajduję (stan zresztą zgadza się ze schematem w przewodniku), same trawy i luźne kamienie. Niestety tak jak mój partner zaczął drogę tak i ja kończę… Przy wyjmowaniu aparatu zrzucam w dół pocisk nr 2 podczas naszego wspinania, w postaci filtra połówkowego wraz z adapterem ![]() Z krawędzi na której kończy się nasza droga mamy rewelacyjne widoki w jedną jak i drugą stronę. Szkoda jedynie, że dolomickich błękitów, za którymi tak tęskniłem praktycznie brak. na lewo: Cinque Torri, Croda da Lago, Lastoi di Formin, Averau ![]() na prawo: Marmolada, Sass de Stria, Settsas ![]() Pierwsza wspinaczka w Dolomitach za nami! Teraz pozostaje tylko zejść. Od naszego ostatniego stanowiska — łąką — do ruin wojennych wyprowadza nas wyraźna ścieżka. ![]() Od ruin trawersem w prawo, wzdłuż włoskiego chodnika minowego wychodzimy na Półkę Skalną Martini (Cengia Martini), będącą historycznym miejscem dolomickiego frontu. Przebiega tędy jeden z klasycznych szlaków wojennych — Szlak Strzelców Alpejskich. ![]() ![]() Półką Martini dogodnie schodzimy na Passo Falzarego, gdzie czekają już nasi “zdeterminowani towarzysze”. Wieczorem dochodzi do pierwszych, klubowych oraz międzyklubowych integracji ![]() Nazajutrz, od samego rana, zgodnie z prognozami, przelotnie ale intensywnie pada deszcz. Postanawiamy jednak ruszyć tyłki, a nuż nam się poszczęści..? Krótką przerwę w opadach wykorzystujemy na podejście w rejon Cinque Torri. Z okolic Rifugio Bai De Dohes (z mojego punktu widzenia to raczej restauracja/kolejka) posępne spojrzenie przesyła nam Tofana di Rozes. ![]() Uniknąwszy jakimś cudem deszczu udaje nam się dotrzeć pod 5Torri. Zaciągnięte nisko chmury nie rokują dla nas większych nadziei, pomimo tego postanawiamy podejść pod turnie. ![]() Chodzimy, kręcimy się, zaglądamy gdzie tylko się da, w poszukiwaniu suchego fragmentu skały. Oczywiście towarzyszą nam cały czas przelotne opady deszczu. ![]() ![]() Koniec końców przychodzi totalna zlewa, która zmusza nas najpierw do przeczekania pod, znalezionym przeze mnie, konkretnym dachem, ![]() a później w Rifugio Cinque Torri. Cały plon wspinu tego dnia zamyka się w krótkim boulderze przypadkowo spotkanego jegomościa. Chociaż jemu coś siadło! ![]() ![]() Kolejny dzień to pogodowa powtórka z rozrywki, nastroje siadają, ale łatwo się nie dajemy, w końcu mamy i na taką aurę receptę. Zaczynamy wycieczką na zakupy do Cortiny d’Ampezzo, oczywiście będąc w Cortinie obowiązkiem każdego wspinacza jest zajrzeć do Angelo Dibony — najsłynniejszego alpinisty i przewodnika górskiego urodzonego w d’Ampezzo. ![]() Po wizycie w Cortinie, udajemy się na poszukiwanie, znajdującego się nieopodal rejonu sportowego, umożliwiającego wspinanie również w deszczu. Campo e Volpera, o którym mowa, znajduje się na południowo-wschodnim zboczu Pocol. Za namiary szczególne podziękowania dla Nuctei ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Miejsce to, stanowi atrakcję również dla niekoniecznie wspinających się. Wytyczony jest tutaj urokliwy czerwony szlak, którym można dotrzeć m.in. do Grotte di Volpèra. ![]() ![]() Znajduje się tutaj również park linowy, poprowadzona jest powietrzna ferrata oraz tyrolka (niestety “zakłódczona”). Na niekorzystną i niepewną pogodę miejsce zdecydowanie świetne. ![]() ![]() Zaspokoiwszy nasze wertykalne żądze, zmęczeni ale zarazem zadowoleni (w miarę), wracamy na camping. Prognozy na kolejny dzień są nieco lepsze, do 14 ma nie padać — zakładamy, że właśnie tyle mamy czasu, by coś konkretniej podziałać. c.d.n. Oryginał relacji: Dolomity | Prolog, więcej zdjęć w galerii: Dolomity. |
Autor: | Fenomen [ Pn sie 31, 2015 9:35 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Co foty, to ja nie! Wiekszosc laduje na dysku i od czasu do czasu wskoczy na tapete ![]() |
Autor: | Zombi (gavagai) [ Wt wrz 01, 2015 2:15 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Oj, czuję, że będzie się jeszcze tu działo... wyczuwam kandydaturę do MA! ![]() ![]() Świetne zdjęcia, dolomit aż trze o oczy ![]() Dawaj dalej! |
Autor: | Mroczny [ Śr wrz 02, 2015 12:00 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Zombi (gavagai) napisał(a): Świetne zdjęcia, dolomit aż trze o oczy Fenomen napisał(a): Co foty, to ja nie! Mi mimo wszystko bardzo doskwierał brak błękitów dolomickich na które się tak nastawiłem, no ale cóż zrobić...Wiekszosc laduje na dysku i od czasu do czasu wskoczy na tapete Zombi (gavagai) napisał(a): Oj, czuję, że będzie się jeszcze tu działo... wyczuwam kandydaturę do MA! Dziać się będzie, ale kandydatura i tak jest tylko jedna! ![]() Zombi (gavagai) napisał(a): Dawaj dalej! Dziś lub jutro powinno udać się wrzucić c.d. ![]() |
Autor: | Zombi (gavagai) [ Cz wrz 03, 2015 8:26 am ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Mroczny napisał(a): Zombi (gavagai) napisał(a): Oj, czuję, że będzie się jeszcze tu działo... wyczuwam kandydaturę do MA! Dziać się będzie, ale kandydatura i tak jest tylko jedna! ![]() Zombi (gavagai) napisał(a): Dawaj dalej! Dziś lub jutro powinno udać się wrzucić c.d. ![]() ![]() |
Autor: | leppy [ Cz wrz 03, 2015 9:20 am ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Przeczytane - zazdroszczę wyjazdu w fajne rejony i w fajnej ekipie - czekam na ciąg dalszy, tym bardziej, że: Zombi (gavagai) napisał(a): Oj, czuję, że będzie się jeszcze tu działo...
