Zaraz poszukam kwatery w necie i podam.
Jeśli chodzi o tę wyprawę to przeżyłam podczas niej przełom w dziedzinie chodzenia po górach.
Przez kilka dni robiliśmy mniejsze i większe trasy (najtrudniejsza to Giewont). Po dniu z Giewontem dzień odpoczynku: Ścieżka nad Reglami. I co się okazało? Aga ledwo dysząca, starsze panie mnie wyprzedzały i jeszcze pytały, czy aby napewno dobrze się czuję

kondycyjnie czułam się tragicznie i miałam wszystkiego dość.
Następnego dnia w planach była Dol. Chochołowska i Grześ. Doszliśmy do schroniska i zamówiliśmy "przysmak chochołowski" (szarlotka z sosem ze śmietany i jagód - pyszota!) po czym usiedliśmy przed schroniskiem przy stole. Nie pamiętam kto się do kogo dosiadł, ale te delicje spożyliśmy w towarzystwie miłej pary w średnim wieku... Dzieci już mają odchowane, równie zakochane w górach jak rodzice. Mili państwo opowiedzieli nam trochę o swoich przygodach z górami. Na koniec zapytali nas, dokąd dziś zmierzamy. My mówimy, że na Grzesia. Oni się zdziwili "jak to, tylko na Grzesia, młodzi jesteście, idźcie i na Rakoń!". A ja w myślach odpowiedziałam "no jasne! jak mnie ktoś wciągnie na plecach, to może...".
Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w trasę. Nie wiem skąd taka myśl przyszła mi do głowy, ale postanowiłam sobie, że będę szła bardzo, ale to bardzo wolno, tak, aby nie dostać zadyszki, żeby w ogóle nie czuć zmęczenia. Jak postanowiłam, tak uczyniłam. Wlokłam się strasznie (tak mi się przynajmniej wydawało) ale nie męczyłam się w ogóle i po raz pierwszy czułam taką autentyczną, niewymuszoną frajdę. Okazało się, że na Grzesia weszłam w czasie "z mapy" (!), po czym Długim Upłazem poszliśmy także na Rakoń. Było cudownie i od tego dnia już wiedziałam, jak trzeba chodzić po górach! Potem bez większych problemów przeszliśmy jednego dnia całe Czerwone Wierchy i dalej, aż do Kasprowego (i zeszliśmy z Kasprowego, bo "kolejka do kolejki" była makabrycznie długa).
Ten przydługi wywód napisałam po to, aby ludzie, którzy mają ten problem, który i ja miałam (="nie mam w ogóle kondycji, nie dam rady"), uświadomili sobie, że
kondycja to w dużej mierze sprawa psychiki! Najważniejsze to znaleźć klucz do samego siebie. Wcześniej starałam się chodzić szybko, co skutkowało wielkim zmęczeniem, wieloma przystankami, ogólną frustracją i niekiedy odreagowywaniem na współtowarzyszach wycieczek. Także polecam wypróbowanie na sobie albo poradzenie słabszym od Was współtowarzyszom wypraw.