1 marca 2011.
W związku z trwającym nadal oknem pogodowym, wraz z Marcinem i Michałem decydujemy się na kolejny wyjazd w Tatry, wszak w tym miesiącu jeszcze nas tam nie było

. Jako cel obieramy tym razem Małą Wysoką.
Z Krakowa startujemy ok. 3:30 i za niecałe 2 godziny jesteśmy już w Tatranskiej Poliance. Około 5:50 zaczynamy podejście zielonym szlakiem w stronę Śląskiego Domu. Tempo jest dobre, toteż wkrótce meldujemy się nad Wielickim Stawem, gdzie w towarzystwie upierdliwego wiatru z marnym skutkiem usiłujemy przeprowadzić konsumpcję śniadania.
Jest cholernie zimno i wszystko wskazuje na to, że wyraźnie nie jesteśmy tu dla przyjemności. Po krótkiej chwili ruszamy więc w dalszą drogę.
Pokonując kolejne piętra Doliny Wielickiej, błyskawicznie docieramy pod Polski Grzebień. Aby urozmaicić nasz spacer i nadać mu bardziej wysokogórski charakter, jako drogę wejściową obieramy wyprowadzający na przełęcz żleb. Akcja przebiega szybko i sprawnie, w górnej partii żlebu dochodzę jednak do wniosku, iż na przyszły sezon wypadałoby zaopatrzyć się w nieco bardziej sztywne obuwie oraz czekan, który w lodzie sprawowałby się
choć odrobinę lepiej niż tłuczek do mięsa...
Z Polskiego Grzebienia ruszamy w kierunku Małej Wysokiej. W ramach dalszego urozmaicania spaceru początek podejścia pokonujemy ściśle granią, łojąc po drodze kilka niewielkich skałek
Po chwili spotykamy szlak żółty, który wzdłuż grani prowadzi nas stromo do góry:
Na szczycie stajemy o godzinie 10, czyli w 4 godziny i 10 minut od wyjścia z parkingu. Widoczność jest rewelacyjna, jednak silny wiatr i niska temperatura nie pozwalają nam długo cieszyć się takimi oto widokami:
Stały element każdej wycieczki, czyli chwila dla portali społecznościowych.
Wszak po coś w końcu tu przyszliśmy!
Jak już wspomniałem, pogoda nie sprzyja posiadówom, toteż decyzja o niezwłocznym zejściu nie jest przedmiotem specjalnie długiej dyskusji. Pojawia się jednak bardzo poważny problem...
Michał przestaje bowiem współpracować, zdradzając pierwsze objawy choroby wysokościowej: wygodnie układa się w swojej śnieżno-skalnej kolibie i nieco apatycznie, acz z iście rozbrajającym uśmiechem oznajmia nam, iż jemu wcale nie spieszy się na dół! Wyraźnie spodobała mu się Dolina Staroleśna i za ten widok gotów jest zapłacić każdą, nawet najwyższą cenę…;)
Przywołujemy jednak naszego towarzysza do porządku i po chwili jesteśmy już w drodze powrotnej na Polski Grzebień. Na przełęczy posilamy się w przyjemnej, słonecznej i
względnie bezwietrznej atmosferze. Po około godzinie rozpoczynamy zejście. Początkowy fragment pokonujemy przy łańcuchach, następnie trawersujemy na prawo, aby dostać się do wylotu wspomnianego wcześniej żlebu celem odbycia dupozjazdu

.
Około 13 jesteśmy spowrotem pod Śląskim Domem gdzie zaliczamy kolejne opalanie w sympatycznym, czworonożnym towarzystwie:
Do samochodu docieramy około 14:30, a przed 17 jesteśmy już w Krakowie, co owocuje moim pierwszym w życiu powrotem z gór przed zmrokiem. Jak do tej pory nie udało mi się to nawet w czerwcu

.
Podsumując: szybka, łatwa i przyjemna akcja górska z pieknymi widokami

.