|
Autor: | Mroczny [ Pt wrz 04, 2015 7:04 am ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Dolomity | Akt 1 ![]() Zgodnie z powziętymi zamiarami, z uwagi na prognozy mówiące o korzystnej pogodzie, jednak tylko do wczesnych godzin popołudniowych, ruszamy w kierunku poznanych nam dwa dni wcześniej, nieco bliżej, Pięciu Wież. Najwyższym szczytem grupy Cinque Torri jest Torre Grande, wznoszący się na wysokość 2361 m. Turnia podzielona jest na trzy wierzchołki: Cima Sud, Cima Nord i Cima Ovest. Pozostałe cztery wieże to: Seconda Torre (składająca się z: Torre Lusy, Torre del Barancio i Torre Romana), Terza Torre lub Torre Latina (składająca się z: Torre Alta i Torre Bassa) oraz Quinta Torre lub Torre Inglese. Rejon ma charakter raczej skałkowy, umożliwia jednak ciekawe wspinanie w różnych formacjach, w szerokim zakresie trudności. Znajdziemy tu drogi krótkie — po kilkanaście metrów — jak i dłuższe: do 150 metrów. Mimo, że część naszej ekipy wolałaby się zmierzyć z czymś większym, poważniejszym, tym razem trzeba brać co dają. Na warunki jakie mamy do dyspozycji, Cinque Torri nadają się idealnie. Wystarczy wstać na tyle wcześnie żeby zdążyć przed zamknięciem drogi do Rifugio Cinque Torri (zamykana jest w godzinach 9:30 — 15:30), a błyskawiczne podejście ze schroniska zajmuje 10–15 minut w zależności od wybranych celów. ![]() Priorytety na dzień dzisiejszy każdy z nas ma upatrzone już wcześniej. Malwina z Ulą wybierają się na pobliskie Averau. Mariusz z Andrzejem (EndrjuBB) i Bartkiem zaczynają od Wiewiórek, czyli Zacięcia Północnego IV+ na Torre Romana. Mariusz z Pawłem wybierają Armidę VI na zachodnim wierzchołku Torre Grande. Z kolei nasza czwórka (Kasia, Dominik, Marco i ja) mierzymy w najwyższy, południowy wierzchołek Torre Grande, Cima Sud. Z tą jednak różnicą, iż Paryscy celują w Direttę Dimai VI+, natomiast nas interesuje Via Miriam V. Obie te linie należą do najdłuższych na Cinque Torri. W zależności od wariantu, łączy je pierwszy, bądź też dwa pierwsze wyciągi. Droga startuje na lewo od charakterystycznej krawędzi. Paryski na pierwszym, wspólnym, trochę wyślizganym w jednym miejscu (zalecana magnezja) wyciągu. ![]() Faktycznie, początkowe trudności, w zależności od schematu oscylujące wokół V lub V+, sprawiają — z powodu swego wyślizgania — trochę problemów, ale od czego nasze doświadczenia na jurajskim mydle? Przecież tutaj aż tak ślisko nie jest ![]() ![]() W naszym zespole również zmiana na prowadzeniu, Marco rozpoczyna trawers w lewo, początkowo pod wyraźnym choć niewielkim przewieszeniem. ![]() Wstępnie, w miarę możliwości zamierzaliśmy połączyć tych kilka krótkich wyciągów biegnących trawersem, jednak przesztywnienia liny oraz niepewne stanowiska odwiodły nas od tych zamiarów. O upływającym czasie nieustannie przypominają nam ciemne chmury spowijające coraz więcej przestrzeni wokół nas. Nie zmienia to jednak faktu, że widoki z południowej ściany mamy fantastyczne. Największe wrażenie robią na nas Croda da Lago oraz Lastoni di Formin. ![]() Jednak przede wszystkim skupiamy się na wspinaniu. Przed nami efektowna, odstrzelona, żółta płyta wyprowadzająca pod wielki dach. ![]() O atrakcyjności tego miejsca niech świadczy chociażby fakt, że na okładce, blisko 500-stronicowego przewodnika brytyjskiego wydawnictwa Rockfax, The Dolomites — Rock Climbs and Via Ferrata, wydanego w sierpniu 2014 roku, znalazła się fotografia właśnie stąd. ![]() (fot. James Rushforth — The Dolomites, Rock Climbs and Via Ferrata) Pod wielkim dachem idziemy nieco wyżej niż pani ze zdjęcia, wydaje nam się zgodnie, że obrała sobie trudniejszy wariant, jej mina mówi sama za siebie ![]() ![]() (fot. Marco) Przejmuję brzęczące zabawki i wracam na prowadzenie. Delikatne odbicie, lewo-skosem w górę wyprowadza mnie pod duże, otwarte, blisko trzydziestu metrowe zacięcie, drugi kluczowy fragment drogi. ![]() (fot. Marco) W zacięciu czeka mnie mega przyjemne, piątkowe wspinanie, to niezaprzeczalnie jedna z moich ulubionych formacji. Na końcu zacięcia znajduję stan. Kolejne dwa kominki, dwie rampy i znajduję się na przedostatnim stanowisku drogi. Po kilku chwilach Marco dociera do mnie. Trudności niewygórowane, ale ekspozycja jest! ![]() Ostatnią, łatwą już, długość liny prowadzi Marco. Najpierw rampą, potem łatwym żlebikiem docieramy na południowy wierzchołek Torre Grande. ![]() (fot. Marco) Tuż obok nas dostrzegamy naszych przyjaciół z Diretty Dimai, którzy kończą właśnie swój ostatni wyciąg. Z kolei, na zachodnim wierzchołku Torre Grande dostrzegam Mariusza z Pawłem po ukończeniu ichniejszej drogi — Armidy. ![]() ![]() Niestety masywu Tofan podczas szczytowania nie jest nam dane podziwiać, cały zupełnie schowany za chmurami. Całkiem przyjemnie, nim również zniknie za chmurami, prezentuje się za to Cortina d’Ampezzo. ![]() System jednak kompletnie rozwala długa i postrzępiona grań Croda da Lago oraz wyrastająca pomiędzy Croda da Lago i Passo Giau, niesamowita ściana Lastoni di Formin! ![]() Czekamy na Paryskich, dzielimy się wrażeniami z dróg i odpalamy samowyzwalacz, no bo przecież bez wspólnej foty szczytowej ani rusz. W kupie siła! Połączone moce KW Bielsko-Biała & TSG Młóckarnia ![]() ![]() Po kilku chwilach sjesty na szczycie jednomyślnie stwierdzamy: pora stąd zjeżdżać — dosłownie. Odnajdujemy (tu z pomocą przychodzi nam jakiś zespół włoski, kończący wcześniej wejście drogą normalną i szykujący się własnie do zjazdu) łańcuch zjazdowy i jedziemy. Pierwszy zjazd krótki ~ 15 metrowy. ![]() Po nim kilka metrów zejścia i zjazd nr 2. Zjeżdżam pierwszy, Włosi zjeżdżający przed nami kończą zjazd na półce po jakichś 10, może 15 metrach i uciekają drogą normalną, labiryntem wielkich zaklinowanych bloków skalnych. Postanawiam zrobić inaczej ![]() ![]() ![]() ![]() Mamy trochę obaw co do bezproblemowego ściągnięcia liny, ale obywa się bez przygód. Przed nami kolejny, krótki zjazd przez kilkumetrowy uskok i ostatni już do podstawy ściany. ![]() Kontaktujemy się z resztą ekipy i umawiamy naprzeciwko zachodniego wierzchołka Torre Grande. Stąd możemy przez jakiś czas obserwować i dopingować Andrzeja (EndrjuBB) w trudnościach na Armidzie, na