lucyna napisał(a):
Część pochowano w prowizorycznych mogiłach, nikt o nich nie wie.
Czasami starsi ludzie we wsiach pamiętali jeszcze o tym gdzie mniej więcej chowano tych żołnierzy. Z czasem jednak zapominano, lub ci co pamiętali poumierali.
Niespecjalnie też komukolwiek zależało na tym, żeby dbać o groby radzieckich sołdatów i o nich pamiętać.
lucyna napisał(a):
W chwili obecnej droga z Gorlic jest zamknięta
Przez pierwsze 10 lat życia mieszkałem na wsi przy tej właśnie drodze z Nowego Żmigrodu do Gorlic.
Wiatry jakie tam wiały siłą można porównywać do najsilniejszych halnych.
Normalnym w zimie było, że przez kilka dni nie mieliśmy prądu, bo pozrywało linie energetyczną. Nikt nie robił też sensacji z tego, że do wsi nie można było przez kilka dni dojechać z żadnej strony. Czasami jedyną możliwością był wyjazd saniami lub ciągnikiem rolniczym.
Pamiętam jak przez noc zasypywało nam śniegiem drzwi od domu i rano ojciec musiał skakać przez okno na piętrze w zaspę śniegu, żeby móc odsypać drzwi.
Jako dzieci mieliśmy często taką zabawę, że skakaliśmy z balkonu na piętrze w dwumetrową zaspę.
Pomiędzy domem moim i mojej babci było ogrodzenie z siatki drucianej (wysokość około 1,5-1,8m). Powszechne było przechodzenie zimą po śniegu nad tą siatką. Czasami była tak zasypana, że jej nawet nie było widać.
Podobnie było z bramą wyjazdową na drogę. W dzień odsypana, a po nocy tak przykryta śniegiem, że już jej nie było widać i przechodziliśmy nad nią.
Pamiętam jedną wigilię - lata później, jak już tam nie mieszkałem. Tradycyjnie mieliśmy ją spędzić u babci. Próby dojazdu z trzech możliwych stron zakończyły się fiaskiem. Ugrzęźliśmy w jakiejś zaspie niedaleko za Żmigrodem. Po wypchaniu samochodu z zasp udało się zawrócić i dojechać z powrotem do domu.
Wigilię spędziliśmy w okrojonym składzie przy kromce chleba z masłem

Do babci dojechaliśmy w drugi dzień świąt jak przestało wiać i pług mógł odśnieżyć drogę.
Przez to dzieciństwo spędzone tam uwielbiam wiatr. Jak szumi, wyje, dmucha. Najpiękniejszy z żywiołów. Zawsze w górach przy huraganowych podmuchach wracają wspomnienia drogi do szkoły. Kiedy wiatr przewracał nas na wszystkie strony, ciężko było wstać i dalej iść.
Lodowe igiełki wbijane mroźnym podmuchem w policzki, uderzające z całej siły po oczach, te zmrożone rzęsy i zamarzający sopel na nosie, to dla mnie zawsze powrót do dzieciństwa.
Kto wie, być może przez to właśnie lubię góry zimą
