
Z Sokolicy w stronę naszego celu
Dzisiaj będzie krótko i zwięźle.
Na Babią z rzeszą innych turystów szliśmy szlakiem czerwonym z Przełęczy Lipnickiej, widoki które towarzyszyły nam od wyjścia z lasu muszą robić rewelacyjne wrażenie przy większej przejrzystości. Dało się dostrzec Tatry, ale chmury i parowanie robiły swoje.

Sokolica

Sokolica na tle masywu Policy, po prawej Okrąglica

Gówniak swoją nazwą rozśmieszał dzieciaki które tutaj dotarły
Tempo mamy dobre i nawet z nosidełkiem i momentami, kiedy Norbert szedł na nogach skróciliśmy czas mapowy.
Co do pogody to wersje są dwie – mnie było ciepło i szedłem w podkoszulku i krótkich spodenkach,marznąc tylko trochę w okolicach wierzchołka gdzie mocniej wiało, Ewa natomiast marzła w polarze i długich spodniach.

Parafrazując – W Beskidach wyżej już się nie da:)

Babia Góra zdobywana w stylu oblężniczym
Po drodze spotykamy sporo biegaczy górskich (odbywał się triathlon), ostatnio mamy szczęście do trafiania na jakieś zawody. Przy schronisku oglądamy wóz GOPRu i podoba mi się wyposażenie jakim dysponują, ale o tym nie będę się rozpisywał

Mokry Stawek
Na zejściu zahaczamy jeszcze o Mokry Stawek… a widział ktoś suchy? Podczas zejścia naszła mnie jeszcze refleksja odnośnie mojego chodzenia z Norbertem w nosidle. Na początku, jak ważył sporo mniej, po godzinie – dwóch bolały mnie barki i szukałem okazji do przerwy, obecnie, kiedy razem z zaopatrzeniem nosidło przekracza 20 kg mogę iść 6 godzin i dokucza mi tylko lewe kolano. Oczywiście były przerwy kiedy zdejmowałem nosidło, ale zmiana w odczuwaniu ciężaru i tak jest kolosalna.
_________________
A ja dalej jeżdżę walcem, choćby pod wałek trafić miał cały świat.
http://summitate.wordpress.com/