którą wybrali się z Mariuszem po urobieniu Wiewiórek. ![]() My również myślimy o drugiej drodze tego dnia, niestety niebo zaciąga się chmurami a kilkunastominutowy deszcz przegania nas pod schronisko. Po tychże kilkunastu minutach… rozpogadza się na nowo. W stałym, czteroosobowym składzie, ku zaskoczeniu reszty towarzystwa postanawiamy — poczekamy trochę, żeby obeschło i wracamy się wspinać. Paryscy są zdecydowani wykorzystać swój nowy przewodnik po sportowych drogach i znaleźć coś krótkiego. Mnie natomiast, w jakiś dziwny, magnetyczny sposób przyciąga Olga, droga biegnąca przepięknym, 60-metrowym zacięciem. ![]() Stoimy już z Marco przy stanowisku pod samym zacięciem, przyodziani w stosowne wdzianka, oszpejeni. Jestem gotowy do prowadzenia, ostatnie rozejrzenie się wokół, ostatnie spojrzenie na zegarek. Otaczają nas ponownie coraz ciemniejsze chmury, mamy godzinę 17:05. Nie ukrywam, że magnetyzm zacięcia Olgi ma na mnie ogromny wpływ. Rozsądek podpowiada jednak jednoznacznie: w tej chwili to nie jest dobry pomysł — z bólem serca wycofujemy się. Wrzucamy szpej do plecaków i trochę zrezygnowani, aczkolwiek ze świadomością dobrej decyzji schodzimy. Za jednym z zakrętów spotykamy się z Paryskimi, którzy również postanowili odpuścić. Powoli zmierzamy w kierunku samochodu, mijając po drodze pozostałości po przebiegającym, przez Pięć Wież, podczas Pierwszej Wojny Światowej, drugim froncie włoskim. Na terenie przylegającym do górnej stacji wyciągu krzesełkowego, utworzone zostało Muzeum Pięciu Wież. ![]() W drodze do samochodu, mimo coraz mroczniejszych okoliczności, a może właśnie dzięki nim, jesteśmy świadkami zachwycających widoków. Torre Inglese i Tofana di Rozes, skrywająca się w czapce chmur, odsłaniająca nam jedynie swoje atrakcyjne wspinaczkowo filary ![]() grań Croda da Lago & uskok Lastoni di Formin ![]() wspaniała piramidalna sylwetka Antelao pod czarną czapą ![]() Niespełna pół godziny od wycofu spod Olgi rozpoczyna się regularna zlewa. Pada cały wieczór, noc i poranek. Wykorzystujemy ten fakt na kolejny huczny wieczór integracyjny. Następny dzień w zasadzie stracony. Robimy sobie małą wycieczkę do San Cassiano a potem wybieramy się na rekonesans w jeden z największych rejonów sportowych w Dolomitach, Sass Dlacia, oddalony od naszego campingu 10–15 minut. Niestety tego dnia znajdujemy ledwie dwie suche drogi (6b i 6c) i to na najmniejszym kamieniu w Sektorze F. Paryscy i Mariusz wbijają na pierwszą z nich. ![]() Mnie obezwładnia jakaś totalna słabość, niemoc. Nie marzę o niczym innym jak tylko o położeniu się — odpuszczam i wracamy na camping. Tym razem, z nadziejami na znacznie lepsze jutro, kładziemy się spać wcześniej. Prognozy są znów korzystniejsze, bez szału ale na tyle by móc konkretniej podziałać. c.d.n. Oryginał relacji: Dolomity | Akt 1, więcej zdjęć w galerii: Dolomity. |
Autor: | zephyr [ So wrz 05, 2015 10:22 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Krzysiek czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg zwłaszcza po tym co mi napisałeś w fejsie ![]() |
Autor: | Endrju BB [ N wrz 06, 2015 2:04 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Piękna relacja, czekam na ciąg dalszy ![]() Nawet nie wiedziałem, że mi takie ładne zdjęcia na Armidzie cyknąłeś ![]() Szkoda, że się zawinęliśmy 2 dni przed końcem - jak nareszcie zrobiła się jako taka pogoda. Dzięki za wspólnie spędzony czas i zapraszamy na kolejne obozy KW ![]() |
Autor: | Mroczny [ Wt wrz 08, 2015 7:04 am ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
zephyr napisał(a): Krzysiek czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg Endrju BB napisał(a): Piękna relacja, czekam na ciąg dalszy Trochę się zaciąłem.., ale zrobię co mogę.zephyr napisał(a): Muszę się w końcu wybrać w te Dolomity. Koniecznie! ![]() http://www.epictv.com/media/podcast/edu ... p-1/601179 http://www.epictv.com/media/podcast/edu ... p-2/601160 Endrju BB napisał(a): Nawet nie wiedziałem, że mi takie ładne zdjęcia na Armidzie cyknąłeś Mam słabego zooma, więc to max jakie byłem w stanie wyciągnąć ![]() Endrju BB napisał(a): Szkoda, że się zawinęliśmy 2 dni przed końcem - jak nareszcie zrobiła się jako taka pogoda. Wiesz, w sumie to pogodowo wiele się nie zmieniło, cały czas towarzyszył nam chłód, deszcz i inne takie. Po prostu determinacja żeby nie odpuszczać i mimo wszystko działać była niezwykle "high".Endrju BB napisał(a): Dzięki za wspólnie spędzony czas i zapraszamy na kolejne obozy KW Również dzięki, przyznaję, że wieczory były niezwykle udane ![]() |
Autor: | Burza [ Wt wrz 08, 2015 2:37 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Przechodze na 'Pionowe Mysli' bo tutaj mi sie zdjecia nie wgrywają!!! |
Autor: | Mroczny [ Wt wrz 08, 2015 2:59 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Burza napisał(a): Przechodze na 'Pionowe Mysli' bo tutaj mi sie zdjecia nie wgrywają!!! Dziwne ![]() |
Autor: | Burza [ Wt wrz 08, 2015 5:00 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
To chyba wina mojego starego notebooka. Zajebiste foty i wspinanie! Moze kiedys i na to znajdzie sie czas. Widze, ze Wy tam calkiem spore cyfry musicie wyrabiac na tych sportówkach! Sory, ze sie doczepie ale to zdjecie z drugą wpinka przyprawia mnie o dreszcze. Wiem, ze pozycja moze i stabilna, a wyzej moze i za bardzo nie bylo mozliwosci jak sie wpiac... ale wiesz o co mi chodzi ![]() Super zjazdy tym kominem, a zaciecie Olgi zacheca nawet z perspektywy stołu kuchennego ![]() |
Autor: | nutshell [ Wt wrz 08, 2015 9:23 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Jednak nie ma to jak spontan ![]() ![]() Mroczny napisał(a): System jednak kompletnie rozwala długa i postrzępiona grań Croda da Lago oraz wyrastająca pomiędzy Croda da Lago i Passo Giau, niesamowita ściana Lastoni di Formin! Bajecznie wyglądają z Cinque Torri. Ten widok to po prostu Dolomity w pigułce, "stoły" i ostre, postrzępione granie ![]() Jest tam kilka ciekawych dróg, np. droga nr 132 w wiadomym przewodniku. Najbardziej zaintrygował mnie w niej "trawers poziomym kominem". Mroczny napisał(a): Mnie natomiast, w jakiś dziwny, magnetyczny sposób przyciąga Olga, droga biegnąca przepięknym, 60-metrowym zacięciem. Piękna formacja. Drogę nr 114 na Cima del Lago wygląda równie ciekawie, tylko tam wspinania w zacięciu będzie jak nic ze 100 metrów. Warto odwiedzić Campo e Volpera? Zawsze wydawało mi się, że najbliższy sportowy rejon w tych okolicach to Cinque Torri ![]() Endriu BB napisał(a): Piękna relacja, czekam na ciąg dalszy Ja również ![]() |
