wracam do domu na malutkie wakacje, a tutaj co? cieplo, jak w dupie! a chcialem sobie pojezdzic na rowerze po beskidach, a tak to wiadomo, ze najlepsza ochloda na nieludzkie upaly bedzie jaskinia.
dogadujemy sie z Mieszkiem na wypad do dujacej. dolacza do nas kompan z brzozowej Bartek.
postanawiam zrobic mala sesje w dujacej wiec bede taszczyl ze soba statyw (i tak nie wyszly jakos swietnie).
zaczynamy, to bedzie niezle przezycie dla Bartka. zejscie do salki wstepnej i zaczyna sie odcinek specjalny:
1. studzienka (juz wam ja kiedys pokazywalem), generalnie ludzie spoko tamtedy schodza (chociaz tez nie zawsze), problem pojawia sie kiedy trzeba wrocic, wtedy w ruch idzie nawet wyciagarka. jeden koles ze speleoklubu w dabrowie gorniczej tak sie wkurzyl, ze jaskinia jest poza jego zasiegiem, ze rozwalili kawal jaskini by zrobic korytarzyk, ktory obchodzi ta cudowna studzinke i nastepne bonusy, przez co jaskinia stala sie dostepna doslownie dla kazdego (o minusie tego posuniecia zaraz).
na pierwszy ogien poszedl swierzak, czyli Bartek. tat, tak pierwszy raz w studzience robi wrazenie. ale coz to, to nie koniec:
2. trawers czyli dwie plyty tworzace waski korytarzyk i schodzace sie na dole tworzac ostrze, przez co mozna sie tam latwo zaklinowac, gdy sie ieopatrznie zejdzie za nisko.
ten odcinek okazal sie duzo trudniejszy niz studzienka.
3. okienko. powyzej na wprost pojawia sie niewielki otwor. trzeba sie wspiac i wsunac do niego nogami do przodu. to jest chyba najtrudniejsza czesc. spowrotem mi sprawilo to nielada klopot.
4. wyjscie. wskakujac z okienka pojawia sie w suficie kolejne okienko. zeby przez nie wyjsc, tez trzeba sie nieco nameczyc, bo na scianach nie ma zadnych chwytow i nie ma zabardzo gdzie nogi oprzec.
ale wiadomo mastahy przejda wszystko.
dalej to juz sciezka dla kulawych matek z wozkami. wpadamy do malej salki gdzie mialy byc gacki i... nic zadnych nie ma. ale za to wyhaczam dwa male stalaktyty.
schodzimy nizej, nawet nie skladam statywu, bo zaraz bede go wyciagal by zrobic zdjecie temu najwiekszemu stalaktytowi, ktorego widzialem w tej jaskini i... masakra jakis skur..syn go wylamal. czyludzie na prawde sa tacy popier..leni?
dochodzimy do sali mamuciej, a tam troche problematyczne zejscie. naszczescie udaje sie bez wiekszych problemow. jeden jakis gacek wisi na suficie i do tego nawet to nie jest podkowiec, szok gdzie one sie podzialy?
teraz trzeba polegac na mojej pamieci... spoko polegaj jak na kilerusie.
tysiaz zabaw ze statywem, kapiaca woda i lipa. wiekszosc zdjec poruszona

. wracamy.
szybko poszlo znowu sala mamucia.
wyjscie ze sali jest juz bajecznie proste.
zaczynamy odcinek specjalny w odwrotnym kierunku:
4. banalne.
3. tutaj juz nie jest tak pieknie. Bartekowi chwila schodzi na zmiazdzenie tego okienka, pozniej szybko myka Mieszko, no i czas na mnie i tutaj popelniam taktyczny blad. proboje przejsc nogami do przodu w odroznieniu do reszty chlopakow. zaczynam sie klinowac, mecze sie probuje wypchnac dolna czesc ciala do gory, nic z tego jest coraz gorzej. probuje sie wycofac i jedna moja stopa klinuje sie w ostrzy skal. pochylam sie i zwisajac glowa w dol probuje rekami dotkanac podloza. szit zostalo mi jeszcze jakies 10cm. nie mam ochoty na luzny lot. dobra jednak sam sobie nie poradze. na pomoc przychodzi mi Mieszko. obchodzi odcinek specjalny i pomaga mi luzno opasc na ziemie. uff udalo sie, noga mie zdretwiala. zasuwam dalej.
okienko przodem juz bez problemow, dalej korytarzyk staje przed studzienka. teraz mala dygresja:
ostatnio w brzozowej znajomi z bielskiego speleoklubu powiedzieli nam, ze Czeslaw Szura wyszedle tam bez pomocy liny. nawet kiedys mialem takli pomysl ale jak zobaczylem ta studnie to pomyslalem soibie: 'nie ma h...".
to byl cel nr. 1. pokonac studnie na zywca. gramole sie. bach noga na bok wypycham sie do gory, klinuje sie reszta ciala i wypycham do czola skaly obydwa przedramienia, tak, ze chwytam dlonmi szczeliny i hamuje lokciami. w taki sposob centymetr po centymetrze podciagam sie do gory. czuje straszne zmeczenie, wszystko mnie boli i jeszcze boje sie, ze zaraz spadne na dol. dobra co teraz? nie ma juz chwytu. nademna pojawia sie polka. wyciagam jedna reke pozniej droga i sie podciagam. yeah! lokcie na zewnatrz i gincie leszcze, Kilerus miazdzy wszystko co sie da.
wychodzimy z jaskini. cali mokrzy i brudni. chwile pozniej zegnamy sie z Bartkiem, ktory sie spieszy. Mieszko zbiera sily przed atakiem studni.
no to go!
Mieszko meczy sie, gimnastykuje, jest juz bardzo zmeczony. rozwazamy rozne warianty (nawet skakanie do polki). niestety nie udaje sie zmiazdzac studzienki, ale wniosek jest taki, ze jest to do zrobienia i na pewno Mieszko jeszcze tu wroci.
jeszcze jedno zdjatko lani w potoku w samym bielsku. w ogole sie nas nie nas nie bala.