Autor: | Mroczny [ Śr wrz 09, 2015 7:46 am ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
nutshell napisał(a): Jednak nie ma to jak spontan Pamiętam jak w Podlesicach wspominałeś, że raczej marne szanse na wspinanie w Dolo w najbliższym czasie, a tu proszę Super że wyjazd doszedł do skutku i że udało się coś urobić mimo niesprzyjającej aury. No tak wyszło... miałem opory, ale jednak się zdecydowałem na ten wyjazd i chyba (mimo wszystko) nie żałuję. Pogoda była masakryczna, stretch + puchówka były jak druga i trzecia skóra podczas tego wyjazdu. Do tego codziennie towarzyszył nam deszcz - mniejszy lub większy, wcześniej czy później. Trzeba było mieć naprawdę dużo samozaparcia, determinacji i psychy, żeby mimo wszystko coś podziałać.Burza napisał(a): to zdjecie z drugą wpinka przyprawia mnie o dreszcze. Wiem, ze pozycja moze i stabilna, a wyzej moze i za bardzo nie bylo mozliwosci jak sie wpiac... ale wiesz o co mi chodzi Burza o które zdjęcie chodzi? Jakoś nie mogę zakminić.Burza napisał(a): Zajebiste foty i wspinanie! Moze kiedys i na to znajdzie sie czas. Wspinanie jest zupełnie inne niż w naszych Tatrach. Te piony i ekspozycja nawet na czwórkach, no inaczej. Wyborne wspinanie, nie dziwię się tym, którzy określają Dolomity wspinaczkowym rajem. Znakomite miejsce na kolejny Letni obóz KWT ![]() Burza napisał(a): Super zjazdy tym kominem, No rewelacja, dlatego też wybrałem "swój" wariant zjazdów, a nie za przewodnikiem ![]() nutshell napisał(a): Bajecznie wyglądają z Cinque Torri. Ten widok to po prostu Dolomity w pigułce, "stoły" i ostre, postrzępione granie Na mnie (przewodnikowo) największe wrażenie robi 131 <Gran Diedro> rewelacyjnie to wygląda. A co do grani Croda da Lago, to cały czas zastanawialiśmy się czy chodzona jest w całości, w każdym razie byłby to kosmos.Jest tam kilka ciekawych dróg, np. droga nr 132 w wiadomym przewodniku. Najbardziej zaintrygował mnie w niej "trawers poziomym kominem". Burza napisał(a): zaciecie Olgi zacheca nawet z perspektywy stołu kuchennego nutshell napisał(a): Piękna formacja. Drogę nr 114 na Cima del Lago wygląda równie ciekawie, tylko tam wspinania w zacięciu będzie jak nic ze 100 metrów. Mnie Olga zaczarowała ![]() nutshell napisał(a): Warto odwiedzić Campo e Volpera? Zawsze wydawało mi się, że najbliższy sportowy rejon w tych okolicach to Cinque Torri Nie miałam pojęcia o istnieniu tych skałek, a jest to jakaś alternatywa przy braku pogody. Na Campo e Volpera, miałem namiar od Nuctei. To jeden z 3 rejonów w okolicy Cortiny gdzie teoretycznie można wspinać się zarówno w deszczu (pozostałe to Landro i Sass Dlacia), jak i srogim upale, na drogach dla w miarę normalnych ludzi. Moim zdaniem warto, te dwie drogi, które robiłem ja (VI & VI+) naprawdę rewelacyjne. Tu <klik> trochę o tych największych rejonach. nutshell napisał(a): Tytuł relacji idealnie pasuje do tego co widać na zdjęciach, świetny klimat. W zasadzie to o takim, a nie innym tytule, zdecydował ostatni dzień wyjazdu, ale faktycznie to co dotychczas udało mi się wrzucić, też się kwalifikuje ![]() |
Autor: | Mroczny [ Śr wrz 09, 2015 1:28 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
I teraz wszystko jasne, to o czym piszesz to trzecia wpina. W tym miejscu były zdublowane spity. Kumpel robi drugą wpinę, po niej sprężający, dynamiczny ruch do klameczki, w której jest koleżanka i z niej trzecia wpina. Dobrze to widać na porównaniu z wcześniejszym zdjęciem. ![]() ![]() Generalnie świetna droga (6c), obita bardzo bezpiecznie, trzymająca od początku do samego końca. Same dobre chwyty, może ze dwa nieco słabsze, ale prewis robił swoje. Mnie pogięła, w ciągu nie do zrobienia tego dnia dla mnie. |
Autor: | Burza [ Śr wrz 09, 2015 1:36 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Faktycznie robi drugą, a tą co widac to trzecia. Niemniej jednak w razie czego to gleba, chyba ze asekurant mega sprawny. Boje sie takich, ale czasem trzeba, no i jednoczesnie trudno wyrobic w sobie nawyk wychodzenia wysoko do wpinek i robienia ich bez zadnego wysilku i wyciagania metrów liny nad glowe. Pewnie jak jest zapas to to samo przychodzi ![]() |
Autor: | nutshell [ Śr wrz 09, 2015 7:51 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Mroczny napisał(a): Trzeba było mieć naprawdę dużo samozaparcia, determinacji i psychy, żeby mimo wszystko coś podziałać. Wierzę i rozumiem doskonale, bo nasz urlop w zeszłym roku wyglądał podobnie, tylko my odpuściliśmy po 3 deszczowych dniach spędzonych w namiocie na rzecz wycieczki wgłąb Włoch (łącznie w Dolo lało wtedy przez prawie 2 tygodnie). Mroczny napisał(a): Mnie Olga zaczarowała ![]() W takim razie oby nadarzyła się jeszcze okazja do powalczenia na tej drodze ... ![]() Mroczny napisał(a): Tu <klik> trochę o tych największych rejonach. Dziękuję za link. Jest tam troszkę tych dróg sportowych, świetna opcja na niepewne pogodowo dni. Cytuj: W zasadzie to o takim, a nie innym tytule, zdecydował ostatni dzień wyjazdu Rozumiem, w takim razie nie uprzedzam faktów i czekam na rozwój wydarzeń. |
Autor: | Mroczny [ Pt wrz 11, 2015 10:25 am ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
nutshell napisał(a): Wierzę i rozumiem doskonale, bo nasz urlop w zeszłym roku wyglądał podobnie, tylko my odpuściliśmy po 3 deszczowych dniach spędzonych w namiocie na rzecz wycieczki wgłąb Włoch (łącznie w Dolo lało wtedy przez prawie 2 tygodnie). Spotkana przez nas w Rifugio Cinque Torri, pracująca tam, sympatyczna Polka z Białegostoku, mówiła że przed naszym przyjazdem było nieprzerwane 3 tygodnie lampy do soboty czyli dnia... naszego przyjazdu ![]() Tak Endrju BB załatwiał pogodę ![]() anninred napisał(a): Pogodę mieliśmy super - upał, niebo żyleta, chmurki do dekoracji się przemykały.
|
Autor: | nutshell [ Pt wrz 11, 2015 10:36 am ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Nie wiem czy Cię to pocieszy, ale jak znajomi byli w sierpniu to narzekali że jest tak gorąco, że nie idzie się wspinać. Co drugi dzień robili przerwę i w efekcie też wiele nie zdziałali. Nie dogodzisz ![]() |
Autor: | Mroczny [ Pn wrz 14, 2015 1:41 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Dolomity | Akt 2 ![]() Budzik dzwoni punktualnie o 3:55, nie bez problemu otwieram oczy, sprawdzam ostatnie prognozy otrzymane już po zaśnięciu. Nie jest dobrze… Mimo to wstaję żwawo. Wraz z Andrzejem (EndrjuBB) robimy burzę mózgów. Mieliśmy dziś w planie jeden z głównych celów wyjazdu, drogę na którą czaimy się od paru dni. Również i tym razem nic z tego. Prognozowane, jeszcze wieczorem, intensywne opady na 17 przesuwają się na 14, od południa może już zacząć popadywać. Nie mamy najmniejszych szans. Rozchodzimy się z powrotem do swoich namiotów. W namiocie kolejna burza mózgów, jeśli nie plan A to w takim razie co? Wertujemy z Paryską “Bernardiego”, tak że aż wióry lecą z przewodnika. Wytyczne co do wyboru celu są oczywiste i związane ściśle z najnowszymi prognozami: blisko, krótkie podejście, droga “niezbyt długa” — ostatni warunek jest, rzecz jasna, bardzo subiektywnie i różnie interpretowany przez każde z nas. Po kilku chwilach rzucam propozycję przy której twardo się upieram — * Via Maurizio Speciale V+, uznawaną jest za jedną z najpiękniejszych dróg piątkowych w okolicach Cortiny d’Ampezzo. Podejście z parkingu przy Forte Tre Sassi, znajdującego się między, bliskimi z naszego campu, przełęczami Passo Falzarego i Passo Valparola to kwestia maksymalnie pół godziny. Owszem, 10 wyciągów to może i nie jest najmniej, ale w razie gdyby miało się coś spieprzyć, istnieje możliwość ucieczki po szóstym wyciągu. Argumenty jak widać mam betonowe, udaje mi się przekonać towarzystwo i staje na moim ![]() Zatem ponownie Lagazuoi Piccolo, tym razem ściana zachodnia. Samochód zostawiamy na parkingu przy Forte Tre Sassi, skąd doskonale widać wejście w naszą drogę. Znajduje się ono pomiędzy podstawą sporej odstrzelonej płyty i otworem dawnej wojennej groty. Zgodnie z przewodnikowym czasem podejścia, po niespełna pół godziny trafiamy pod ścianę. Jest dosyć wcześnie, ku naszemu zadowoleniu w okolicy ni żywej duszy. ![]() (fot. Marco) Wczesna pora wiąże się z tym, że panuje okropny ziąb! Stretch i puchówka (notabene dwa moje nowe, doskonałe zakupy “tuż przed wyjazdowe”) będą dziś nieodzownymi towarzyszami naszej wspinaczki. Ustalamy, że my z Marco dziś “flashujemy”, Paryscy idą pierwsi. W związku z tym moje buty wspinaczkowe na razie wędrują pod puchówkę. Jesteśmy w Dolo już szósty dzień, być może trudno w to uwierzyć, ale Marmoladę uznawaną, całkiem zresztą słusznie, za Królową Dolomitów widzimy po raz pierwszy dopiero dziś właśnie. ![]() Czas ruszać. Wspinając się początkowo płytkim pęknięciem, docieramy do kazalniczki, gdzie można założyć pierwsze stanowisko. My chcemy jednak połączyć dwa pierwsze wyciągi w jeden, idziemy więc dalej kierując się w lewo do niewielkiego zagłębienia poniżej czarnej płyty. ![]() ![]() Piździ jak w kieleckim! Nim nasze kończyny rozgrzeją się na tyle by w miarę normalnie funkcjonować minie nam sporo czasu na ich gniecenie, chuchanie i rozmasowywanie. Taka cena pierwszego dnia, gdy niebo nabiera nieco więcej błękitu. My na Nią z zerkamy zachwytem, Ona na nas i nasze, przecież nikomu do niczego niepotrzebne, “pajęcze zmagania” zupełnie niewzruszenie. ![]() O kolejnym, 50-metrowym wyciągu, biegnącym czarną płytą, można naczytać się wyłącznie samych pozytywnych opinii — nic dziwnego. Wspinaczka w kapitalnej, pionowej, absolutnie litej, doskonale urzeźbionej czarnej płycie to istna poezja przechwytów, do tego ta ekspozycja! ![]() (fot. Paryski) Trudności (wymagające V) trzymają przez cały wyciąg. Asekuracja wyłącznie z uch skalnych, występujących tu w ogromnych ilościach. Trochę chyba nawet przesadzam z przelotami, bo ładnych kilka metrów przed stanem jestem wystrzelany z ekspresów i wolnych karabinków, muszę więc “szyć” z czego się da. Stanowisko choć półwiszące to bardzo wygodne, klepsydr potrzebnych do jego założenia tyle, że starczyłoby chyba dla trzech zespołów. Marco ma trochę roboty przy sprzątaniu ![]() ![]() Czwarty, a nasz trzeci wyciąg to kontynuacja wspinaczki czarną płytą, trudności idą nieco w dół, przyjemność natomiast cały czas na stałym, wysokim poziomie. Kolejne stanowisko zakładamy poniżej ogromnej piarżystej półki. ![]() Jedynkowym terenem przez piarżysko przenosimy stanowisko wyżej. Kolejna długość liny wyprowadza nas do miejsca (około dwie trzecie ściany), z którego możliwy jest trawers w prawo wierzchołkiem Trapezio i zejście z drogi jeśli zmuszeni bylibyśmy do wycofu. Choć niewątpliwie czuć w powietrzu, powoli postępujące pogorszenie pogody decydujemy się wspinać dalej. Jak w takich okolicznościach można by przestać..? ![]() Na lewo od nas obserwujemy włoski team kończący właśnie drogę Michela (III-IV, jedno miejsce IV+), na północno-zachodnim żebrze Torre Intra i Sass. ![]() Następne dwa wyciągi, oferujące nam cały czas doskonałą jakość skały i bardzo przyjemne wspinanie wyprowadzają nas pod żółto-czarną ścianę. ![]() ![]() (fot. Paryski) Tu czeka na nas przedostatni, dziewiąty, wymagający, kluczowy wyciąg. Można go ominąć łatwiejszym, lewym wariantem czwórkowym, ale po co. Z całą pewnością nie po to tutaj przyszliśmy. Najpierw przed nami do pokonania delikatny trawers czwórkową płytą, po niej nieco wyrzucająca przewieszka. Trzeba trochę pokombinować z ustawieniem zwłaszcza, że część chwytów wilgotna. ![]() (fot. Paryski) Po wydostaniu się ponad przewieszenie, czeka na nas kolejna fantastyczna, czarna płyta, trzymająca trudności piątkowe na całej swej długości. Mimo zaznaczonych na schemacie dwóch haków, znajduję co najmniej cztery. O dołożeniu czegoś swojego na tym odcinku raczej nie ma mowy. Samo wspinanie za to — rewelacja! ![]() (fot. Paryski) ![]() (fot. Paryski) ![]() Docieramy do kazalniczki, gdzie można założyć stanowisko. Znacznie korzystniej jednak przenieść się około 10 metrów w lewo pod przewieszone pęknięcie, którym wiedzie dalsza część drogi. Musimy się śpieszyć, gdyż pogoda gwałtownie się psuje (zgodnie z prognozami…). Deszcz, z kilku stron naraz idzie prosto na nas. ![]() ![]() Siłowy odcinek przewieszonego pęknięcia pokonujemy już w delikatnie padającym deszczu. Końcową, kruchą, trójkową rampę już prawie w biegu. Szybko rozszpejamy się i w międzyczasie wrzucamy coś na ząb. Odbieramy też telefon od Andrzeja (Endrju BB) i Mariusza, którzy wspinali się vis-à-vis nas na Filarze Południowym (IV) Sas de Stria. Z nimi już się żegnamy, dranie wybierają południową Chorwację ponad północną Italię ![]() Mamy świadomość nieprzyjemnego w kilku miejscach zejścia i zagrażającej nam, coraz bardziej, zlewy, więc nie zwlekając dłużej zaczynamy schodzić. Najpierw wykopczykowaną ścieżką… w górę, następnie poziomo, aż do szerokiego żlebu. Żlebem tym już w dół, gdzie mamy do pokonania dwa krótkie odcinku dwójkowe i jeden trójkowy. Przy tym ostatnim zastanawiamy się przez kilka chwil czy nie zjechać. Na szczęście deszcz ustaje na jakiś czas, na mokro myślę, że byłby (nie)mały problem. Wokoło nieprzerwanie “mrotschnie”. ![]() ![]() Żlebem docieramy do drugiego z wojennych szlaków w zboczach masywu Lagazuoi, okupowanego niegdyś przez wojska austriackie — Kaiserjäger. Szlakiem, już bez problemów, do piarżysk. Po drodze trafiamy m.in. na taką obitą na sportowo ścianę. ![]() Piarżyskami przechodzimy u podstawy naszej góry — zachodnia ściana Lagazuoi Piccolo i przebieg naszej Via Maurizio Speciale w całej okazałości jak na dłoni. ![]() Po dojściu na parking, zaczyna intensywniej padać, zachodzimy jeszcze do Forte Tre Sassi, lecz nie decydujemy się na wejście do środka, cena (o ile dobrze pamiętam) 8€ skutecznie nas zniechęca. Zadowalamy się zatem tylko obchodem fortu dookoła. ![]() Kilka chwil później rozpoczyna się regularna zlewa. Nas jednak to już ani niezbyt ziębi ani grzeje. Wieczór spędzamy na przepysznej pizzy w San Cassiano i obgadaniu szczegółów planu na kolejny dzień, zapowiadający się podobnie do dzisiejszego. Do wczesnego popołudnia pogoda w miarę ok, potem coraz gorzej. Z ekipy (w)spinaczy zostaliśmy już tylko w czwórkę, zamiary mamy jasne — wycisnąć z warunków jakie mamy do dyspozycji, ile tylko jesteśmy w stanie. *Droga z polecenia Nuctei ![]() c.d.n. Oryginał relacji: Dolomity | Akt 2, więcej zdjęć w galerii: Dolomity. |
Autor: | anninred [ Pn wrz 14, 2015 7:01 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Wam sie wypadało i my rzeczywiście mieliśmy super pogodę na chodzenie:) tylko, że my chodzimy poziomo bardziej:) ale po 3 dniach w Dolomitach rodzina żądna łatwych ferratek ![]() Piękne zdjęcia! Z wysoka super widać:) Wasze Dolomity rzeczywiście mroczne! Oglądam i notuję, gdzie tu pójść (mam fanów historii, to wszystkie szlaki strzelców alpejskich chyba przełazimy...) . |
Autor: | anke [ Wt wrz 15, 2015 1:11 am ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Fajne kadry typu "ściana i wspinacz". Na jednym pięknie wpisałeś się w skały, prawie cię nie widać. Lubię też EndrjuBB na Armidzie czy wspinacza podchodzącego dopiero do ściany. To tylko kilka przykładów. |
Autor: | Mroczny [ Wt wrz 15, 2015 6:46 am ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
anninred napisał(a): tylko, że my chodzimy poziomo bardziej:) No i dobrze, świat byłby strasznie nudny gdyby wszyscy robili to samo ![]() anninred napisał(a): Oglądam i notuję, gdzie tu pójść (mam fanów historii, to wszystkie szlaki strzelców alpejskich chyba przełazimy...) . Dla fanów historii w Dolomitach znajdziecie mnóstwo interesujących miejsc. Polecam właśnie okolice Cinque Torri i Lagazuoi. Poniżej mapka szlaków wojennych wokół Cinque Torri oraz link do paru krótkich artykułów: Dolomity - rys historyczny![]() Ale to tak tylko kropla w morzu wszystkiego. anke napisał(a): Fajne kadry typu "ściana i wspinacz". Na jednym pięknie wpisałeś się w skały, prawie cię nie widać. Lubię też EndrjuBB na Armidzie czy wspinacza podchodzącego dopiero do ściany. To tylko kilka przykładów. Na pierwszym o którym piszesz (5zdj z ostatniego wpisu?) to mój kumpel (Paryski), z kolei wspinacz podchodzący pod ścianę (2zdj?) to ja ![]() |
Autor: | saxifraga [ Wt wrz 15, 2015 7:45 am ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Jak zwykle - świetne przygody, świetne zdjęcia i świetny opis, co bardziej świetne - nie wiem ![]() Graty! ![]() ![]() |
Autor: | anninred [ Wt wrz 15, 2015 9:13 am ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Dzięki! Już podrzucam chłopakom! ![]() |
Autor: | Endrju BB [ Wt wrz 15, 2015 9:48 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Super foty, Speciale faktycznie wygląda zacnie. Mroczny napisał(a): Odbieramy też telefon od Andrzeja (Endrju BB) i Mariusza, którzy wspinali się vis-à-vis nas na Filarze Południowym (IV) Sas de Stria. Z nimi już się żegnamy, dranie wybierają południową Chorwację ponad północną Italię To była bardzo trudna decyzja po tych 5 zimnych i deszczowych dniach ![]() Czekam na relację z tego co nas ominęło, dopiero dziś mi Paryscy opowiadali i zapowiada się ciekawie ![]() |
Autor: | Mroczny [ Cz wrz 17, 2015 8:46 am ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
saxifraga napisał(a): Jak zwykle - świetne przygody, świetne zdjęcia i świetny opis, co bardziej świetne - nie wiem . Dzięki Saxi Graty! ![]() Endrju BB napisał(a): Speciale faktycznie wygląda zacnie. Najładniejsza droga, spośród tego co robiliśmy podczas tego wyjazdu.Endrju BB napisał(a): Czekam na relację z tego co nas ominęło, dopiero dziś mi Paryscy opowiadali i zapowiada się ciekawie Jestem ciekaw ile nakłamali ![]() |
Autor: | Mroczny [ Pn wrz 21, 2015 12:34 pm ] |
Tytuł: | Re: Mrotschn'e Dolomity |
Dolomity | Akt 3 ![]() Obok majestatycznej, południowej ściany Tofany di Rozes, królującej nad Cortiną d’ Ampezzo, nie sposób przejść obojętnie, zwłaszcza komuś tak odjechanemu na tym punkcie jak ja ![]() Z drugiej strony nasz cel, oglądany z okolic Cinque Torri, wydaje się być straszliwym knyplem, w zasadzie większość osób, przyglądając się potężnej Tofanie, zapewne nie zwraca na niego najmniejszej uwagi. Nieco lepiej wygląda z okolic Rifugio Angelo Dibona (zdjęcie wyżej), jednak wciąż bardzo niepozornie. Sami, spoglądając na niego przez kilka poprzednich dni (gdy tylko chmury na to pozwoliły), pokpiwamy sobie trochę. Tymczasem szydzić nie ma z czego — Primo Spigolo (Pierwszy Filar), stary klasyk z 1946 roku autorstwa Albino Alvery i Uwe Pompanina, to 14 wyciągów i blisko 500 metrów wspinania. Droga ta, już znacznie wcześniej, staje się dla mnie jednym z kilku priorytetów tego wyjazdu. Mała retrospekcja — moje pierwsze spotkanie z Tofaną di Rozes miało miejsce nieco ponad cztery lata tamu — dokładnie 25 lipca 2011 roku, upalne lato, yhyyyym… Nocy, poprzedzającej naszą próbę wejścia na najniższą, lecz bez wątpienia najpiękniejszą ze wszystkich trzech wielkich szczytów masywu Tofane, towarzyszą intensywne opady deszczu. Słupek termometru leci nieprzyzwoicie w dół. Wiąże się to oczywiście z obfitymi (jak na lipiec) opadami śniegu powyżej 2200 metrów n.p.m. Mimo to próbujemy. Chcemy wejść na szczyt jedną z najpiękniejszych ferrat w całych Dolomitach — “Lipellą”. Schody zaczynają się po minięciu rozgałęzienia szlaków Tre Dita (2680 m n.p.m.). Słynny amfiteatr skalny Tofany di Rozes wygląda tak… ![]() ![]() Powyżej 2800 m n.p.m. problemy rosną, lód staje się coraz bardziej miękki, pod nim płynące strumienie wody. Obok naszych głów latają, oderwane od skał powyżej, sople lodu. Na wysokości około 2970 m n.p.m. (brakuje nam może ze 100 metrów do końca ferraty) mówimy pas i zawracamy. Tyle wspomnień. Dzisiaj mamy inne zamiary i ma być zupełnie inaczej. Samochód parkujemy, pod wspomnianym już, Rifugio Angelo Dibona, do którego wiedzie początkowo asfalt, potem szutrówka, parking za darmoszkę. Szybkie przepakowanko połączone z nieukrywanym zachwytem nad rozlanym mlekiem w dolinie i ruszamy. ![]() Od schroniska podchodzimy najpierw szlakiem 403 w kierunku Rifugio Giussani. Pod dolną stacją kolejki odbijamy na ścieżkę wiodącą do ferraty “Lipella”. Następnie szlakiem 404, który przecina poziomo podstawę Tofany di Rozes. Pod ścianą w prawo i pod nasz Pierwszy Filar. Podejście zajmuje nam około 40 minut. Mamy przed sobą jeden zespół, będący na drugim wyciągu. Droga startuje mniejszym z zacięć, pomiędzy ostrzem filara (z lewej) a ogromnym zacięciem (z prawej). Dziś idziemy z Marco jako pierwsi. Mimo, że to teoretycznie zaledwie IV+, trudności odczuwalne wyższe, komfort mniejszy, powód — suchych chwytów próżno szukać. W ten sposób docieramy do ogromnego zacięcia, gdzie motamy pierwsze stanowisko z uch skalnych. ![]() ![]() (fot. Paryska) Drugi wyciąg w zasadzie bez historii, kontynuujemy wspinaczkę zacięciem. Na plus to, że miejscami nawet sucho. Mijamy żółty dach po lewej stronie i osiągamy małą, wygodną półeczkę gdzie zakładamy stan. Przed nami kluczowa długość liny (V+), biegnąca zacięciem. Byłby to niewątpliwie przepiękny ciąg wspinania, ale no właśnie, byłby. Zacięcie jest całkowicie zalane. Co z tego, że chwyty i stopnie nawet niezłe, skoro we wszystkim stoi woda, wszystko płynie, a naginać trzeba. Niby się trzymam, niby stoję, ale w każdej chwili mogę wyjechać i runąć w dół. Sporo tu starych haków, również innych “szmat” wetkniętych w wewnętrzne pęknięcie w zacięciu. Wpinam się we wszystko jak leci. Klnę jak szewc, walczę na całego, żeby nie dupnąć. Co prawda daleko bym nie poleciał, no ale jednak. Z duszą na ramieniu, zmylony nieco przez włoski zespół wspinający się przed nami, stanowisko trącam (jak i oni) w zacięciu, z trzech niepewnych (w tym dwóch ruszających) się haków. Nie dość, że niezbyt bezpiecznie to jeszcze mega niewygodnie! ![]() ![]() Tymczasem właściwe stanowisko znajduje się kilka metrów wyżej, już po wyjściu przez odstrzeloną płytę. A po prawdzie, są tam aż trzy stanowiska rozrzucone po obu stronach płyty. Sprawnie przenosimy się wyżej. Dalsza droga wiedzie na lewo od ostrza grani, płytą przez pęknięcia licznymi wariantami. Jakość skały trzeba przyznać doskonała. ![]() Kilkanaście minut później Tofanę, wraz z nami, szczelnie zakrywa wielkie chmurzysko. Mimo to kontynuujemy wspinaczkę. Na kolejnym wyciągu łapie nas pierwszy grad. Po dotarciu do stanowiska rozważamy możliwość wycofu. Tak czyni choćby inny zespół włoski, który wbił się w drogę za nami. Postanawiamy odczekać z decyzją kilkanaście minut na rozwój sytuacji. Prawdę powiedziawszy jesteśmy już gotowi do zjazdu, jestem w trakcie przewiązywania. Wtedy nagle chmury rozwiewa wiatr i niebo ponownie błękitnieje. W takim przypadku decyzja może być tylko jedna — w górę! ![]() (fot. Paryski) ![]() (fot. Paryski) Po kilkudziesięciu kolejnych minutach ponownie zstępuje na nas ogromna chmura, bez opadów jednakże, przynajmniej na razie. Czeka nas teraz czujny powietrzny trawers przez krawędź grani, najpierw pod żółtą, następnie czarną rysą. Przed wielką czarną scianą odbijamy w górę na wygodną półkę stanowiskową. ![]() (fot. Paryska) Żal trochę widoczności, bo ekspozycja jest tu o-g-r-o-m-n-a! Jedynie na chwilę rozwiewa się na tyle, by można przyjrzeć się lepiej piargom kilkaset metrów poniżej naszych stóp ![]() ![]() Kolejny trzydziestu metrowy wyciąg rampą, potem kominem wyprowadza nas do kazalniczki u podnóża szerokiej kamienistej półki, rozdzielającej nasz filar na dwie części. Przenosimy stanowisko przez półkę na turniczkę pod żółtą ścianę. Tu dopada nas po raz kolejny grad, jednomyślnie stwierdzamy jednak, że dalsza droga wiedzie tylko w górę. Na szczęście grad po kilku minutach ustaje. Z turniczki musimy się teraz obniżyć metr. Stąd wbijamy w dobrze urzeźbioną żółtą ścianę od lewej. Powyżej ścianki, mamy do przejścia ostatni, trudniejszy, piątkowy fragment drogi. Przy pokonaniu nieco wywieszonej, wypychającej, odstrzelonej płyty trzeba trochę pokombinować. Banalnie nie jest, sucho również, z asekuracją “tak sobie”. Mimo to puszcza dosyć sprawnie i na małej rampie meldujemy się na kolejnym stanowisku. ![]() Nieco kłopotów za to sprawia (zwłaszcza mi) przedostanie się z jednego pęknięcia pod żółtą krawędzią, do drugiego. Dobre prowadzenie liny plus gibkość równa się sukces. ![]() ![]() (fot. Paryska) Wychodzimy na kolejną (powoli tracę już rachubę która to) kazalniczkę. Piorunujące wrażenie robi stąd, ściana czołowa prawego filara liczącego 600 metrów wysokości. Dopiero stąd widać jak bardzo ściana się wywiesza. Prowadzą nią dwa absolutnie najładniejsze i największe klasyki na ścianie Constantini-Ghedina VI– oraz Constantini-Apollonio VII+. Kto wie, może kiedyś ![]() ![]() Następna długość liny wyprowadza nas na… kolejną kazalniczkę. Tu również kończy się poważna, siódemkowa linia - Aspettando la vetta (W oczekiwaniu na szczyt). Do końca drogi nie zostało nam już zbyt wiele. ![]() Przez odstrzelone płyty, ścianki i kolejną kazalniczkę, Marco wydłuża sobie nominalny przedostatni wyciąg, efektem czego stanowisko zakłada u podnóża grańki wyprowadzającej ku ostatniej kazalnicy, będącej zarazem końcem naszego Primo Spigolo. ![]() Czekając na naszych kompanów, rozwiązujemy się i pakujemy szpej do plecaków. Po kilkunastu chwilach w przesmyku pojawia się Paryski. ![]() Pora na zejście. Według przewodnika nie powinno nam sprawić większych problemów. Schodzimy najpierw piarżystym zboczem poziomo w kierunku północnym. Przekraczamy wielki żleb i następnie wąską, eksponowaną półeczką okrążamy górę. ![]() Po okrążeniu Tofany, wąska ścieżka zmienia się w szerszą, wygodną prowadzącą przez wielkie bloki skalne ku ruinom starego i zniszczonego Rifugio Cantore. ![]() ![]() (fot. Paryski) Stąd już bitą ścieżką schodzimy do doliny. Podczas drogi powrotnej co rusz odwracamy się za siebie, w kierunku przełęczy Fontananegra, ku wspaniałym iglicom skalnym. ![]() ![]() Zjawiskowe iglice za nami, natomiast przed nami fantastyczne widoki na doskonale znane nam z dni poprzednich: Croda da Lago i Cinque Torri, te ostatnie jakże niepozornie wyglądające spod Tofany, ot takie skałki. ![]() ![]() Tuż przed ostatnim fragmentem ścieżki wyprowadzającym nas do Rifugio Dibona, ucinamy sobie krótką pogawędkę z miejscowym spaślakiem ![]() ![]() Gdy jesteśmy pewni, że to już koniec wrażeń w dniu dzisiejszym, przed naszymi oczyma rozgrywa się fantastyczny, tęczowy spektakl kolorów. ![]() ![]() Dla dopełnienia udanego i pełnego wrażeń dnia, po zejściu do schroniska, chmury rozwiewają się na tyle, że możemy raz jeszcze lepiej przyjrzeć się naszemu filarowi. ![]() Po dotarciu na camping, kolacji i obowiązkowym browarze za niewątpliwy sukces, czeka nas pakowanie. Skoro świt opuszczamy camping. Nim jednak opuścimy Dolomity, czeka nas długo wyczekiwana przygoda na Tre Cime di Lavaredo. W końcu pogoda ma na tyle wytrzymać, że musi się udać! Ale o tym w ostatniej części, tej nieco przydługawej, epopei ![]() c.d.n. Oryginał relacji: Dolomity | Akt 3, więcej zdjęć w galerii: Dolomity. |
Strona 1 z 2 | Strefa czasowa: UTC + 1 |
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group http://www.phpbb.com/ |